Na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy zakładałem Centrum Kreowania Liderów, do budowania swojego zespołu świadomie wybrałem kobiety. Intuicyjnie czułem, że ich umiejętności, zdolności i predyspozycje będą najbardziej przydatne. Patrząc wstecz i obserwując zmiany społeczne, nadal stwierdzam, że intelektualny i emocjonalny potencjał kobiet pozostaje wciąż nie w pełni odkryty i doceniany.
Kobieta była i nadal jest inspiracją i natchnieniem dla artystów i poetów. W literaturze pięknej, malarstwie i rzeźbie wielbiono ją i podziwiano, jednak „suche” wzmianki historyczne inaczej opisują jej postać i rolę społeczną w minionych stuleciach. Wtedy nikt nie miał wątpliwości, że głównym powołaniem kobiety było zostać żoną i matką. Zadziwiające, że ten popularny szesnastowieczny stereotyp przetrwał jako niezmienny przez wiele stuleci, wpisany w system wychowania kolejnych pokoleń.
Chłopca wychowywano na zdobywcę, dążącego do sukcesu i osiągającego wyznaczone cele, silnego psychicznie, zdolnego i inteligentnego. Jego działania opierały się na mechanizmach rywalizacji. Wyobrażenie to powodowało, że to mężczyzna zajmował eksponowane stanowiska. Uważano, że to, co męskie, wydaje się lepsze, a już przynajmniej ważniejsze i wiarygodniejsze. Wizerunek kobiety był zupełnie inny, miała odgrywać rolę drugorzędną. Premiowano u niej umiejętność współpracy i uległość, a eliminowano rywalizację. Napoleon Bonaparte powiedział, że współzawodnictwo kobiet powinno być zabronione, gdyż „[…] nie chcemy wzniecać w nich uczuć, ani pozwalać na odrobinę próżności, która jest jednym z najbardziej żywotnych instynktów, charakterystycznych dla tej płci”.
Dopiero w ostatnim stuleciu doszło do zmian w systemie wychowania, a wizerunek kobiety i mężczyzny zmienił się do tego stopnia, że dzisiejsza młodzież z niedowierzaniem słucha o akceptowanych w przeszłości stereotypach. Obecnie dla wielu osób to już jedynie mit, choć nadal popularny w wielu środowiskach. Próbujemy z niego zrezygnować, lecz z różnych powodów jest to trudne.
Psychologowie twierdzą, że mity i legendy mają ogromny wpływ na sposób myślenia wielu ludzi, kształtują postawy emocjonalne, pokazują cel w życiu, zachęcają do działania, a nawet uświęcają cierpienie. Psycholog Carl Gustaw Jung wskazał, że w nieświadomości ludzi kryją się idee, archetypy i wzorce, które mają wpływ na ich zachowanie. Ta „zbiorowa podświadomość”, jak ją nazwał, znajduje wyraz właśnie w mitach. Znawca mitów Sam Keen napisał, że są one „formą kulturowego DNA, podświadomą informacją, czymś w rodzaju programu, który steruje naszym widzeniem rzeczywistości”. Nasuwa się pytanie – skąd się bierze ten program i jakie wyróżniają go cechy? Wiemy, że odnosi się do społeczeństwa, a jego źródłem jest tradycja i zwyczaje: obrzędy, ceremoniały, pieśni, tańce, gry i zabawy, a nawet stroje. Najpierw małe społeczności, potem wielomilionowe społeczeństwa wpajały ludziom własne wierzenia i uczyły ich szacunku do tradycji, używając do tego własnego systemu wartości. Każda grupa kulturowa jest dumna ze swojego dziedzictwa, mimo że podobne zachowania mogą być różnie odbierane przez przedstawicieli poszczególnych kultur. Przez jednych będą akceptowane, a przez innych nie.
Co się stało z mitem? Jaka jest dziś kobieta? Jaka jest jej rola w naszej kulturze? Bez wątpienia jej postać ukształtowały w dużym stopniu liczne wojny, postęp techniczny i religia. Kiedyś rola kobiety ograniczała się do wąskiego środowiska domowego. Jej osoba była wsparciem dla mężczyzny, zajętego walką i zdobywaniem. Stała na straży przestrzegania wartości. Swoją energię i zdolności wykorzystywała do wypełnienia społecznej roli – matki i gospodyni. Stopniowo zmieniające się warunki, m.in. rozwój cywilizacyjny i gospodarczy, wymogły zmiany, które bezpośrednio dotyczyły kobiety i jej roli społecznej.
Mężczyzna nie był już w stanie samodzielnie unieść na swoich barkach ekonomicznego ciężaru utrzymania domu i rodziny. Jednocześnie kobiety dostrzegły pojawiające się możliwości związane z ich własnym rozwojem. Oczywiście nie zerwały ze swoją społeczną funkcją, nadal pragnęły być matkami, przecież instynkt macierzyński jest jednym z najsilniejszych, jakim obdarzyła je natura. Udowadniając łatwość w dostosowywaniu się do nowych warunków, kobiety łączyły różne obszary swego życia. Ich rozwój zawodowy przebiegał wieloetapowo, wciąż spowalniany przez odziedziczony system wartości i silną pozycję mężczyzny. Stojące przed nimi nowe wyzwania i obowiązki, jakie na siebie przyjęły oraz ich realizacja udowodniły ich siłę i umocniły wiarę w możliwość pogodzenia ich społecznej funkcji z aspiracjami zawodowymi. Nowa sytuacja społeczna uczyniła z dawnego wizerunku kobiety jedynie mit, niestety, do dziś szczególnie głęboko zakorzeniony w relacjach mężczyzna-kobieta.
Żyjemy w czasach, kiedy kobieta-premier, kobieta-reżyser, kobieta-lekarz czy kobieta-kaskader nie budzi najmniejszego zdziwienia. Mimo to, nadal niewiele kobiet piastuje kluczowe stanowiska. Nie jest to kwestią umiejętności osobistych czy zdolności. Może to ich wewnętrzny wybór i umiejętności pogodzenia wszystkich aspektów życia, a może to obecność mitu? Te, które podjęły wyzwanie, dziś zajmują kierownicze stanowiska, zarządzają prężnie rozwijającymi się organizacjami i osiągają sukcesy.
Badania psychologiczne dowiodły, że kobiety bardziej zainteresowane są relacjami interpersonalnymi niż pędem ku władzy. Już od najwcześniejszych lat są inicjatorkami relacji międzyludzkich, podczas gdy mężczyźni zainteresowani są rywalizacją i wykazują skłonność do ryzyka. Kobiety łatwiej i szybciej dopasowują się do zmian i akceptują nowości. Na co dzień, łącząc liczne obowiązki domowe z zawodowymi, potrafią wykonywać wiele czynności równolegle, podczas, gdy mężczyźni to zadaniowcy, skupiający się na jednym celu.
Kobiety sprawdzają się wszędzie tam, gdzie liczy się komunikatywność, wrażliwość i intuicja. Silniej odczuwają nieprawidłowości w relacjach międzyludzkich, gdyż łatwiej dostrzegają wiele zjawisk, na które mężczyźni w porównaniu z nimi są „ślepi i głusi”. Kobiety lepiej wychwytują sygnały społeczne, odbierają istotne subtelności znaczeń na podstawie tonu głosu lub intensywności wyrazu. Jeśli zaufamy ich bogatej sferze uczuciowo-emocjonalnej, wówczas pracują z wielkim zaangażowaniem i poświęceniem, wkładając w wykonywaną pracę wszystkie swoje umiejętności i serce. Czasami mężczyźni nie zdają sobie sprawy, że kobieta prawdopodobnie „słyszy” o wiele więcej niż mężczyzna w swoim przekonaniu „mówi”. Zajęci przedmiotami, teoriami i władzą mężczyźni, niejednokrotnie bronią im dostępu do swojego terytorium. Ujawnia się tu, oparty na wielowiekowej współzależności układ, ilustrujący relacje kobieta-mężczyzna.
Zdaniem Anne Moir i Davida Jessela, autorów książki „Płeć mózgu”, w całym życiu osobistym i zawodowym różnice między płciami odzwierciedlają różnice w skłonnościach ich umysłów. Różnice te – nie słabości, powodują mniejszą lub większą sprawność kobiety lub mężczyzny w realizowaniu różnych zadań. Autorzy pokazują odmienne mocne strony i strategie działania obu umysłów. W grudniowym numerze Home&Market; ukazał się mój tekst „Dwa umysły w organizacji”, w którym wyodrębniłem i opisałem różnice między liderem a menedżerem, podkreślając, że przywódca czerpie inspirację w większym stopniu ze swojej intuicyjnej i emocjonalnej części umysłu. Intuicja i nastawienie na budowanie nieformalnych więzi jest niezmiennie potrzebne liderom wszelkiego formatu.
Budowa naszego mózgu wpływa na to jak myślimy, uczymy się, widzimy, odbieramy zapachy, odczuwamy, porozumiewamy się, kochamy, walczymy, odnosimy sukcesy lub ponosimy porażki. Zaobserwowano, że kobiety mają lepiej rozwiniętą sieć połączeń między lewą i prawą półkulą, pozwala im to równomiernie wykorzystywać obie części mózgu. Osobiście uważam, iż przyszłość będzie należała do osób potrafiących połączyć logiczne i praktyczne podejście z komunikatywnością, intuicją i zaangażowaniem uczuciowym.
Czasami wydaje mi się, że dawny stereotyp kobiety głębiej tkwi w świadomości lub nieświadomości mężczyzn. To oni chwilami czując zagrożenie swojej pozycji, wykorzystują swoją siłę i przewagę, utrwalając dawny mit.
W tym miejscu chciałbym przytoczyć stwierdzenie E. Kanta, „iż dopiero kobieta i mężczyzna pospołu tworzą człowieka”. Słowa te kieruję do obu płci, aby dostrzegły szanse i wykorzystały możliwości ukryte we własnych odmiennościach, którymi obdarzyła je natura i aby zauważyły potencjał tkwiących w ich wzajemnym uzupełnianiu się. Byłoby ze szkodą dla obu płci, gdyby mężczyzna próbował utrwalać przestarzały mit, a kobiety „nosząc spodnie” skoncentrowały się wyłącznie na rywalizacji. Wówczas obie płci straciłyby na swej atrakcyjności.
Bogusław J. Feder