Struktura produkcji sektora produkcyjnego

Podstawy planowania produkcji środków produkcji

W gospodarce planowej struktura produkcji sektora wytwarzającego środki produkcji jest zdeterminowana przez ilościowo-asortymentowy plan produ­kcji konsumpcyjnej oraz przez plan inwestycji. Mówiąc ściślej, CP jako jedyny ośrodek dyspozycji gospodarczej, dokonując wyboru struktury produ­kcji rynkowej i kierunków inwestowania, w istocie decyduje równocześnie o strukturze produkcji środków produkcji. Tak więc, o ekonomicznej wydaj­ności sektora produkcyjnego przesądza trafność decyzji rynkowych oraz trafność doboru przedsięwzięć inwestycyjnych.

Podporządkowanie struktury produkcji dóbr kapitałowych planowi pro­dukcji dóbr konsumpcyjnych jest oczywiste. Środki produkcji są przerabiane na środki spożycia i wytwarzanie określonych rodzajów dóbr konsumpcyj­nych jest niemożliwe bez użycia odpowiednich rodzajów dóbr produkcyj­nych. Dlatego produkcji określonej ilości konkretnych dóbr konsumpcyjnych musi odpowiadać produkcja odpowiednich ilości wyspecjalizowanych środ­ków produkcji. To samo dotyczy dóbr inwestycyjnych.

Dobra inwestycyjne stanowią tę część środków produkcji, które są prze­znaczone na rozszerzenie i modernizację mocy produkcyjnych zainstalowa­nych w poszczególnych przedsiębiorstwach, czyli na realizację inwestycji brutto. Plan inwestycji brutto, który obejmuje przyszłe konkretne przedsię­wzięcia inwestycyjne, określa zapotrzebowanie na dobra inwestycyjne, nie­zbędne do realizacji tych przedsięwzięć. Mówiąc inaczej, wynikający z pro­gramu inwestycyjnego ilościowo-asortymentowy plan produkcji dóbr in­westycyjnych, stanowi konkretyzację planu inwestycyjnego, a jednocześnie przesądza o jego wykonalności. W tym punkcie najsilniej uwidacznia się ścisły związek pomiędzy makro- i mikroekonomicznymi aspektami gospo­darowania, które posługuje się planowaniem. Plan inwestycji, który jest związany przede wszystkim z makroekonomiczną stroną gospodarowania, powiązany jest ściśle z ilościowo-asortymentowym planem produkcji środ­ków wytwarzania, który ucieleśnia mikroekonomiczną stronę gospodarowa­nia. Cykle poszczególnych przedsięwzięć inwestycyjnych mogą być różne.

Jedne zamykają się w granicach jednego roku, inne wymagają kilku, a jeszcze inne kilkunastu lat, ale żadna inwestycja nie może być zrealizowana bez bieżącej produkcji dóbr inwestycyjnych. Tworzenie nowych mocy produkcyj­nych, które następuje w wyniku inwestycji, dokonuje się dzięki bieżącemu wykorzystaniu istniejących mocy produkcyjnych. Tak więc nawet inwestycje 0 najdłuższym cyklu mogą być realizowane tylko przez bieżącą produkcję konkretnych dóbr inwestycyjnych, które w gospodarce planowej ujęte są w ilościowo-asortymentowym planie produkcji sektora produkcyjnego. Innej drogi nie ma. Dlatego spotykane niekiedy przeciwstawianie planowania dłu­gofalowego związanego z inwestycjami, czyli procesem tworzenia nowych mocy produkcyjnych, planowaniu krótkofalowemu, które związane jest z wy­korzystaniem istniejących mocy produkcyjnych, pozbawione jest ekonomi­cznego znaczenia[1].

Gospodarowanie bez względu na formy, jakie przyjmu­je, jest działalnością konkretną, dlatego związany z mikroekonomią plan struktury produkcji nie przeciwstawia się związanemu z makroekonomią planowi wielkości produkcji społecznej, lecz jest jego konieczną konkretyza­cją. W praktyce nie można makroekonomii przeciwstawiać mikroekonomii i uważać, że mogą one egzystować niezależnie od siebie, są to bowiem „dwie strony tego samego medalu”, który nazywa się gospodarowaniem.

Abstrahując od trudności technicznych, planowanie struktury produkcji środków wytwarzania w gospodarce planowej nie przedstawia koncepcyjnie zbyt skomplikowanego problemu. Jeśli istnieje szczegółowy plan produ­kcji dóbr konsumpcyjnych oraz szczegółowy plan inwestycji, to plan pro­dukcji dóbr kapitałowych wynika z nich niejako automatycznie. Nie trzeba chyba dodawać, że ze względu na powiązania z planem produkcji rynkowej i planem akumulacji struktura produkcji sektora produkcyjnego musi być również planowana w odstępach rocznych.

Problem powstaje jednak wówczas, gdy CP musi zdecydować, które rodzaje środków produkcji wyprodukować w kraju, a które mają być wytwo­rzone za pośrednictwem handlu zagranicznego. Dotyczy to oczywiście tych środków produkcji, które taką alternatywę dopuszczają. Ekonomicznym kry­terium wyboru jednej z tych alternatyw może być tylko ich względna opła­calność. To znaczy wybór może jedynie wynikać z porównania ilości i jakości środków, które trzeba zaangażować w obu wypadkach dla zdobycia tej samej ilości wyspecjalizowanych środków produkcji. I jeśli pominąć względy poza­ekonomiczne, wybór narzuci się sam z tego porównania.

Problem, przed jakim w związku z tym stoi CP, polega na tym, że w gospodarce planowej nie można dysponować miarodajnymi wskaźnikami, na podstawie których dałoby się ustalić rzeczywistą opłacalność każdej z al­ternatyw. Jak była wcześniej o tym mowa, w gospodarce planowej nie istnieją ceny rynkowe, a w szczególności cen takich nie mają środki produkcji. Ustalane arbitralnie ceny środków produkcji mają raczej znaczenie obrachun­kowe, ponieważ w gospodarce planowej dostawy pomiędzy przedsiębior­stwami dokonywane są na podstawie przydziałów, określonych w wymiarze fizycznym. Nie są to więc ceny, które informowałyby na bieżąco, jaki jest rzeczywisty alternatywny koszt wyprodukowania i dostarczenia poszczegól­nych rodzajów dóbr kapitałowych.

Jeśli się zważy, że CP musi wziąć pod uwagę miliony dóbr, używanych w gospodarce narodowej jako środki produ­kcji, to trudno sądzić, by bez cen rynkowych mógł się on dostatecznie dokładnie orientować w rzeczywistych alternatywnych kosztach ich uzyska­nia w danym momencie. Drugim wskaźnikiem, który jest niezbędny do określenia rzeczywistej opłacalności handlu zagranicznego, a którym CP nie może dysponować, jest – jak wiadomo z wcześniejszych wywodów – realny kurs waluty krajowej. Bez tego wskaźnika nie można należycie ocenić rze­czywistych warunków handlu z zagranicą. Innymi słowy, bieżąca ocena rzeczywistej opłacalności handlu zagranicznego, która wymaga uwzględnie­nia wielu różnych dóbr, jest praktycznie niemożliwa bez cen rynkowych i bez realnego kursu waluty krajowej[2].

Dlatego stając przed alternatywą produkcji środków produkcji bezpośrednio w kraju czy za pośrednictwem handlu za­granicznego, CP będzie zmuszony oprzeć swój wybór w większym lub mniejszym stopniu na przesłankach arbitralnych, narażając się tym samym w większym stopniu na możliwość podjęcia błędnych decyzji.

Zasada planowania w gospodarce opartej na centralizacji decyzji eko­nomicznych zakłada kompleksowość w rozwiązywaniu problemów gospo­darowania społecznego. Oznacza to, że planowe regulowanie wszystkich przejawów tego gospodarowania musi odnosić się do tych samych odcinków kalendarzowego czasu. Planowanie produkcji w sektorze konsumpcyjnym i produkcyjnym nie może stanowić wyjątku. Plany obu tych sektorów mu­szą być opracowywane dla tych samych odcinków czasu. Ta jednolitość planowania stwarza problem synchronizacji produkcji środków wytwarzania względem produkcji dóbr konsumpcyjnych. Chodzi o to, że produkcja tych pierwszych musi wyprzedzać w pewnym sensie produkcję środków spożycia tak, by w momencie rozpoczęcia ich fabrykacji istniał odpowiedni zapas środków produkcji. Mówiąc inaczej, wyprzedzenie wytwarzania środków produkcji musi być na tyle duże, by starczyło czasu na dostarczenie ich w odpowiedniej ilości i asortymencie, zanim ruszy produkcja wytwarzanych za ich pomocą dóbr konsumpcyjnych. Otóż, w gospodarce planowej rozwią­zanie problemu takiej synchronizacji może przysparzać w pewnych wypad­kach poważnych trudności.

Problem synchronizacji powstaje z chwilą, gdy przesunięcia w popy­cie rynkowym wymagają wprowadzenia zmian w planie następnego okresu w porównaniu z planem okresu bieżącego[3].

Czyli ma to miejsce wówczas, gdy zmiany produkcji rynkowej wymagają wyspecjalizowanych środków produkcji, które nie są bieżąco produkowane. W takim wypadku potrzebne jest zsynchronizowane wyprzedzenie przy produkcji tych środków. Jednakże w gospodarce planowej synchronizacja ta jest trudna do przeprowadzenia, ponieważ nie da się tu uniknąć jednolitości okresów planowania, która wynika z centralizacji decyzji i koniecznej kompleksowości planowania. Ta jednoli­tość okresów planowania powoduje, że wszystkie przedsiębiorstwa muszą w jednakowych odstępach czasu wprowadzać zmiany w swojej produkcji, tzn. na początku nowego okresu planowego. Gdy więc przesunięcia rynkowe wywołują konieczność zmian w produkcji dóbr konsumpcyjnych, odpowia­dające im konieczne zmiany w produkcji wyspecjalizowanych środków pro­dukcji muszą następować jednocześnie. Nie ma tu miejsca na konieczne wyprzedzenie.

Powstaje zatem kwestia, co robić z mocami produkcyjnymi, które plan przeznaczył do produkcji nowych dóbr konsumpcyjnych. Nie mogą być one użyte od początku okresu planowego do produkcji tych dóbr, ponieważ dopiero od tej chwili rozpocząć się może produkcja potrzebnych środków wytwarzania. Czas czekania wywołany koniecznością wyprodukowania od­powiedniego zapasu tych środków może być dłuższy lub krótszy w zależności od tego, czy może on być wykonany za pomocą istniejących mocy produkcyj­nych, czy też wymaga inwestycji. W każdym razie rozpoczęcie produkcji nowych asortymentów dóbr konsumpcyjnych ulegnie przesunięciu. Aby nie dopuścić do przestoju mocy produkcyjnych przeznaczonych do tego celu, CP może wybrać jedną z możliwości.

Po pierwsze, może wstrzymać produkcję aż do chwili dostarczenia potrzebnych środków produkcji. Mogłoby to jednak prowadzić do okresowego bezrobocia, co byłoby sprzeczne z podstawowym postulatem gospodarki planowej. Po drugie, może zarządzić kontynuację produkcji, która jest możliwa ze względu na istniejące zapasy środków produkcji. To wprawdzie zapobiegałoby bezrobociu, ale mogłoby być sprzeczne z logiką gospodarowania. Mogłoby się bowiem okazać, że wyproduko­wane w ten sposób dobra nie są nikomu potrzebne. Wreszcie po trzecie, CP może zaopatrywać przedsiębiorstwa w potrzebne środki produkcji w drodze zakupów zagranicznych aż do czasu uzyskania ich ze źródeł krajowych. Aby to mogło nastąpić bez dłuższego czekania, kraj musi dysponować odpowied­nimi rezerwami dewiz. W przeciwnym bowiem razie oczekiwanie na dostawy z importu może okazać się nieuniknione, podobnie jak w przypadku dostaw krajowych. Okres oczekiwania będzie tu określony przez czas potrzebny do zdobycia dewiz, który z reguły pokrywa się z czasem potrzebnym do wypro­dukowania odpowiednich towarów i sprzedania ich za granicą. Jeśli bowiem wykluczyć kredyty zagraniczne, jedynym sposobem zdobywania dewiz w go­spodarce planowej jest eksport.

Dla kontrastu warto może dodać, że jakkolwiek problem synchronizacji produkcji występuje również w gospodarce zdecentralizowanej, to jednak wiele wskazuje na to, że można łatwiej sobie z nim radzić. Decentralizacja decyzji umożliwia bardziej elastyczne dostosowanie się do zmian. Przedsię­biorstwa nie muszą oczekiwać z tym do nowego okresu planowego, mogą natomiast wprowadzać przesunięcia w strukturze produkcji w chwili, którą uznają za bardziej stosowną. Decentralizacja umożliwia specjalizację prze­widywań, co stwarza szansę lepszych i gorszych przewidywań. Istnieje zatem możliwość, że niektórzy producenci środków produkcji będą lepiej przewi­dywali od innych, przygotowując na czas odpowiedni zapas potrzebny do pokrycia nowego zapotrzebowania wyspecjalizowanych środków produkcji. Wreszcie, w zdecentralizowanej gospodarce przedsiębiorstwa w wielu wy­padkach mogą zaopatrywać się w potrzebne do sfinansowania niezbędnego importu dewizy w drodze wymiany waluty krajowej na potrzebne waluty zagraniczne. Skraca to okres oczekiwania na dostawy z importu.

Metoda bilansowa

Najbardziej odpowiadającą potrzebom gospodarki planowej techniczną me­todą planowania struktury produkcji w sektorze wytwarzającym środki pro­dukcji jest metoda bilansowa. Polega ona na szczegółowym bilansowaniu zapotrzebowania na poszczególne wyspecjalizowane środki produkcji z mo­żliwymi ich dostawami, z uwzględnieniem źródeł krajowych i zagranicznych. Niezastępowąlna przydatność tej techniki w gospodarce planowej opiera się na co najmniej dwóch przesłankach. Po pierwsze, umożliwia ona planowanie zadań produkcyjnych sektora wytwarzającego środki produkcji oraz plano­wanie ich rozdziału w wymiarze fizycznym. A o to właśnie chodzi w gospo­darce planowej, gdzie planowanie w jednostkach naturalnych nie ma alterna­tywy[4], ponieważ CP kontroluje jednocześnie całość zapotrzebowania na środki produkcji, jak i całą ich produkcję; zarówno wykonywaną bezpośred­nio w kraju, jak i za pośrednictwem handlu zagranicznego. Po drugie, metoda bilansowa zapewnia niezbędną konkretność planowania struktury produk­cji środków produkcji. Alternatywna metoda input-output, która zresztą też polega na bilansowaniu, nie może mieć zastosowania w praktycznym gospo­darowaniu, gdyż jest ona za mało konkretna. Operuje bowiem nie konkretny­mi dobrami, lecz wiązkami dóbr łączonymi w taki sposób, by być na tyle znaczącymi, na ile pozwala statystyka i wymogi liczenia[5].

Dla metody bilansowej, jakkolwiek bardzo prostej i nie wymagającej wyrafinowanych metod rachunkowych, angażuje się ogrom prac technicznie wykonawczych pochłaniających wiele czasu. Trzeba bowiem zestawić listę potrzebnych wyrobów, z których każdy musi być zdefiniowany, z uwzględ­nieniem jego technicznych, handlowych i geograficznych odrębności[6]. Ozna­cza to zestawienie milionów pozycji, z których każda musi obejmować sposoby zbilansowania z uwzględnieniem źródeł krajowych i zagranicznych. Wszystko to wymaga takiego skoordynowania ex ante w skali całej gospo­darki ze zwróceniem uwagi na wszelkie niezbędne szczegóły, by spływające środki produkcji zasilały gospodarkę w odpowiednim miejscu i czasie bez zahamowań i tarć. W przeciwnym bowiem razie nie da się zapobiec brakom zaopatrzeniowym na różnych odcinkach produkcji w czasie realizacji planu. Ogrom zadań planistycznych, jaki pozostaje do wykonania w związku z ko­niecznością stosowania metody bilansowej, budzi wątpliwości, czy CP byłby w stanie uwzględnić w swoich bilansach wszystkie bez wyjątku dobra, które mogą pełnić funkcje środków produkcji. Gdyby w rzeczywistości nie był w stanie tego przeprowadzić, znaczyłoby to, że część środków produkcji używanych w gospodarce byłaby produkowana poza zasięgiem jego faktycz­nej kontroli, co przy braku regulującego oddziaływania mechanizmu rynko­wego musiałoby przybierać cechy żywiołowości.

Narzędziem, bez którego metoda bilansowa planowania produkcji byłaby nie do pomyślenia, jest system norm określających zużycie poszczególnych wyspecjalizowanych środków produkcji na jednostkę gotowego wyrobu. Normy tworzące taki system muszą spełniać postulat jednolitości nie tylko dlatego, że samo pojęcie normy kryje w sobie myśl o unifikacji, ale przede wszystkim dlatego, że normy w gospodarce planowej są jednym z podstawo­wych instrumentów kontroli w rękach CP. Toteż jednakowe normy zużycia poszczególnych rodzajów środków produkcji muszą obowiązywać w skali całej gospodarki.

Najbardziej racjonalnym sposobem opracowywania norm byłoby oparcie ich na danych uzyskanych w drodze dokładnej analizy konkretnych procesów technologicznych. Największe szanse na właściwe przeprowadzenie analizy i zdobycie dokładnej wiedzy o tych procesach mają ludzie zatrudnieni w po­szczególnych przedsiębiorstwach. W przedsiębiorstwach bowiem następuje techniczna transformacja środków produkcji w wyroby gotowe, czyli tu jedynie można stwierdzić faktyczne ich zużycie. A zatem ludzie zatrudnie­ni w przedsiębiorstwach są najbardziej predestynowani do opracowywania norm.

Pomimo to możliwość zastosowania w gospodarce planowej tego sposobu postępowania jest z kilku powodów mało realna. Przede wszystkim nie ma prawdopodobnie dwóch przedsiębiorstw danej branży, które miałyby w danym momencie identyczne warunki produkcji. Stąd normy opracowane w różnych przedsiębiorstwach musiałyby się między sobą różnić. Przeczyło­by to zasadzie jednolitości norm, co jest wymogiem wynikającym z logiki gospodarki planowej. Okazałoby się bowiem, że to nie CP kontroluje gospo­darkę na odcinku wykorzystania środków produkcji, lecz poszczególne przed­siębiorstwa. Byłoby to nie do pogodzenia z zasadą centralnej dyspozycji ekonomicznej. Ponadto zasada jednolitości norm zmusiłaby CP do przekształ­cenia zróżnicowanych norm w normy jednolite. Inaczej mówiąc, trzeba byłoby przyjąć za podstawę norm zużycie przeciętne lub zużycie krańcowe. Wszystko to jednak mijałoby się z celem, ponieważ to samo można osiągnąć mniejszym nakładem pracy i czasu za pomocą statystycznej metody oblicza­nia norm. Nie wymaga ona przeprowadzania żmudnych badań w przedsię­biorstwach; wystarczą sprawozdania statystyczne, na podstawie których moż­na opracować na miejscu w centrali planującej jednolite normy dla całej gospodarki. Fakt, że opracowywanie norm statystycznych może się odbywać w centrali sprawia, że bardziej odpowiadają one potrzebom gospodarki pla­nowej[7].

Normy statystyczne nie mogą oczywiście dotyczyć nowo produko­wanych wyrobów. W tym wypadku normy zużycia mogą być opracowywane w dwojaki sposób. Mogą być one formowane na zasadzie analogii do tych samych wyrobów wytwarzanych za granicą lub do porównywalnych wyrobów produkowanych w kraju. Mogą być również określane na podstawie opinii i rad zespołów ekspertów. Tak więc postulat jednolitości systemu norm da się w go­spodarce planowej spełnić za pośrednictwem norm statystycznych, norm opra­cowanych na zasadzie analogii lub na podstawie orzeczeń ekspertów.

Podstawowym mankamentem jednolitych norm jest to, że nie mogą być one odbiciem konkretnych warunków produkcji, które występują w poszczególnych przedsiębiorstwach. Nie może to nie wpływać negatywnie na racjonalność gospodarowania środkami produkcji w gospodarce planowej. Różnorodność warunków produkcyjnych poszczególnych przedsiębiorstw w zestawieniu z uni­fikacją norm musi rodzić ujemne konsekwencje ekonomiczne. Jedne przedsię­biorstwa będą otrzymywały za duże przydziały, co przy braku kryteriów sukcesu rynkowego musi prowadzić do rozrzutnej gospodarki. Inne natomiast będą odczuwały braki w zaopatrzeniu, powodujące zakłócenia w rytmice produkcji. Tak więc przy globalnym zbilansowaniu zapotrzebowania na środki produkcji za pośrednictwem jednolitych norm na szczeblu CP zawsze może się zdarzyć, że jedne przedsiębiorstwa będą miały nadmiar, w innych natomiast zabrak­nie ich dla konkretnego zastosowania lub w konkretnej chwili.

Opracowanie systemu jednolitych norm zużycia środków produkcji z uwzględnieniem wszystkich możliwych ich zastosowań wymaga olbrzy­miego nakładu pracy i pochłania wiele czasu. Uzasadnia to wątpliwości, czy aktualizacja systemu norm może być dokonywana stosownie do zachodzą­cych zmian warunków produkcji, które mogą następować w kolejnych rocz­nych okresach planowania, w rezultacie innowacji. Jeśli w rzeczywistości weryfikacja norm nie mogłaby być skorelowana z kolejnymi planami i dany system norm obowiązywałby w kilku lub nawet kilkunastu rocznych okresach planowych, musiałoby dojść do tego, że w pewnym momencie normy stałyby się przestarzałe. Planowanie produkcji środków produkcji na podstawie prze­starzałych norm stwarzałoby szczególny rodzaj marnotrawstwa ograniczo­nych środków, taki mianowicie, który ma charakter a priori, ponieważ jest zawarty w samej procedurze planowania.

Jakkolwiek normy zużycia stanowią szkielet rachunków bilansowych, to jednak nie są one jedynym narzędziem bilansowania produkcji środków wytwarzania. W przypadku, gdy te ostatnie są produkowane za pomocą handlu zagranicznego, dodatkowo rolę tego narzędzia pełnią terms oftrade. Jeśli gospodarka planowa nie zaciąga per saldo kredytów zagranicznych, jedynym źródłem finansowania importu jest eksport. Otóż terms of trade określają siłę nabywczą eksportu. Mówiąc inaczej, określają w wymiarze fizycznym rozmiary eksportu, niezbędne do sfinansowania określonych roz­miarów importu. Z punktu widzenia bilansowej techniki planowania produ­kcji fakt, że terms of trade muszą pełnić funkcję narzędzia bilansowania, stanowi wysoce niesprzyjającą okoliczność. Terms oftrade są zmienną cza­sową i nie podlegają kontroli CP. Bilansowanie produkcji wytwarzanej za pośrednictwem handlu zagranicznego musi się więc opierać na terms oftrade, co do których oczekuje się, że utrzymają się w okresie planowym. Jeśli jednak w rzeczywistości nastąpią odchylenia od tych oczekiwań, zbilansowanie produkcji według planowych założeń nie będzie możliwe. Wpływ terms of trade stawia pod znakiem zapytania skuteczność planowania całej produkcji środków wytwarzania. W rzeczywistości nie da się mechanicznie oddzie­lić produkcji za pomocą handlu zagranicznego od produkcji wykonywanej w kraju. Dlatego wywołane niezależnością i zmiennością terms of trade trudności w utrzymaniu planowanych relacji bilansowych, odnoszące się do importowanych środków produkcji, muszą oddziaływać negatywnie na bilan­sowanie całej ich produkcji.

Planowanie produkcji środków wytwarzania ma charakter wtórny, ponie­waż zapotrzebowanie na te środki wynika z planu produkcji dóbr konsump­cyjnych oraz z programu inwestycyjnego. Planując inwestycje oraz produkcję sektora konsumpcyjnego, CP kontroluje całość zapotrzebowania na środki produkcji. Dlatego stosowanie metody bilansowej przy planowaniu ich pro­dukcji koncepcyjnie wydaje się rzeczą prostą i oczywistą. Skoro zapotrzebo­wanie na środki produkcji jest określone, należy je tylko zbilansować przez produkcję (bezpośrednią i za pośrednictwem handlu zagranicznego) odpo­wiedniej ilości określonego rodzaju środków wytwarzania, by cały plan produkcji i plan inwestycji stały się wykonalne. W rzeczywistości gospodar­czej występują jednak zawsze pewne tarcia i nie wszystko przebiega tak gładko, jakby to mogło wynikać z przedstawionej koncepcji. Planowanie za pomocą bilansowania tarć tych nie uwzględnia. Opiera się ono na założeniu stałości oczekiwanych warunków produkcji, co przesądza o jego statycznym charakterze. Zastosowanie do dynamicznej z natury rzeczywistości musi ujawniać poważne niedostatki. W rzeczywistości bowiem warunki produ­kcji ulegają nieustannym przekształceniom spowodowanym przez nie dające się kontrolować z pozycji CP czynniki.

Konieczność importowania pewnej ilości środków produkcji poddaje warunki ich wytwarzania wpływowi nie­kontrolowanych czynników zewnętrznych. Nie dające się kontrolować zmia­ny terms of trade, o których była już mowa wyżej, przekształcają warunki produkcji realizowanej za pośrednictwem handlu zagranicznego. Podobnie mogą oddziaływać zakłócenia w transporcie morskim spowodowane odchy­leniami od normalnego układu warunków atmosferycznych. Również we­wnętrzne warunki produkcji krajowej mogą się zmieniać przez czynniki niezależne. Mogą to być klęski nieurodzaju, klęski żywiołowe, awarie me­chanizmów, epidemie chorób ludzi i zwierząt czy inne zdarzenia losowe, które odbijają się negatywnie na gospodarce. Wszystkie te wydarzenia mogą prowadzić do odchyleń rzeczywistych warunków wytwarzania od warunków oczekiwanych, na których oparte zostały rachunki bilansowe. Jeśli to nastąpi, utrzymanie relacji bilansowych założonych w planie staje się niemożliwe, co z kolei czyni plan produkcji sektora konsumpcyjnego oraz plan inwestycji niewykonalnymi.

Widoczne braki metody bilansowej rodzą pewne pomysły mające na celu jej usprawnienie. Sprowadzają się one w zasadzie do jednego postulatu, mianowicie: zamiast zakładać całkowitą zbieżność bilansowanych wielkości, metoda bilansowa powinna zakładać świadome operowanie niezbieżnościami. Znaczy to, że powinna ona stwarzać masy manewrowe sukcesywnie rozdysponowywane w zależności od przebiegu wykonania planu produkcji[8].

Spróbujmy się nad tym zastanowić. Przede wszystkim uwaga natury zasad­niczej. Utrzymywanie mas manewrowych w celu ich wykorzystania stosow­nie do rozwoju wypadków przeczy zasadzie planowania. Planuje się przecież po to, by określić wszystkie przyszłe posunięcia; jeśli się natomiast zakłada, że posunięcia te mają zależeć od rozwoju przyszłych wydarzeń, utrzymywa­nie kosztownego aparatu planowania staje się bezcelowe. Dalej, utrzymywa­nie mas manewrowych oznacza faktyczne wycofanie z produkcji pewnej ilości środków i przetrzymywanie ich w postaci rezerw. Może to w wielu wypadkach prowadzić do naruszenia podstawowej zasady gospodarki plano­wej, jaką jest ciągłość pełnego zatrudnienia. Wreszcie powstaje problem, co zrobić z masami manewrowymi, których nie będzie można wykorzystać. Dotyczy to głównie wyspecjalizowanych środków produkcji, które egzys­tują w konkretnych formach materialnych, wskutek czego nadają się tylko do konkretnych zastosowań. Otóż tego rodzaju rezerwy również podlega­ją wpływowi zmian, które niesie czas. Postęp techniczny i zmiany potrzeb konsumentów wymagają ciągle nowych form wyspecjalizowanych środków produkcji.

Nikt oczywiście nie jest w stanie przewidzieć wszystkich skutków swoich decyzji produkcyjnych; decyzje te, jak wiadomo, podejmowane są w warun­kach niepewności. Zmniejszenie ujemnych skutków, które mogą stąd wyni­kać dla gospodarki ludzkiej, leży w szybkim i elastycznym dostosowywaniu się do zmian, które te warunki tworzą. W gospodarce planowej spełnienie tego warunku natrafia na poważne trudności. Planowanie bowiem wyklucza ela­styczność, gdyż dostosowanie produkcji do zachodzących zmian może nastę­pować tylko w określonych odstępach czasu[9]. W tej sytuacji jedyną formą rezerw, które mają realne znaczenie, są zapasy wymienialnych walut zagra­nicznych. To jednak wymaga wysokiej sprawności ekonomicznej całej go­spodarki oraz dodatniego bilansu płatniczego w wymianie z zagranicą.

Na zakończenie tych wywodów należy jeszcze zwrócić uwagę na pewną istotną konsekwencję stosowania metody bilansowej w planowaniu produ­kcji. Stosowanie tej metody skłania planistów do myślenia kategoriami celów.

Staje się to oczywiste, jeśli się zważy, że realizacja celów planowych w dzie­dzinie produkcji środków wytwarzania jest koniecznym warunkiem utrzyma­nia ustalonych uprzednio relacji bilansowych. Utrzymanie tych relacji decy­duje z kolei o wykonalności całego planu produkcji i planu inwestycji. Narzuca to dążenie do realizacji celów planowych za wszelką cenę. Rozumo­wanie kategoriami celu, właściwe raczej dla myślenia inżynierskiego, jest niebezpieczne dla myślenia ekonomicznego. Prowadzi bowiem do wypacze­nia i atrofii tego myślenia, dla którego bardziej typowe jest rozumowanie kategoriami kosztu. Warto jednak pamiętać, że zanik właściwego myślenia ekonomicznego może okazać się zgubny dla gospodarki społecznej.


[1] Por. P. Wiles, Cost Inflation and the State of Economic Theory, Economic Journal, 1973, vol. 83, June, s. 390; N. Chamberlain, Public and Private Planning, New York 1965, s. 72.

[2] Por. B. Balasa, Growth Strategies in Semi-Industrial Countries, Quarterly Journal of Econo­mics, 1970, vol. 84, February, s. 41.

[3] Problem synchronizacji produkcji nie występuje, gdy zachowana jest ciągłość tego samego rodzaju produkcji lub gdy zmiany w jej strukturze następują z inicjatywy producentów, np. w wyniku postępu technicznego. W tym ostatnim wypadku producenci dysponują czasem do odpowiedniego przygotowania produkcji.

[4] Por. O. Lange, Zasady planowania gospodarczego, [w:] Pisma ekonomiczne i społeczne 1930-1960, Warszawa 1961, s. 184 i 204.

[5] Por. G. L. S. Shackle, Expectation, Enterprise and Profit, London 1970, s. 34.

[6] Ibidem.

[7] Por. K. Porwit, Zagadnienie rachunku ekonomicznego w planie centralnym, Warszawa 1964, s. 188-191.

[8] Por. C. Bobrowski, Plany wieloletnie: budowa i realizacja, [w:] Materiały do studiowania ekonomii politycznej socjalizmu, Warszawa 1964, s. 701.

[9] Por. O. Lange, Od buchalterii do matematyki, [w:] Materiały do studiowania…, s. 653.


Wiesław Samecki, Gospodarowanie za pomocą planowania. Analiza krytyczna, Acta Universitatis Wratislaviensis No 2262

Zasady określania płac nominalnych

W warunkach współczesnego świata płaca nie jest kategorią czysto ekonomi­czną. Jest to raczej kategoria socjoekonomiczna[26].

Dlatego stworzenie konsystentnej ekonomicznej teorii płac, która mogłaby być wykorzystana do celów planowania płac nominalnych, jest raczej niemożliwa[27]; w każdym razie wydaje się to niemożliwe przy obecnym stanie wiedzy. Niemniej jednak nauka ekonomii dostarcza pewnych wskazówek dotyczących czynników, które należy brać pod uwagę przy ustalaniu poziomu płac nominalnych. Następujące trzy można zaliczyć do podstawowych: zatrudnienie, wydajność pracy i ceny. Spróbujemy je omówić po kolei.

Podstawowym postulatem gospodarki planowej jest utrzymanie ciągłości pełnego zatrudnienia. Postulat ten ułatwia dostrzeganie zależności pomiędzy poziomem płac a rozmiarami zatrudnienia. W zmiennych warunkach gospo­darowania utrzymanie ciągłości pełnego zatrudnienia wymaga odpowiednich rozmiarów akumulacji niezbędnych do sfinansowania inwestycji dostarcza­jących nowych miejsc pracy. Płynie stąd wniosek, że poziom płac musi być dostosowany do zmiennych rozmiarów akumulacji. Jeśli więc iloczyn pozio­mu płacy przez ilość zatrudnionych określa udział dochodów indywidualnych w dochodzie społecznym, to poziom płac będzie określony przez rozmiary akumulacji, które przy danej technice wytwarzania będą z kolei zależały od przyrostu naturalnego. Skoro pełnemu zatrudnieniu przypisuje się w gospo­darce planowej znaczenie naczelnej zasady, to poziom płac określający udział dochodów indywidualnych w dochodzie społecznym musi być podporząd­kowany interesom pełnego zatrudnienia. Wynika stąd pewna zasada prakty­czna. Planując płace, CP musi brać pod uwagę oczekiwany przyrost podaży siły roboczej, by określić rozmiary akumulacji, które w okresie planowym zapewnią wchłonięcie przez gospodarkę nowej siły roboczej. Im mniejszy spodziewany przyrost siły roboczej, tym – ceterisparibus – mniejsze rozmia­ry akumulacji, tym wyższy poziom plac, i vice versa. Dla ścisłości należy dodać, że zagadnienie nie jest tak proste, jakby to mogła sugerować przyto­czona przed chwilą relacja.

W rzeczywistości przyrost podaży siły roboczej jest zmienną czasową, raz może być mniejszy, innym razem większy. Przy pełnym zatrudnieniu zależy to bowiem od przyrostu naturalnego. Płace no­minalne w warunkach współczesnej gospodarki zmieniają się z reguły w jed­nym kierunku, tzn. w górę. Wprowadzone podwyżki płac nominalnych są zazwyczaj nieodwracalne[28].

Przyczyną tego jest działanie zasady praw naby­tych, która jest broniona przez związki zawodowe i uważana przez świat pracy za niewzruszoną. Jeśliby więc w kolejnych okresach planowych istniała konieczność obniżenia płac nominalnych ze względu na potrzeby akumulacji, CP nie mógłby tego przeprowadzić z uwagi na wspomnianą sztywność płac nominalnych w kierunku w dół. Na szczęście dynamiczna gospodarka stwa­rza możliwości zwiększania rozmiarów akumulacji bez potrzeby obniżania osiągniętego poziomu płac nominalnych. Nie zmienia to jednak faktu, że poziom zatrudnienia stanowi wskazówkę o istotnym znaczeniu przy plano­waniu poziomu płac.

Związek pomiędzy poziomem płac a rozmiarami zatrudnienia musi w go­spodarce planowej przejawiać się również na innej płaszczyźnie. Jak w każdej gospodarce, także i tu stanowi pełnego zatrudnienia muszą towarzyszyć pewne napięcia na rynku pracy. Napięcia te będą rodziły tendencję do popy­chania płac w górę. Kierownicy przedsiębiorstw w dążeniu do wykonania wyznaczonych im zadań produkcyjnych będą skłonni podnosić płace swoich pracowników środkami półlegalnymi, ilekroć okaże się to konieczne dla przyciągnięcia odpowiedniej liczby pracowników. Tym bardziej że gospodar­ka planowa nie zakłada reglamentacji pracy, czyli jest to jedyny czynnik produkcji, w który przedsiębiorstwa mogą zaopatrywać się poza systemem rozdzielników. W tych warunkach obietnica wyższych zarobków staje się głównym instrumentem przyciągania pracowników do poszczególnych przed­siębiorstw.

Można przypuszczać, że tego rodzaju praktyki kierowników przedsiębiorstw niekoniecznie muszą powodować zdecydowaną przeciw-akcję centrali. Jej również zależy na wykonaniu zadań produkcyjnych przez poszczególne przedsiębiorstwa. Decyduje to o wykonalności planu w skali całej gospodarki. Plan całej gospodarki musi być zbilansowany w wymiarze fizycznym i gdy na jakimś odcinku jest on niewykonywany, powstają trudno­ści w bilansowaniu całości. Konieczność bilansowania produkcji w wymiarze fizycznym, która wynika z logiki gospodarki planowej, sprawia, że gospodar­ka ta rodzi priorytety wykonania zadań produkcyjnych nad zadaniami finan­sowymi. I to właśnie tłumaczy przypuszczenie, że CP niekoniecznie będzie zbyt rygorystyczny w stosunku do kierowników przedsiębiorstw, których praktyki popychają płace nominalne w górę.

W sumie można powiedzieć, że w gospodarce planowej wpływ rozmia­rów zatrudnienia na poziom płac nominalnych może przejawiać się w dwo­jakiej postaci: jako zasada planowania płac wskazująca na konieczność do­stosowania ich poziomu do wymogów akumulacji; równocześnie zaś w po­staci nieformalnego ruchu plac wywołanego tarciami na rynku pracy, które wynikają ze stanu pełnego zatrudnienia.

Drugim z kolei czynnikiem, który musi być brany pod uwagę przy określaniu poziomu płac, jest wydajność. W ostatecznym rachunku wydajność pracy rośnie dzięki postępowi technicznemu, któremu towarzyszy jednocześnie zwiększanie się zasobu dóbr kapitałowych. Zarówno jedno, jak i drugie materializuje się za pośrednictwem inwestycji. Wzrost wydajności znajduje swoje odbicie we wzro­ście płac nominalnych, ponieważ mechanizm dostosowawczy do wzrostu wy­dajności, który jest wywołany postępem technicznym, jest raczej mechanizmem dochodowym, a nie cenowym. To znaczy, że korzyści płynące z postępu techni­cznego nie są rozdzielane w drodze obniżki cen, lecz poprzez podwyżkę płac. W związku z tym pracownik w ciągu godziny wytwarza więcej niż dotych­czas, co przy danych stawkach płacowych musi podnosić poziom płacy; równocześnie zaś wyższa jakość dóbr kapitałowych wymaga wyższych kwa­lifikacji od pracowników, którzy będą je obsługiwać, a wzrost kwalifikacji również oznacza wzrost płac. Tak więc poziom płac podnosi się, gdy wydaj­ność rośnie[29].

Jeśli jednocześnie poziom cen nie ulegnie zmianie, to danemu wzrostowi płac nominalnych będzie odpowiadał wzrost płac realnych. A gdy wzrost płac realnych będzie odpowiadał wzrostowi wydajności, udział do­chodów indywidualnych w dochodzie społecznym nie ulegnie zmianie.

Planując wzrost wydajności na podstawie zamierzonych inwestycji CP musi jednocześnie planować wzrost poziomu płac. Gdyby tego nie uczynił, oznaczałoby to faktyczną obniżkę poziomu płac w stosunku do wartości produkcji sektora konsumpcyjnego. Mogłoby to doprowadzić do nadwyżki akumulacji finansowej i naruszenia postulatu pełnego zatrudnienia. Przy danych cenach wielkość popytu pieniężnego mogłaby się okazać mniejsza od podaży dóbr, wymuszając ograniczenie produkcji konsumpcyjnej. Jeśli w tym samym czasie nie istniałyby możliwości zwiększenia produkcji sektora in­westycyjnego, pojawiłoby się bezrobocie typu deflacyjnego. Innymi słowy, wzrost wydajności musi w gospodarce planowej pociągać za sobą wzrost poziomu płac nominalnych.

Wzrost wydajności jest jednocześnie tym czynnikiem, który ułatwia dostosowanie poziomu płac do zmiennych wymogów akumulacji przy zało­żeniu, że płace nominalne nie mogą ulegać obniżaniu[30].

Dostosowywanie udziału dochodów indywidualnych w dochodzie społecznym do zmiennych potrzeb akumulacji może być osiągnięte przez planowe manipulowanie przy­rostem płac realnych. Chodzi o to, że przez zachowanie w planie odpowied­nich relacji pomiędzy przyrostem poziomu płac nominalnych a przyrostem poziomu cen dóbr konsumpcyjnych, można sprostać zmiennym potrzebom akumulacji bez obniżania osiągniętego poziomu płac realnych. Po prostu w okresach zwiększonej podaży siły roboczej proporcje te mogą ulec zwię­kszeniu i vice versa. Wskazuje to jednocześnie na fakt, że w warunkach postępu technicznego i dodatniego przyrostu naturalnego gospodarka plano­wa nie może zapobiec wzrostowi poziomu cen na rynku konsumpcyjnym. Wynika to z trzech podstawowych przesłanek: postulatu ciągłości pełnego zatrudnienia, zasady praw nabytych w odniesieniu do płac nominalnych oraz dochodowego efektu postępu technicznego. Taki sam wniosek można wydedukowac na podstawie warunków równowagi w systemie równowagi ogólnej. Ogólny poziom cen musi wzrastać, jeśli indywidualne ceny mają być utrzy­mane w przemysłach, w których rośnie wydajność. Spadek kosztów w jednym przemyśle wywoła redukcję cen jego produktu względem cen wszystkich innych produktów. To dostosowanie relacji cen może się dokonać albo przez spadek cen produktu, który wymaga teraz mniejszej ilości pracy na jednostkę aniżeli przedtem, albo przez wzrost cen wszystkich innych produktów. Dla­tego utrzymanie niezmiennych cen dóbr, które są wytwarzane taniej, zakłada, że równowaga może być przywrócona poprzez wzrost poziomu cen[31].

Trzecim z kolei czynnikiem mającym wpływ na poziom płac nominal­nych jest poziom cen. Jeśli ceny dóbr konsumpcyjnych idą w górę, rosną koszty utrzymania, co skłania związki zawodowe do żądania podwyżek płac. W ten sposób poziom płac musi się podnosić, gdy ceny rosną[32].

Odnosi się to również do gospodarki planowej, w której dochody pieniężne wymieniane są na dobra realne na rynku, wskutek czego ceny tych dóbr maj ą wpływ na koszty utrzymania. Jeśli więc centrala zakłada w planie wzrost kosztów utrzymania, musi planować jednocześnie wzrost płac, przy czym podobnie jak w poprze­dnich przypadkach musi brać pod uwagę interesy akumulacji. Oczywiście zaniechanie podwyżki płac w obliczu planowanego wzrostu cen artykułów konsumpcyjnych jest w gospodarce możliwe. Jednakże stosowanie tego ro­dzaju praktyk na dłuższą metę byłoby niewskazane ze względu na funkcjo­nowanie systemu bodźców, które jest w zasadzie jednym narzędziem kontroli pracy w rękach CR Wypada dodać, że wzrost cen często ułatwia podwyżkę płac, ponieważ w wielu wypadkach oznacza to większe zyski.

Problem płac w gospodarce planowej nie ogranicza się jedynie do zagadnie­nia ich poziomu. Obejmuje on również kwestię struktury płac, która odzwier­ciedla ich różnicowanie w ramach ogólnego funduszu płac. W gospodarce planowej system zróżnicowanych płac dzięki swej funkcji bodźcowej ma dospełnienia ważną rolę narzędzia kontroli wykorzystania siły roboczej. Praca stanowi czynnik produkcji, który – jak wiadomo – nie może być bezpośrednio kontrolowany za pomocą rozdzielników, ponieważ nie podlega reglamentacji tak jak pozostałe czynniki produkcji. Gospodarka planowa zakłada bowiem swobodę wyboru zajęcia. Wobec tego dysponowanie siłą roboczą może odbywać się jedynie na podstawie bodźców ekonomicznych, których działanie polega na różnicowaniu korzyści ekonomicznych płynących z różnych rodzajów zatrud­nienia. Otóż system zróżnicowanych płac spełnia warunek różnicowania korzy­ści materialnych wynikających z wyboru różnych zajęć. Jeśli więc przyjąć, że u przeważającej większości ludzi korzyści materialne grają rolę w motywacjach leżących u podstaw wyboru pracy, znaczy to, że odpowiednio różnicując płace można osiągnąć pożądany rozdział siły roboczej pomiędzy różne zastosowania.

Z uwagi na socjoekonomiczny charakter płac we współczesnym świecie ich różnicowanie musi się opierać na podstawie tzw. płacy minimalnej. Jest to płaca, która przy istniejących czy planowanych kosztach utrzymania gwa­rantuje rodzinie utrzymanie na poziomie godziwej egzystencji. Pojęciu „go­dziwa egzystencja” należy przy tym przypisywać takie znaczenie, jakie się zwykło w danym społeczeństwie pod nie podkładać. Poczynając od tego poziomu płace muszą być różnicowane według przemysłów; w ramach zaś przemysłów – według zawodów, uciążliwości pracy, wymaganych kwalifika­cji oraz lokalizacji pracy. Warto również pamiętać, że poszczególne społe­czeństwa mogą hołdować tradycji utrzymywania określonych różnic płaco­wych pomiędzy określonymi zawodami, które muszą być wzięte pod uwagę przy różnicowaniu płac[33].

W gospodarce planowej, w której pełne zatrudnienie stanowi zasadę, należy zawsze liczyć się z napięciami, na rynku pracy. W tej sytuacji rozdysponowy­wanie siły roboczej stanowi niesłychanie skomplikowany problem, zwłaszcza że nie można tego dokonać w drodze bezpośrednich przesunięć. Trzeba to osiągać na podstawie indywidualnych wyborów sterowanych niejako przez system zróżnicowanych płac. Toteż stworzenie takiego systemu, który by to ułatwiał, stanowi zagadnienie o podstawowym znaczeniu planistycznym. Jest to konieczny warunek kontroli rozmieszczenia siły roboczej zgodnie z intencjami planistów, gdy nie można tego robić w sposób bezpośredni.

Rozważania na temat zasad formowania płac nominalnych zawarte w ni­niejszym rozdziale mają charakter bardzo ogólnych uwag. Chodziło o zwró­cenie uwagi na pewne ogólne zasady, które wymagają przestrzegania przy planowaniu płac. Stanowią one jednocześnie rodzaj wprowadzenia do następ­nych dwóch rozdziałów, których treść obejmuje m.in. bardziej szczegółowe badania poruszonych tu kwestii.


[26] Por. Z. Morecka, Płace w gospodarce socjalistycznej, [w:] Materiały do studiowania ekonomii politycznej socjalizmu, Warszawa 1964, s. 998 i n.; Płaca ekonomiczna czy socjoekonomiczna, ibidem, s. 1013 i n.; J. Pen, Współczesna ekonomia, Warszawa 1972, s. 261.

[27] Por. J. Pen, op. cit., s. 258-263, 273.

[28] Por. G. Ackley, Administered Pńces and Inflationary Process, American Economic Review 1959, vol. 49, May, s. 424.

[29] Por. J. Pen, op. cit., s. 275.

[30] Por. R. J. Bali, Inflation and the Theory of Money, London 1966, s. 139.

[31] Por. F. Machlup, Essays on Economic Semantics, Englewood Cliffs 1963, s. 265-268.

[32] Por. J. Pen, op. cit.

[33] Por. J.H. 01ivera, On Structural Inflation and Latin American „Structuralism”, Oxford Economic Papers (N.S.), 1969, vol. 16, November, s. 325.

Wymienialność pieniądza

Ekonomiczne znaczenie pieniądza papierowego opiera się na jego nieograni­czonej wymienialności, co sprawia, że nabiera on cech najbardziej płynnego dobra[24].

Pełna wymienialność sprawia, że pieniądz papierowy staje się w isto­cie najbardziej wygodną formą ogólnego roszczenia, które każdy, kto jest jego właścicielem, posiada w stosunku do dóbr, których charakter może określić w dowolnym momencie[25].

Mówiąc ściślej, chodzi o wymienialność pieniądza papierowego na dwóch płaszczyznach. Pierwsza obejmuje wymianę pienią­dza na dobra stanowiące składniki realnego bogactwa bądź też elementy realnego dochodu. Druga natomiast dotyczy wymiany pieniądza papierowego na zagraniczne pieniądze papierowe, czyli na dewizy. Tak więc w zakres pojęcia wymienialności pieniądza papierowego wchodzi wymienialność na dobra oraz wymienialność na inne waluty papierowe. Tylko w pełni wymie­nialny pieniądz papierowy jest pieniądzem w ścisłym tego słowa znaczeniu, ponieważ tylko pod tym warunkiem może on pełnić wszystkie możliwe funkcje pieniądza.

W gospodarce planowej wymienialność pieniądza papierowego podlega poważnym ograniczeniom. Dlatego gospodarka planowa nie może dyspono­wać pieniądzem w ścisłym znaczeniu. Wynika to w sposób oczywisty z istot­nych cech tej gospodarki. W wewnętrznych stosunkach pieniężnych wymiana pieniądza ogranicza się do transakcji na detalicznym rynku konsumpcyjnym. Tutaj konsumenci, zgodnie ze stosowanymi formami podziału dochodu spo­łecznego, mogą swobodnie wymieniać zarobione pieniądze na towary znaj­dujące się na półkach sklepowych. Natomiast poza tym rynkiem wymienial­ność pieniądza jest ograniczana przez plan. Wszystkie transakcje dotyczące dostaw środków produkcji dla przedsiębiorstw produkcyjnych oraz dostaw dóbr konsumpcyjnych do detalicznej sieci organizacji handlowych mają charakter planowy.

Znaczy to, że mogą być one finalizowane tylko na pod­stawie wcześniej ustalonych przydziałów i rozdzielników, które określają ich rozmiary, warunki realizacji oraz strony w nich uczestniczące. W tych przy­padkach pieniądz pozbawiony jest swego ekonomicznego znaczenia, ponie­waż posiadanie go nie kreuje ogólnego roszczenia ani w stosunku do dóbr będących środkami produkcji, ani nawet w stosunku do dóbr konsumpcyjnych sprzedawanych hurtowo. Roszczenie takie stwarza natomiast przydział wy­rażony w wymiarze fizycznym. Pieniądz w takim wypadku pełni rolę jedno­stki obrachunkowej, używanej ze względu na konieczność kalkulacji cen towarów nabywanych detalicznie przez gospodarstwa domowe. Wolno zatem twierdzić, że w gospodarce planowej pieniądz papierowy może mieć naturę ogólnego roszczenia w wymianie wewnętrznej tylko w stosunku do dóbr sprzedawanych na detalicznym rynku konsumpcyjnym, co oczywiście nie wyklucza możliwości ograniczenia jego wymienialności również i na tym rynku.

Ograniczona wymienialność pieniądza papierowego w wymianie we­wnętrznej przesądza w pewnym sensie o jego wymienialności w wymianie międzynarodowej. W istocie trudno byłoby wykazać, w jaki sposób kraj o gospodarce planowej mógłby zapewnić wymienialność swojej walucie na rynkach międzynarodowych. Obroty handlu zagranicznego są regulowane przez plan centralny. Plan określa zadania poszczególnych przedsiębiorstw w dziedzinie eksportu; równocześnie zaś przesądza o podziale dostaw pocho­dzących z importu. Z racji centralizacji handlu zagranicznego obroty te są realizowane nie przez poszczególne przedsiębiorstwa eksportujące czy ko­rzystające z importu, lecz przez wyspecjalizowane centrale eksportowo-im-portowe, które są organizacjami wykonawczymi CP na odcinku handlu za­granicznego. Alternatywne rozwiązanie polegające na dopuszczeniu bezpo­średnich kontaktów handlowych przedsiębiorstw krajowych z kontrahentami zagranicznymi nie dałoby się pogodzić z istotą gospodarki planowej. Przed­siębiorstwa uczestniczące w wymianie międzynarodowej mogą wyeksporto­wać tyle, ile pozwala plan; podobnie mogą z importu otrzymać tylko tyle, ile przydzielono im z centralnego planu importu. Produkcja eksportowa tych przedsiębiorstw ma określonego adresata, którym z reguły jest określona centrala eksportowa. Podobnie odpowiednie centrale importowe są źródłem, z którego poszczególne przedsiębiorstwa zaopatrują się w dobra importo­wane. Kontrahenci zagraniczni muszą więc zawierać transakcje z tymi cen­tralnymi organizacjami handlowymi.

Innymi słowy, zagraniczny importer czy zagraniczny eksporter musi negocjować i finalizować transakcje nie na szczeblu przedsiębiorstwa, lecz na szczeblu centrali. Innego sposobu nie ma, jeśli chce sprzedać lub kupić towary w kraju o gospodarce planowej. Rozli­czenia z tytułu transakcji międzynarodowych dokonywane na szczeblu cen­tralnym w każdej gospodarce następują wyłącznie w dewizach. Wynika stąd, że kontrahentom zagranicznym handlującym z krajem o gospodarce planowej niepotrzebna jest waluta tego kraju, ponieważ nie uczestniczy ona jako środek płatniczy w transakcjach międzynarodowych. Importerzy zagraniczni nie muszą starać się o zdobycie tej waluty, gdy chcą dokonać zakupów. Byłoby to bezcelowe, ponieważ przedsiębiorstwa nie mogą sprzedawać swoich wy­robów każdemu, kto może je kupić. Wyroby te mają bowiem z góry określone planowe przeznaczenie. Skoro więc importerzy zagraniczni nie potrzebują waluty krajowej, nie może istnieć popyt na nią. Jeśli zaś nie ma popytu, to nie tylko pieniądze, ale każde inne dobro nie może być wymienione.

Jak więc widać, gospodarka planowa likwiduje warunki, które tworzą zapotrzebowanie za granicą na jej walutę, i to jest główna przyczyna, dla której możliwość wymiany jej waluty na rynkach międzynarodowych wy­daje się mocno problematyczna. Zbyteczne byłoby dodawać, że potrzeba wymienialności waluty po stronie importerów krajowych tym bardziej nie występuje.

Nie oznacza to, że potrzeba wymiany waluty krajowej w warunkach gospodarki planowej w ogóle nie występuje. Wymiana taka staje się koniecz­na na przykład z powodu turystyki czy wpływów dewizowych na rzecz indywidualnych obywateli (darowizny, zarobki, renty zagraniczne itp.) czy wreszcie z powodu konieczności utrzymania obcych przedstawicielstw dy­plomatycznych. Jakiekolwiek byłyby jednak rozmiary wymiany z tego tytułu w gospodarce planowej, będzie ona miała raczej charakter skupu czy sprze­daży dewiz niż swobodnej wymiany.

Nie wymienialność waluty ma ujemne strony z punktu widzenia racjonal­ności gospodarowania w skali całej gospodarki. Przede wszystkim uniemo­żliwia to orientowanie się w rzeczywistej opłacalności handlu zagraniczne­go. Orientacji takiej dostarczają rzeczywiste kursy dewizowe, których nie da się dokładnie określić bez wymienialności pieniądza krajowego. Ponadto brak wymienialności utrudnia wymianę międzynarodową i ogranicza jej elastyczność.

Na zakończenie rozważań na temat wymienialności pieniądza w gospo­darce planowej należy przypomnieć jedynie dla porządku – rzecz oczywista – że warunki wymienialności pieniądza kontroluje tu CP [Por. Z. Fedorowicz, op. cit., s. 111 i in.]. Warunki wymie­nialności pieniądza zależą od jego wartości, która w przypadku pieniądza papierowego jest określona przez ilość dóbr, które można kupić za określoną jednostkę monetarną. To z kolei zależy od cen, które w gospodarce planowej ustalane są centralnie.


[24] Por. J. Beksiak, Zjawiska inflacyjne w gospodarce socjalistycznej, [w:] Teoria pieniądza…, s. 71.

[25] Por. A. Day, Economics of Money, London 1959, s. 9; A. Day, S. Beza, op. cit., s. 4; G. L. S. Shackle, Expectation, Enterprise and Profil, London 1970, s. 154; B. P. Beckwith, The Economic Theory ofSocialist Economy, London 1952, s. 115.

Planowanie dochodów

Wprowadzenie

Planowanie dochodów odzwierciedla sposób rozwiązywania ex ante trzeciego podstawowego zagadnienia gospodarowania, które mieści się w pytaniu, dla kogo produkować, który jest właściwy dla gospodarki scentralizowanej. Polega to na regularnym określaniu procentu, w jakim gospodarstwa domowe uczestniczą w dochodzie społecznym. Udział ten jest finansowany przez fundusz płac. W gospodarce planowej praca jest jedynym źródłem dochodu, ponieważ własność jest społeczniona. W rezultacie powszechną formą dochodu jest płaca otrzymywana w zamian za wykonywaną pracę. Podsumowując, poziom płac realnych określa udział gospodarstw domowych w dochodzie społecznym. W rezultacie gospodarka centralna skupia się na planowaniu płac realnych, a nie na dochodach.

W dzisiejszej gospodarce płace realne zależą od cen artykułów konsumpcyjnych. Płace nominalne, druga zmienna określająca poziom płac realnych, wykazują tendencję do wzrostu. Zasada praw nabytych, regulująca poziom płac nominalnych, jest główną przyczyną tego we współczesnym cywilizowanym świecie. Zasada ta oznacza, że poziom płac, który został osiągnięty, nie może być obniżony. Ruch zawodowy broni osiągniętego poziomu płac jako niekwestionowanego prawa. Inaczej mówiąc, związki zawodowe starają się, aby wszystkie podwyżki płac nominalnych były tylko w kierunku wzrostu, ponieważ jest to zmiana nieodwracalna.

Cena artykułów konsumpcyjnych jest elastyczna w kierunku wzrostu i nieelastyczna w kierunku spadku w wyniku działania zasady praw nabytych oraz innych przyczyn, takich jak pełne zatrudnienie i ceny administrowane. W dzisiejszej gospodarce powoduje to, że ceny nie spadają, jednocześnie utrzymując stałą presję inflacyjną. W związku z tym monitorowanie zmian cen na rynkach konsumpcyjnych musi być również częścią planowania płac realnych.

Z tego powodu część czwarta pracy koncentruje się na problemach inflacji w gospodarce planowej. Spróbujemy ustalić, czy centralna gospodarka może skutecznie regulować zmiany cen na rynku dóbr konsumpcyjnych oraz zbadać czynniki mogące powodować inflację.

Pieniądz w gospodarce planowej

Szybkość obiegu pieniądza

Podstawowym zadaniem pieniądza jest jego funkcja narzędzia wymiany, którą pełni on pośrednicząc w transakcjach. Każda ilość transakcji może być dokonana za pomocą większej lub mniejszej ilości pieniądza w obiegu, tj. za pomocą biletów bankowych i wkładów na bieżących rachunkach bankowych. Potrzebna ilość pieniądza może być tym mniejsza, im szybszy jest jego obrót i vice versa. W skali całej gospodarki podwojenie ilości pieniądza w obiegu przy danej szybkości jego cyrkulacji ma taki sam skutek, co podwojenie szybkości cyrkulacji przy danej jego ilości. W jednym i w drugim wypadku ilość transakcji, które mogą być obsłużone, będzie taka sama[9]. Już bowiem Rzymianie wiedzieli, że pieniądz spełnia funkcję cyrkulacji …non tam ex substantia quam ex quantitate [Por. K. Wicksell, Lectures on Political Economy, vol. 2, London 1956, s. 19.]. Tak więc ilość transakcji i szybkość obiegu pieniądza określają kwotę pieniądza w cyrkulacji. Dobra wymieniane na pieniądz znikają z rynku i na ich miejsce pojawiają się nowe, te same natomiast pieniądze stale powracają na rynek. Jeśliby dla danego okresu porównać ilość pieniądza kasowego z dobrami przepływającymi przez rynek, można by ustalić, ile razy pieniądze robią to, co towary mogą zrobić tylko raz. W tym sensie szybkość obiegu jest szczególną cechą pieniądza, która nie ma odpowiednika w świecie towarów[10].

Pojęcie szybkości obiegu pieniądza określa się zazwyczaj w stosunku do rocznego okresu. Jeśli jednostka pieniężna pozostaje w portfelu swego wła­ściciela przez jeden miesiąc, to znaczy, że dokonuje dwunastu obrotów w ciągu roku, czyli dwanaście razy zmienia właściciela. Innymi słowy, szyb­kość obiegu pieniądza określa tempo, w jakim pieniądz zmienia swego właściciela i jest ono mierzone czasem pozostawania pieniądza w jednych rękach[11]. Jak więc widać, koncepcyjnie szybkość obiegu pieniądza nie przed­stawia poważniejszych trudności. W praktyce gospodarowania natomiast stanowi ono jeden z trudniejszych problemów. W rzeczywistości szybkość obiegu pieniądza wykazuje poważne zmiany zarówno w odniesieniu do każdej porcji zasobu pieniądza w kraju, jak również w odniesieniu do poje­dynczych jednostek monetarnych[12]. Powodem tego jest fakt, że niezależnie od zwyczajów płatniczych i handlowych szybkość obiegu pieniądza zależy od niecierpliwości ludzi do wydawania pieniędzy, która stanowi szczególny rodzaj preferencji czasowej[13]. Sprawia to, że szybkość cyrkulacji może ulec przyspieszeniu lub zwolnieniu bez jakichkolwiek zmian w częstotliwości zwyczajowo określanych rodzajów wypłat pieniężnych[14]. Niecierpliwość do wydawania pieniędzy pozostaje pod wpływem wielu czynników subiektyw­nych, z których każdy jest konglomeratem tak wielu zmiennych czasowych, że wynikająca stąd szybkość obiegu pieniądza może zmieniać się w sposób nieciągły i niespodziewany[15].

W tym miejscu wypada poczynić pewną dygresję. Niektórzy ekonomiści uważają, że zjawisko kreacji pieniądza bankowego jest najsilniejszym narzę­dziem przyspieszenia cyrkulacji pieniądza[16]. W rzeczywistości pogląd ten opiera się na pewnym nieporozumieniu, które dotyczy operacji bankowych.

Bank, który udziela kredytu przez wypłatę pieniędzy aktualnie zdeponowa­nych w jego kasach, sprowadza swoje funkcje nie tylko do gromadzenia drobnych sum bezczynnych pieniędzy w celu przekazania ich tym, którzy potrafią je uruchomić. W istocie rzeczy bank wypożycza w kółko te same sumy pieniędzy zanim pierwszy pożyczkobiorca spłaci swój dług. Innymi słowy, funkcje banku nie sprowadzają się do sukcesywnego angażowania powierzonych mu sum, lecz do jednoczesnego angażowania ich w wielu kierunkach. Odpowiada to rzeczywistości zarówno wtedy, gdy bank pożycza gotówkę lub udziela kredytu na rachunek czekowy (w którym to wypadku zapas gotówki pełni funkcję rezerwy), jak również wówczas, kiedy wypoży­cza pieniądze z otrzymanych depozytów, podobnie jak zrobiłby to właściciel depozytu, gdyby pieniądze pozostały w jego portfelu. W istocie, praktyki bankowe nie mogą być uważane za narzędzie przyspieszenia obiegu pienią­dza, tym bardziej że musiałoby to być niezwykłe przyspieszenie, ponieważ musiałoby to oznaczać znajdowanie się tego samego banknotu w różnych miejscach w tym samym czasie. Pożyczki bankowe nie wpływają na zwyczaje wydawania pieniędzy przez ludzi, którzy nimi dysponują. Nie zmieniają one „ilości stacji, przez które przechodzi jednostka monetarna, ani nie skracają czasu, który jest potrzebny do przejścia przez nie”[17].

Nie wpływają również na ludzką niecierpliwość do wydawania pieniędzy. Pożyczkobiorca traktuje kredyt jako dopływ dodatkowych środków płatniczych, które tak samo dobrze służą do finalizowania transakcji jak własny pieniądz. Ponadto banki jako system instytucji kredytowych mogą zwiększać depozyty, czyli kreować pieniądz bankowy. A zatem system bankowy dzięki swoim operacjom raczej „produkuje” pieniądz, a nie zwiększa szybkości jego obrotu czy też działa w tej dziedzinie w imieniu swoich klientów[18]. Wszystko to wskazuje na fakt, że kreacja pieniądza bankowego nie oznacza przyspieszenia cyrkulacji pie­niądza, lecz zwiększenie jego podaży w granicach wyznaczonych przez wiele czynników, z których ustawowa rezerwa bankowa obowiązująca w danym systemie bankowym odgrywa zasadniczą rolę.

Po tej dygresji powróćmy do właściwych rozważań. Pojęcie szybkości obiegu pieniądza może mieć praktyczne znaczenie jedynie w gospodarce rynkowej. Urzeczywistnienie się bowiem odpowiadającego mu zjawiska wy­maga decentralizacji decyzji ekonomicznych. Jedynie decentralizacja gospo­darowania umożliwia swobodne krążenie pieniądza w całej gospodarce bez wyraźnego rozgraniczenia obiegu pomiędzy przedsiębiorstwami od obiegu między konsumentami a przedsiębiorstwami, które narzuca gospodarka pla­nowa. W warunkach decentralizacji gospodarowania cyrkulacja pieniądzaoznacza nie tylko przechodzenie pieniądza od jednego właściciela do drugie­go, ale także powstawanie za każdym razem nowego dochodu, któremu odpowiada przepływ dóbr w przeciwnym kierunku. Jeśli ludzie zaczną szyb­ciej wydawać swoje pieniądze, pociągnie to za sobą wzrost dochodów w danej jednostce czasu. Ten wzrost dochodów może iść w parze ze wzrostem produ­kcji. Jest to oczywiste, gdyż ten sam pieniądz powracający na rynek musi być za każdym razem wymieniony na inne dobro. Jeśli więc pieniądz szybciej wraca na rynek, więcej towarów musi przezeń przepłynąć w jednostce czasu. Gdyby jednak okazało się, że wzrost produkcji jest niemożliwy, wzrost dochodów wynikający z przyspieszenia cyrkulacji pieniądza będzie miał swoje źródło w zwyżce cen. Będzie to więc papierowy wzrost dochodów.

Opisany wyżej mechanizm nie może funkcjonować w gospodarce pla­nowej. Przyspieszenie wydawania pieniędzy przez konsumentów nie mo­że uruchomić całej sekwencji transakcji prowadzących do automatycznego wzrostu dochodów, produkcji czy ewentualnie cen, ponieważ wszystkie te wielkości nie zależą od popytu pieniężnego, lecz są regulowane za pomocą centralnego planowania. Jeśli więc konsumenci szybciej zaczną wydawać swoje pieniądze, może to jedynie doprowadzić do szybszego sprzedania towarów wyprodukowanych w danym czasie na podstawie wcześniej opra­cowanego planu. Pieniądze uzyskane przez przedsiębiorstwa ze sprzedaży ich wyrobów zostaną odprowadzone kanałami emisyjnymi do kas banku pań­stwa. Konsumenci, którzy nie zdążą wydać swoich pieniędzy, będą zmuszeni przekształcić je w oszczędności. Tak więc w gospodarce planowej głównym skutkiem przyspieszenia wydatków pieniężnych konsumentów mogą być oszczędności przymusowe[19].

W gospodarce planowej szybkość obiegu pieniądza staje się pojęciem bez znaczenia, głównie na skutek rozgraniczenia dwóch sfer cyrkulacji: sfery transakcji, dokonywanych pomiędzy przedsiębiorstwami, i sfery transakcji na detalicznym rynku konsumpcyjnym[20]. Rozmiary i częstotliwość tych pierwszych reguluje plan zaopatrzenia przedsiębiorstw w środki produkcji oraz system rozdzielnictwa. Na tej podstawie otrzymują one niezbędną ilość środków płatniczych w postaci zapisu przyznanych kwot na kontach banko­wych, które będą służyły do finansowania planowanych transakcji w trybie bezgotówkowym. Sposób i tempo wydawania pieniędzy przez konsumentów nie może mieć bezpośredniego wpływu na rozmiary i częstotliwość tych transakcji. Na detalicznym rynku konsumpcyjnym cyrkuluje natomiast pie­niądz gotówkowy. Rozmiary i tempo dokonywanych transakcji nie są tu regulowane w sposób planowy. Sposób i szybkość wydawania pieniędzy sąkontrolowane przez indywidualnych konsumentów według ich swobodnego uznania. Ale pomimo to pieniądz wydany przez konsumenta na zakup towa­rów na rynku może dokonać w zasadzie tylko jednego obrotu. Przedsiębior­stwa, które sprzedają konsumentowi produkty wytworzone w sposób plano­wy, muszą zarobione pieniądze, odprowadzić do banku tytułem spłaty kredy­tów, otrzymanych wcześniej na cele finansowania produkcji i zbytu. A zatem nie mogą zarobionych pieniędzy puszczać w obieg według własnego uznania. Pieniądz gotówkowy, który w gospodarce planowej pojawia się w postaci dochodów ludności, wydany na rynku powraca do kas banku po dokonaniu jednego obrotu. Za każdym razem rozpoczyna i kończy swój ruch w banku. Inaczej aniżeli w gospodarce zdecentralizowanej, gdzie pieniądz przechodząc z rąk do rąk nie wraca za każdym razem do swego źródła[21]. Ruch, jaki wykonuje pieniądz gotówkowy w gospodarce planowej, przypomina raczej ruch wahadłowy aniżeli okrężny. Wzajemne zakupy pomiędzy gospodarstwa­mi domowymi nie mogą tego ruchu zmienić, mogą go co najwyżej przedłu­żyć[22]. Jak więc widać, w gospodarce planowej pojęcie szybkości obiegu pieniądza traci ekonomiczne znaczenie, przy czym odnosi się do zarówno sfery obrotu gotówkowego, jak i bezgotówkowego.

Na zakończenie warto zauważyć, że konsekwencją specyficznego ruchu pieniądza w gospodarce planowej jest to, że problem podaży pieniądza gotówkowego nie musi obejmować zagadnienia szybkości obiegu. Rozwią­zywanie tego problemu sprowadza się w zasadzie do utrzymania emisji pieniądza gotówkowego w odpowiednim stosunku do planowanych docho­dów pieniężnych ludności[23]. Stosunek ten mógłby być określony przez wła­dze monetarne na podstawie częstotliwości powrotów wypłacanej gotówki do kas banku. W gospodarce planowej nie może to przysparzać większych trudności z uwagi na specyficzny charakter ruchu pieniądza. Zresztą, ewen­tualne pomyłki w tym zakresie mogą być szybko naprawione, ponieważ przy centralizacji decyzji ekonomicznych dodatkowa emisja pieniądza gotówko­wego nie przedstawia problemu.

Dochody realne I

Dwa szczeble negocjacji płacowych

Gospodarka planowa stwarza warunki do występowania zjawiska dwu-szczeblowości w ustalaniu stawek płacowych. Polega ono na faktycznym istnieniu dwóch rodzajów stawek płac. Pierwszy rodzaj stanowią tzw. stawki taryfowe negocjowane na szczeblu centralnym; drugi natomiast stanowią stawki płac, będące wynikiem negocjacji na szczeblu przedsiębiorstwa po­między pracownikami a bezpośrednimi pracodawcami[34].

Pierwszy rodzaj stawek jest podstawą przy planowaniu kosztów produkcji, dochodów ludno­ści oraz planu dostaw artykułów konsumpcyjnych. Drugi natomiast określa sumę pieniędzy, którą konkretni pracownicy otrzymują przy wypłacie, czyli stanowi rzeczywistą stawkę płac. Różnice pomiędzy taryfowymi i rzeczywi­stymi płacami, które mogą wynikać z nielegalnych lub półlegalnych zaszere-gowań płacowych, uzgodnionych premii wynagrodzeń za godziny nadliczbo­we itp. tworzą swego rodzaju lukę płacową[35]. W gospodarce planowej luka ta drastycznie ogranicza skuteczność kontroli funkcjonowania gospodarki na odcinku dochodów.

Dwuszczeblowość kształtowania płac w gospodarce planowej jest nie­unikniona z powodu mechanizmu dysponowania siłą roboczą, który faktycz­nie funkcjonuje na zasadzie decentralizacji. Istnieje kilka przesłanek, które uzasadniają ten pogląd. Na pierwszy plan wysuwa się tu zasada swobody wyboru zajęcia, która oznacza, że każdy może wybierać je według własnego uznania. Skoro tak jest w istocie, to wolno sądzić, że pracownicy będą starali się uzyskać zatrudnienie tam, gdzie spodziewają się znaleźć najlepsze warun­ki. Warunki te będą obejmowały płace oraz inne elementy, które nie dadzą się wyrazić finansowo. Jedynym narzędziem kontroli rozmieszczenia siły robo­czej, pozostającym w ręku CP, jest zróżnicowany system płac. Ale narzędzie to może działać całkowicie skutecznie jedynie wówczas, gdy różnice płac w każdym konkretnym przypadku będą kompensowały również ujemne stro­ny danego zatrudnienia, których nie da się wyrazić w pieniądzu, a które oceniane są subiektywnie. Stworzenie tak idealnego systemu płac na szczeblu CP jest rzeczą fizycznie niemożliwą. Wymagałoby to zgromadzenia ogromnejwiedzy dotyczącej milionów konkretnych przypadków, która na dodatek musiałaby być bez przerwy aktualizowana ze względu na zmieniającą się rzeczywistość. Dlatego zawsze może się okazać, że planowane zróżnico­wanie płac nie odpowiada rzeczywistym wymogom rozdziału siły roboczej. Te niedomagania centralnego planowania płac muszą być skorygowane na szczeblu przedsiębiorstwa, które ma do czynienia z konkretnymi ludźmi, potrzebnymi do wykonania konkretnych robót.

Każdy kierownik przedsiębiorstwa jest zainteresowany w wykonaniu planowych zadań produkcyjnych, które mu wyznaczyła centrala, podobnie jak w gospodarce rynkowej kierownik zainteresowany jest osiągnięciem przez jego przedsiębiorstwo możliwie największego zysku. W gospodarce planowej od wykonania zadań produkcyjnych zależy nie tylko sytuacja ma­terialna kierownika przedsiębiorstwa, ale także jego prestiż w oczach zwierzch­ników. W hierarchicznym systemie podporządkowania, jaki rodzi gospodarka planowa, ten ostatni czynnik nabiera istotnego znaczenia jako motyw postę­powania. Oczywiście do wykonania zadań produkcyjnych kierownik przed­siębiorstwa otrzymuje czynniki produkcji. Przydziela mu się odpowiednią ilość środków produkcji oraz zezwala na zatrudnienie siły roboczej w grani­cach przyznanych limitów. Innymi słowy, materialne czynniki produkcji otrzymuje na podstawie rozdzielników, a o siłę roboczą musi natomiast postarać się sam na rynku pracy. Jeśli się zważy, że gospodarka planowa z zasady znajduje się ciągle w stanie pełnego zatrudnienia, nacisk popytu na rynku pracy może stale utrudniać wielu przedsiębiorstwom utrzymanie za­trudnienia na poziomie przyznanych limitów[36].

Może bowiem wystąpić nad­wyżka popytu na prace w konkretnych gałęziach produkcji lub w konkretnych rejonach kraju. Zwłaszcza że poszczególne przedsiębiorstwa będą usilnie zmierzały do zapewnienia sobie odpowiednich zespołów ludzkich dla wyko­nania stojących przed nimi zadań produkcyjnych. Tym bardziej że uzyskanie dodatkowej ilości tego czynnika produkcji leży w granicach możliwości przedsiębiorstwa, ponieważ nie podlega on bezpośredniej kontroli centrali. To wszystko musi rodzić tendencje do rywalizacji przedsiębiorstw o zdobycie potrzebnych pracowników. Rywalizacja ta musi naturalnie wzmacniać pozy­cję przetargową tych ostatnich. W rezultacie będzie to zmuszało przedsię­biorstwa do oferowania wyższych stawek płac od stawek taryfowych. Może to następować drogą różnego rodzaju nieautoryzowanych podwyżek płac[37] w stosunku do płac taryfowych, które kierownicy przedsiębiorstw będą zmu­szeni dokonywać w celu utrzymania zatrudnienia w przedsiębiorstwach na odpowiednim poziomie lub przyciągnięcia specjalistów.

Tym bardziej że tego rodzaju praktyki nie mogą grozić poważniejszymi konsekwencjami, ponie­waż CP nie jest w stanie kontrolować wszystkich bez wyjątku płac, gdyż byłoby to zadanie przekraczające jego fizyczne możliwości. Nieautoryzowa­ne podwyżki płac mogą iść w parze z przekraczaniem przez przedsiębiorstwa limitów zatrudnienia. Może to być wynikiem celowych posunięć zmierzają­cych do stworzenia przedsiębiorstwu dogodniejszych warunków wykonania planu produkcji w sytuacji, gdy praca stanowi jedyny czynnik produkcji, którego uzyskanie nie wymaga rozdzielnika[38].

Wystarczy, żeby kierownik przedsiębiorstwa wykazał dość talentów i pomysłowości w przekonywaniu władz zwierzchnich o konieczności przyznania mu dodatkowej gotówki lub zezwolenia na dodatkową konwersję depozytów na gotówkę na potrzeby płacowe. Zważywszy, że gospodarka planowa z natury rzeczy stawia cele produkcyjne przed finansowymi, wolno sądzić, że przydział dodatkowej gotówki zostanie udzielony przedsiębiorstwom, jeśli tylko ich kierownicy zdołają przekonać władze zwierzchnie, że od tego zależy wykonanie planów produkcji[39].

Skutki dwuszczeblowego negocjowania płac w dziedzinie monetarnej wydają się oczywiste. Najbardziej rzucający się w oczy jest brak możliwości skutecznego kontrolowania ruchu płac przy występowaniu luki płacowej, które przynajmniej w pewnym zakresie będą regulowane poza systemem centralnej kontroli. Musi to pociągać za sobą wzrost kosztów wytwarzania w tych dziedzinach produkcji, w których nieformalny wzrost płac będzie miał miejsce. Przy sztywnych planowanych cenach musi to doprowadzić do spad­ku lub zaniku rentowności w przedsiębiorstwach należących do tych dziedzin produkcji[40]. Stanie się to źródłem nacisków inflacyjnych. W gospodarce planowej nie musi to być równoznaczne z inflacją, tzn. ze wzrostem poziomu cen na rynku dóbr konsumpcyjnych[41]. CP może bowiem podtrzymywać te ceny na niezmienionym poziomie za pomocą systemu dotacji budżetowych[42].

W scentralizowanej gospodarce jest to możliwe do osiągnięcia w drodze przelewów pieniędzy z tych dziedzin produkcji, które są bardziej rentowne. Ale podtrzymywania poziomu cen przy rosnących kosztach nie da się na dłuższą metę utrzymać. Jeśli produkcja wypłaca ponadplanowe dochody, powstaje niebezpieczeństwo, że oparty na planie dochodów plan dostaw towarów rynkowych nie będzie w stanie zrównoważyć rzeczywistej siły nabywczej gospodarstw domowych. Sytuacja może się pogorszyć, gdy nie­formalne podwyżki płac będą się rozprzestrzeniały na inne gałęzie produkcji. W końcu CP będzie zmuszony zarządzić podwyżkę cen, gdyż utrzymująca się nadwyżka dochodów grozi dezorganizacją rynku i jest niebezpieczna dla interesów rozwoju całej gospodarki10.

Jak więc widać, zjawisko dwuszczeblowości negocjowania płac może stać się w gospodarce planowej jedną z głównych przyczyn inflacyjnego ruchu cen w sektorze konsumpcyjnym. W rezultacie nie dający się skutecznie kontrolować wzrost stawek płac na szczeblu poszczególnych przedsiębiorstw, który przyczynia się do wzrostu bieżących dochodów niektórych gospodarstw domowych, może następnie stać się powodem spadku dochodów realnych lub źródłem poważnych trudności w dążeniu do utrzymania ich poziomu.

Rozprzestrzenianie się wzrostu płac

Negocjacje płacowe na szczeblu przedsiębiorstw mogą doprowadzić w go­spodarce planowej do dysproporcji w strukturze płac. Znajdą one odzwier­ciedlenie w większym wzroście płac w jednych sektorach gospodarki w po­równaniu z innymi. Grozi to w rzeczywistości niekontrolowanymi ruchami siły roboczej, co w gospodarce planowej może okazać się niebezpieczne w skutkach. Siła robocza będzie odpływała lub jej dopływ będzie niedosta­teczny w dziedzinach produkcji, w których poziom płac będzie względnie niski. Może to zagrozić wykonaniu planowych zadań produkcyjnych tych dziedzin, a tym samym narazić funkcjonowanie całego organizmu gospodar­czego na dodatkowe tarcia. Naturalnie może temu zapobiec nieformalna podwyżka płac uzgodniona na szczeblu przedsiębiorstw. Jeśliby się jednak okazało, że nieautoryzowane podwyżki płac nie rozwiązują problemu, CP byłby zmuszony zarządzić podwyżkę płac w sektorach, które na skutek nieformalnych podwyżek płac, dokonywanych wcześniej gdzie indziej, po­zostały pod tym względem w tyle. Co zresztą nie oznacza, że taki zabieg nie mógłby się stać źródłem nowych dysproporcji płacowych. Niemniej jednak CP będzie zmuszony to uczynić w celu utrzymania zatrudnienia koniecznego do wykonania zadań produkcyjnych, wyznaczonych tym sektorom. Można zatem wyobrazić sobie mechanizm niekontrolowanego wzrostu płac w go­spodarce planowej, którego działanie opiera się na dwuszczeblowym ustala­niu płac, a który przy pełnym zatrudnieniu może drogą tzw. naśladownictwa płacowego rozprzestrzeniać się na całą gospodarkę. CP będzie zmuszony dostosowywać do tego swoje posunięcia, jeśli będzie mu zależało na uniknię­ciu ogołacania pewnych gałęzi produkcji z siły roboczej[43].

W gospodarce planowej naruszenie proporcji w strukturze płac, które daje impuls do rozprzestrzeniania się wyrównawczych podwyżek płac, niekonie­cznie musi być spowodowane nieformalnymi, spontanicznymi ruchami płac. Może się ono pojawić również w wyniku kontrolowanych przez CP planowa­nych posunięć. CP może na przykład planować wyższy przyrost płac dla przyciągnięcia odpowiednio kwalifikowanej siły roboczej do gałęzi produ­kcji, na których w danym momencie szczególnie mu zależy. To samo może dotyczyć wybranych gałęzi produkcji, które mają dynamizować gospodarkę, a w których planuje się wysoki przyrost wydajności. Wreszcie może się to odnosić do przemysłów eksportowych, w których planowane zwiększenie przyrostu płac ma na celu aktywizację i podniesienie jakości produkcji, w szczególności w okresach spodziewanej ekspansji eksportu. Tak selektyw­nie planowany wzrost przyrostu płac w niektórych dziedzinach produkcji może doprowadzić do pojawienia się tzw. kominów płacowych. Kominy płacowe prędzej czy później będą musiały doprowadzić do powstania naci­sków ze strony grup zatrudnionych, których płace nie wzrosły w tym samym stopniu. Mogą one przyjąć formę bezpośrednich żądań podwyżek płac pro­wadzonych kanałami związków zawodowych lub mogą się one przejawić w formie pośredniej w postaci ucieczki pracowników z gałęzi produkcji wykazujących względną stagnację płac. W rezultacie tych nacisków CP prędzej czy później będzie zmuszony przywrócić proporcje w globalnej strukturze płac przez odpowiednią ich podwyżkę w sektorach, które do tej pory były pod tym względem zaniedbane. W ten sposób będzie następowało pewne wyrównywanie tempa wzrostu płac w skali całej gospodarki.

Na mechanizm wyrównywania tempa wzrostu płac w skali całej gospo­darki, który działa pod wpływem efektu naśladownictwa płacowego, może mieć wpływ mobilność siły roboczej. Jeśli mobilność siły roboczej jest mała, to mniejsze są szanse przepływania siły roboczej do przedsiębiorstw, w któ­rych można lepiej zarobić. Różnice w płacach plus mała mobilność siły roboczej wzmaga niezadowolenie, które prowadzi do silnego nacisku okre­ślonych grup zawodowych w kierunku podwyżki płac. Nie można jednak zapominać, że wszelkie przywileje i ułatwienia wynikające ze stałości pracy działają na rzecz zmniejszenia mobilności siły roboczej[44].

W tym kontekście mała mobilność siły roboczej posiada jeszcze jeden aspekt. Im mniejsza mobilność siły roboczej, tym bardziej zróżnicowane muszą być płace dla spowodowania niezbędnych jej przesunięć[45]. Ma to istotne znaczenie w przy­padku wielkich przedsięwzięć inwestycyjnych lub przy powstawaniu nowych regionów uprzemysłowionych, które wymagają dopływu odpowiednio kwa­lifikowanej siły roboczej. Przy niskiej mobilności zapewnienie takim przed­sięwzięciom odpowiedniej liczby ludzi będzie najprawdopodobniej wymaga­ło większych wypłat aniżeli przy dużej mobilności siły roboczej.

Można więc powiedzieć, że w gospodarce planowej zarówno niekontro­lowane, jak i kontrolowane ruchy płac rodzą tendencje do wyrównywania się tempa wzrostu płac w zasięgu ogólnej ich struktury[46]. Oznacza to, że drogą naśladownictwa płacowego wzrost płac w gałęziach, które pod tym względem przodują, rozprzestrzenia się na całość gospodarki. Wyklucza to możliwość trwałego utrzymania się sytuacji, w której więcej niż przeciętny wzrost płac w jakiejś gałęzi mógł towarzyszyć więcej niż przeciętnemu wzrostowi wy­dajności.

Wiele uniwersyteckich podręczników ekonomii zawiera wywody wska­zujące na konieczność zachowania pewnych proporcji pomiędzy przyrostem wydajności a przyrostem płac nominalnych w celu uniknięcia inflacji. Chodzi o to, by przyrost płac nominalnych był utrzymany w granicach przyrostu wydajności. Otóż w praktyce gospodarowania mechanizm wyrównywania tempa przyrostu płac na podstawie naśladownictwa płacowego utrudnia lub wręcz uniemożliwia spełnienie postulatów wynikających z tej zasady. W wa­runkach współczesnej gospodarki występuje duże zróżnicowanie pomiędzy różnymi gałęziami produkcji pod względem przyrostu wydajności[47].

Wynika to z różnic w tempie postępu technicznego w różnych dziedzinach. Mecha­nizm rozprzestrzeniania wzrostu płac działa niezależnie od zmian w technice wytwarzania, które niesie postęp techniczny w poszczególnych gałęziach produkcji. Wzrost płac inicjujący działanie tego mechanizmu będzie z reguły następował w gałęziach o wysokiej dynamice wydajności lub w gałęziach, na których rozwoju CP szczególnie w danym momencie zależy. Natomiast wywołane tym naciski w kierunku podwyżek płac mogą wychodzić z gałęzi o względnie wolniejszym przyroście wydajności, a mogą również obejmować sektory, w których zdefiniowanie wzrostu wydajności jest trudne do osiąg­nięcia[48].

W rezultacie po rozprzestrzenieniu się podwyżek płac w skali całej gospodarki może się okazać, że w niektórych gałęziach przyrost płac nomi­nalnych przekroczył przyrost wydajności, a w innych zachwiane zostały konieczne proporcje pomiędzy tymi wielkościami. Jeśli więc hipoteza o wy­równaniu się tempa wzrostu płac drogą naśladownictwa płacowego jest prawdziwa, to trudno wskazać, w jaki sposób można by było w dynamicznej gospodarce utrzymać przyrost płac w granicach przyrostu wydajności. Nie­spełnienie zaś tego warunku rodzi inflację. Oczywiście rozwiązaniem opty­malnym byłoby, gdyby płace we wszystkich gałęziach produkcji mogły wzrastać w proporcji do następującego w nich wzrostu wydajności[49].

Przy zróżnicowanym tempie wzrostu wydajności nie da się jednak tego osiągnąć, gdyż musiałoby to prowadzić do zbyt wielkiego zróżnicowania płac, a przy pełnym zatrudnieniu byłoby nie do pogodzenia z konkurencją przedsię­biorstw o zdobycie pracowników do wykonania ich zadań planowych, połą­czoną z różną elastycznością podaży siły roboczej w różnych gałęziach produkcji[50].

W rzeczywistości utrzymanie proporcji pomiędzy przyrostem płac a przy­rostem wydajności może okazać się niemożliwe również z innych powodów. W każdej gospodarce występują tzw. zanikające sektory, które odznaczają, się stagnacją w dziedzinie postępu technicznego lub pozostają w tyle za innymi sektorami z przyczyn naturalnych. Do tych ostatnich zalicza się z reguły przemysły wydobywcze, w których następuje wyczerpywanie się złóż kopalin[51]. Jeśli w interesie całej gospodarki będzie utrzymanie produkcji tych sektorów, to staną się one źródłem nacisków inflacyjnych. Wydajność w tych sektorach będzie musiała wykazywać względny spadek, natomiast wzrost płac może okazać się konieczny dla utrzymania zatrudnienia, tym bardziej że warunki pracy będą tam ulegały pogorszeniu w porównaniu z pozostałymi sektorami gospodarki. Naciski inflacyjne płynące z tego źródła będą tym silniejsze, im większe będzie zróżnicowanie wydajności pomiędzy sektorami dynamicznymi i zanikającymi[52].

Mechanizm rozprzestrzeniania się wzrostu płac w gospodarce planowej pozwala na wysnucie następujących wniosków. Ze względu na socjoekono­miczny charakter płac oraz tarcia wynikające z pełnego zatrudnienia, wzrostplac w poszczególnych gałęziach nie może być ściśle związany ze wzrostem wydajności. Tempo wzrostu płac w skali całej gospodarki będzie miało tendencję do wyrównywania się. Tendencja ta w połączeniu z występowaniem sektorów zanikających może uczynić niemożliwe utrzymanie przyrostu płac nominalnych w granicach przyrostu wydajności, tworząc tym samym naciski inflacyjne, które mogą przekształcić się w inflację.

Postęp techniczny

W świecie klasycznej nauki ekonomii hołdowano hipotezie, że postęp tech­niczny prowadzi do spadku poziomu cen, a w dalszej kolejności do wzrostu płac realnych. Tymczasem współcześnie w krajach wysoko uprzemysłowio­nych obserwuje się stały wzrost poziomu cen, pomimo że postęp techniczny następuje w niespotykanym dotychczas tempie. Przy bliższym zbadaniu wychodzi na jaw, że postęp techniczny ma również udział w tym modyfiku­jącym dochody realne wzroście poziomu cen.

Postęp techniczny jest jednokierunkowym procesem narastania zmian w technice wytwarzania, które następują w miarę upływu czasu. Pociąga on za sobą wprowadzanie do produkcji coraz bardziej skomplikowanego i wy­specjalizowanego sprzętu technicznego, co wymaga coraz wyższych kwali­fikacji od ludzi, którzy mają je obsługiwać. Toteż postępowi technicznemu musi towarzyszyć stopniowy wzrost poziomu kwalifikacji pracowników, pociągający za sobą wzrost poziomu zarobków. Tak więc, przesuwanie się w górę poziomu płac ma swoje źródło w postępie technicznym. Nie stoi to w sprzeczności z twierdzeniem, że postęp techniczny prowadzi do zmniejsze­nia nakładu czynników produkcji na jednostkę gotowego wyrobu. Zmniejsze­niu ulega również nakład pracy, co oznacza wzrost wydajności pracy, a wyż­sza wydajność wynagradzana jest wyższą płacą. Jeśli postęp techniczny wymaga podnoszenia kwalifikacji i przynosi wzrost wydajności pracy, to łącznym jego efektem będzie wzrost poziomu płac.

W warunkach współczesnej gospodarki postęp techniczny daje efekt dochodowy, a nie cenowy, jak przypuszczali klasycy ekonomii. Co się wobec tego dzieje, gdy związanemu z postępem technicznym wzrostowi wydajności nie towarzyszy spadek cen, lecz wzrost dochodów? Otóż jeśli wydajność rośnie, a ceny nie ulegają odpowiedniej obniżce, rośnie udział płacy w ce­nie[53]. Wzrost udziału kosztów robocizny w cenie, będący wynikiem rozprowadzania korzyści postępu technicznego za pomocą mechanizmu dochodo­wego, staje się czynnikiem popychającym poziom cen w górę. Oznacza to, że produkcja wypłaca wyższe dochody nominalne na każdą jednostkę produkcji aniżeli dotychczas. Przypomina to w pewnym sensie przypadek tzw. produ­kcji nietrafionej, którą trzeba sprzedawać po niższej cenie niż ta, której spodziewano się uzyskać. Ponieważ cena spada, a koszt robocizny nie może się już zmniejszyć, wobec tego jego udział w cenie rośnie. Należy jednak dodać, że całe to rozumowanie w połączeniu z postępem technicznym ma znaczenie tylko o tyle, o ile istniejący popyt pozwala na nieobniżanie ceny. Jest to zresztą całkiem realne, jeśli się zważy, że rosnące dochody pieniężne pozwalają nie tylko na utrzymanie poziomu cen, ale także są w stanie wchłonąć pewną jego podwyżkę.

Postęp techniczny jest czynnikiem wzrostu wydajności pracy o decydu­jącym znaczeniu[54]. Nie następuje on w sposób równomierny we wszystkich gałęziach produkcji. Zgodnie z dochodowym efektem postępu technicznego zarobki w gałęziach bardziej dynamicznych rosną szybciej aniżeli w gałę­ziach, gdzie postęp przebiega wolniej lub wykazuje stagnację. W ten sposób postęp techniczny staje się jednym z głównych czynników inicjuj ących proces rozprzestrzeniania się wzrostu płac drogą naśladownictwa płacowego, które­go skutki zostały zbadane w poprzednim paragrafie.

Postęp techniczny przyczynia się w jeszcze inny sposób do zwiększenia dochodów pieniężnych, stwarzającego naciski na poziom cen. Otóż postęp techniczny jest jedną z istotnych przyczyn bezrobocia frykcyjnego. Ten rodzaj bezrobocia może pojawić się w każdej szybko rozwijającej się gospodarce bez względu na stosowane rozwiązania instytucjonalne. Bezrobocie frykcyj­ne wynika z rozbieżności pomiędzy strukturą popytu na siłę roboczą a stru­kturą jej podaży, która ma swoje źródło w postępie technicznym. Usługi pewnych specjalistów stają się niepotrzebne na skutek zmian w technice wytwarzania. Powoduje to niemożność obsadzenia pewnej liczby miejsc pracy, ponieważ nie ma odpowiednio kwalifikowanych pracowników; rów­nocześnie zaś pewna liczba ludzi nie może znaleźć pracy, ponieważ nie mają oni kwalifikacji do obsadzenia wakansów. Wszystko to może stwarzać pewne niebezpieczeństwo w dziedzinie monetarnej. Bezrobocie frykcyjne będzie stwarzało nadwyżkę popytu na pracę określonych specjalistów, co daje poży­wkę dla niekontrolowanych podwyżek płac. Dążenie do jego likwidacji, co w gospodarce planowej jest imperatywem, będzie związane ze zwiększeniem wypłat niezbędnych do sfinansowania przeszkolenia pracowników w nowych specjalnościach.

Import

W gospodarce otwartej wzrost kosztów produkcji, który zagraża dochodom realnym, niekoniecznie musi wypływać z kontrolowanych czy niekontrolo­wanych ruchów płac nominalnych. Jego źródłem może być wzrost kosztów importu[55].

Najbardziej oczywistą przyczyną wzrostu kosztów importu jest zwyżka cen dóbr importowanych. Oznacza to bowiem, że przy danym kursie waluty producenci krajowi zmuszeni są płacić za dostawy z importu więcej niż dotychczas. Musi to spowodować wzrost kosztów wytwarzania produktów, które zawierają importowane dobra. Stanowi to źródło nacisków w kierun­ku podnoszenia cen tych produktów. Jeśli nacisk ten będzie miał charak­ter trwały, prędzej czy później taka zwyżka musi nastąpić. Wzrost cen impor­towych wywołuje efekt kosztowy bez uruchamiania efektu dochodowego, jak to ma miejsce wówczas, gdy wzrost kosztów produkcji jest spowodo­wany wzrostem płac nominalnych. Dlatego wzrost cen wywołany wzros­tem kosztów importu stanowi szczególne zagrożenie dla dochodów real­nych ludności.

Wzrost cen dóbr importowanych może wynikać z różnych przyczyn. Jego źródłem może być wzrost popytu światowego na określone dobra przy mało elastycznej lub malejącej ich podaży, jak na przykład w przypadku wyczer­pywania się pewnych zasobów. Może wypływać ze wzrostu płac, wymuszo­nego akcją związków zawodowych eksportera. Może mieć swoje źródła w polityce dyskryminacyjnej dostawców, którzy kontrolując międzynaro­dowy rynek danego dobra są zdolni wymusić na importerach akceptację wyższych cen. Wreszcie wzrost cen dóbr importowanych może wypływać z przesłanek politycznych. Jest to przypadek, gdy kraje eksporterów obejmują zakazem wywóz pewnych towarów do określonych krajów. Wówczas te ostatnie mogą być zmuszone do płacenia wyższych cen za te same towary, ale pochodzące z reeksportu.

Wzrost cen towarów importowanych może mieć swoje źródło we wzro­ście kosztów obsługi importu. Zalicza się do nich wzrost kosztów transportu oraz zwiększenie stawek ubezpieczeniowych.

Wzrost opłat za frachty może mieć źródła popytowe, jak i podażowe, podobnie jak w przypadku wszystkich innych towarów. Mogą wynikać ze wzrostu popytu światowego na usługi transportowe lub ze wzrostu kosztów własnych przedsiębiorstw transportowych, chociaż wzrost kosztów transpo­rtu może mieć przyczynę w wydłużaniu się tras komunikacyjnych. Wydłuża­nie się tych szlaków może wynikać z konieczności unikania obszarów objętych konfliktami zbrojnymi albo z konieczności przeniesienia się na bardziej odległe rynki zaopatrzenia.

Wzrost stawek ubezpieczeniowych najczęściej łączy się z występowa­niem konfliktów zbrojnych w różnych częściach świata. Międzynarodowe rozprzestrzenianie się inflacji, które powstało w okresie II wojny światowej i bezpośrednio po niej, miało swoje źródło również w podniesieniu stawek ubezpieczeniowych spowodowanych zwiększeniem ryzyka w transporcie międzynarodowym[56]. Również konflikty zbrojne o znaczeniu lokalnym po­wodują podniesienie stawek ubezpieczeniowych w transporcie na terenach objętych konfliktem lub sąsiadujących z nimi.

Specyficznym źródłem wzrostu kosztów importu może stać się brak odpowiedniego zapasu dewiz lub nieregularny ich dopływ. Sprawia to, że importerzy krajowi zmuszeni są korzystać z różnych źródeł dostaw, dokony­wać niewielkich zakupów, zawierać transakcje w ostatniej chwili, a niekiedy nawet korzystać z zakupów wprost ze statku znajdującego się na morzu na podstawie oferty wysyłanej drogą radiową. W takich wypadkach importer nie może mieć udziału w korzyściach, jakie daje znajomość konwencji oraz wyrobione stosunki na rynkach, na których się stale operuje. Nie mogą korzystać z rabatów, jakie uzyskuje stały nabywca przy masowych zakupach. Dokonywanie zakupów w ostatniej chwili lub drogą radiową wprost ze statku naraża importera na koszty wynikające ze złej jakości zakupionych towarów, której nie można było wcześniej sprawdzić.

Omówione przyczyny wzrostu cen importowych wprawdzie leżą poza zasięgiem kontroli CP, to jednak wpływają na wykonanie kontrolowanych przez niego planów. Wzrost kosztów importu bez względu na źródło, z któ­rego pochodzi, musi być w ostatecznym rachunku przenoszony na ceny krajowe. Zwłaszcza że odpowiednie rozmiary produkcji muszą być utrzyma­ne z uwagi na postulat pełnego zatrudnienia[57]. Wymuszony w ten sposób wzrost poziomu cen wpływa negatywnie i niezamierzenie na wysokość dochodów realnych. Wynika stąd, że faktyczny brak kontroli nad ruchem kosztów importu jest jeszcze jednym czynnikiem, który drastycznie ogranicza skuteczność kontroli płac realnych w gospodarce planowej.

W gospodarce planowej pewną rolę w kształtowaniu kosztów dóbr im­portowanych mogą mieć kursy waluty krajowej. W gospodarce tej kursy walutowe muszą mieć w większym lub mniejszym stopniu charakter arbitral­ny. Wynika to z faktu, że gospodarka planowa nie może dysponować walutą wymienialną, która jest koniecznym warunkiem ekonomicznej weryfikacjikursów. Oczywiście kursy ustalane przez CP są podstawą planowania. Można by nawet przyjąć, że w momencie ustalania kursu CP był doskonale poinfor­mowany, to znaczy, że kurs ten odpowiada warunkom, jakie w tym momencie istniały. Ale kurs walutowy obowiązuje w całym okresie planowym, a zawsze może się zdarzyć, że w okresie tym warunki ulegną zmianie. Wówczas planowy kurs waluty przestaje odpowiadać rzeczywistym warunkom. Jeśli okaże się, że jest on zaniżony w stosunku do kursu rzeczywistego, wówczas przedsiębiorstwa korzystające z dostaw importowanych będą płaciły za nie w walucie krajowej więcej niżby to było konieczne, gdyby kursy walutowe dopasowywały się na bieżąco do zmiennych warunków handlu zagraniczne­go. Tak więc arbitralność kursów walutowych w gospodarce planowej może być przyczyną nacisków inflacyjnych w kraju[58].

Problem kursów walutowych jako źródła wzrostu kosztów importu po­siada w gospodarce planowej jeszcze inny aspekt. Jak wiadomo, waluta takiej gospodarki nie uczestniczy w wymianie międzynarodowej, ponieważ nie jest wymienialna. Wszystkie płatności z tytułu importu dokonywane są w dewi­zach, jak zwykle, gdy rozliczenia z tytułu wymiany międzynarodowej nastę­pują na szczeblu centralnym, a nie na szczeblu przedsiębiorstwa. Otóż stru­ktura zasobu dewiz, którymi dysponuje gospodarka planowa, może stać się przyczyną wzrostu kosztów importu. Może to mieć miejsce wówczas, gdy kursy dewiz, które przeważają w strukturze dopływającego ich strumienia, spadają w stosunku do dewiz, którymi płaci się za import lub – co na to samo wychodzi – gdy podniesie się kurs waluty kraju, z którego import pochodzi[59].

Wzrost kosztów importu może skłaniać w wielu wypadkach do przedsię­brania pewnych posunięć w celu ograniczenia importu. Najczęściej przybie­rają one formę produkcji antyimportowej. Ale mogą również polegać na zmniejszaniu importu surowców przez bardziej oszczędne ich używanie, czy też przez zastępowanie nakładów surowca nakładami pracy. Przedsięwzięcia te, jakkolwiek ograniczają wydatki dewizowe, niekoniecznie muszą elimino­wać naciski inflacyjne[60]. Różnica pomiędzy inflacją, która wynika ze wzrostu kosztów importu, a inflacją, którą rodzi produkcja antyimportowa, polega na odmienności czynników generujących tendencje inflacyjne.

Rozważmy przypadek działalności antyimportowej, który polega na bar­dziej ekonomicznym wykorzystaniu importowanych surowców w celu zmniejszenia wydatków dewizowych na finansowanie importu. Może to do­tyczyć dwóch przypadków. Pierwszy, kiedy następuje dodatkowe zatrudnie­nie w celu zaoszczędzenia importowanych surowców (np. dodatkowe zatrudnienie przy odzyskiwaniu surowców z odpadów produkcyjnych, czyli surow­ców wtórnych). W warunkach pełnego zatrudnienia z reguły oznacza to pracę w godzinach nadliczbowych. Drugi przypadek odnosi się do oszczędzania surowców przez zatrudnionych w normalnym wymiarze godzin[61]. W obu przypadkach następuje wzrost udziału kosztów robocizny w kosztach produ­kcji, ponieważ rosną płace.

W pierwszym przypadku wzrastają płace w przedsiębiorstwach, stosują­cych tego typu oszczędności, co zwiększa wysokość zarobku wypłaconego w związku z produkcją każdej sztuki wyrobu. Chociaż oszczędzanie surowca pozwala na wyprodukowanie dodatkowych jednostek gotowego wyrobu, to jednak wytworzenie każdej z nich jest związane z dodatkowymi kosztami robocizny. Przyrost produkcji wynikły z oszczędzania surowców nie absor­buje przyrostu kosztów robocizny, ponieważ odzyskanie surowców wtórnych wymaga dodatkowych wypłat. W warunkach pełnego zatrudnienia nadwyżka ta będzie większa niż przy jego braku. Albowiem przedsiębiorstwa mogą być zmuszone do korzystania z pracy swoich pracowników w godzinach nadlicz­bowych, która jest wyżej opłacana aniżeli praca wykonywana w czasie normalnym.

W drugim przypadku oszczędności surowca importowanego również mogą się łączyć ze wzrostem udziału płac w kosztach produkcji. Oszczędno­ści te mogą stać się podstawą do wypłacania różnego rodzaju premii, na rzecz tych, którzy się do nich przyczynili[62]. W zależności od tego, w jakim stosunku będzie pozostawała wysokość wypłaconych premii do wartości zaoszczędzo­nego surowca liczonej w walucie krajowej, wzrost udziału kosztów robocizny w koszcie produkcji będzie przedstawiał różną wielkość. W krańcowych przypadkach wzrost udziału kosztu robocizny może prowadzić do wzrostu kosztu jednostkowego. Będzie to miało miejsce wówczas, gdy dla wywołania odpowiednich oszczędności importowanych surowców niezbędna wysokość premii przekroczy równowartość zaoszczędzonego surowca. W gospodarce planowej tego rodzaju sytuacja jest zupełnie realna. Gdy wystąpią niedobory dewiz (co jest zresztą z reguły główną przyczyną przedsięwzięć antyimpor­towych), naturalne dla gospodarki planowej priorytety w dążeniu do realizacji celów produkcyjnych w wymiarze fizycznym mogą skłaniać CP do po­ważnych wypłat, aby wywołać odpowiednie oszczędności importowanych surowców. Tak więc oszczędności importowanych surowców prowadzą do zmniejszenia wydatków dewizowych gospodarki kosztem zwiększenia wy­płat w walucie krajowej.

Warto przy tym zauważyć, że wzrost udziału pracy w koszcie produkcji spowodowany oszczędnościami importowanych surowców może przenosić się na ceny nie tylko w sposób bezpośredni, ale także pośrednio poprzez wzrost dochodów. Wzrost dochodów, który nastąpił w związku z dodatkowy­mi wypłatami, z biegiem czasu rodzi dochody wtórne zgodnie z mechani­zmem mnożnikowym[63]. W warunkach pełnego zatrudnienia proces mnożni -kowy w określonych okolicznościach staje się przyczyną inflacji, przy czym im wyższy mnożnik, tym większy efekt inflacyjny początkowej oszczędności importowanego surowca[64]. Podobne skutki może wywołać produkcja anty­importowa, która polega na zastępowaniu dóbr importowanych dobrami produkowanymi w kraju. Wymaga to najczęściej przygotowania produkcji od początku, tj. opracowania dokumentacji produkcji, przygotowania prototy­pów oraz przeprowadzenia pewnych inwestycji. Wszystko to łączy się z wy­płatą dodatkowych pieniędzy, które rodzą procesy mnożnikowe.

Ceny administrowane

W gospodarce planowej, gdzie zostaje ograniczona rola rynku w formowaniu cen, mają one charakter cen administrowanych[65]. Ceny administrowane są to takie ceny, które są ustalane albo przez przedsiębiorstwo, albo przez organ państwowy i które mogą być utrzymane – jeśli nie odbiegają zbytnio od pewnego poziomu – przez pewien krótszy lub dłuższy okres niezależnie od zmiennych warunków rynkowych[66]. Z natury swej są one względnie nieczułe na zmiany popytu: są natomiast bardzo czułe na zmiany kosztu[67]. Można zatem wysunąć pogląd, że podstawową funkcją cen administrowanych jest funkcja pokrywania kosztu[68], którą w odniesieniu do gospodarki planowej należałoby uzupełnić o funkcje akumulacji. Akumulacja budżetowa bowiem w gospodarce planowej zawiera się w formule ceny, w postaci podatku pośredniego[69]. Tak więc ceny administrowane nie są cenami rynkowymi, których podstawowymi funkcjami są: funkcja alokacji środków i funkcja wyczyszczania rynku. Nie są one również tym samym, co ceny monopolowe, które w istocie są również cenami rynkowymi zapewniającymi dodatkowy zysk w krótkich odcinkach czasu[70]. Ceny administrowane nie są więc cenami wyczyszczającymi rynek ani maksymalizującymi zyski. Nie są one bowiem elastyczne względem zmiennych warunków rynkowych, ponieważ ustala się je na podstawie mechanizmów biurokratycznych, a nie na podstawie automa­tyzmu rynkowego.

W systemie cen administrowanych każda podwyżka kosztów będzie rodziła tendencję do zwyżki poziomu cen. W ten sposób może pojawić się inflacja przy braku nadwyżki popytu. W istocie ceny administrowane są koniecznym warunkiem występowania inflacji typu podażowego. W przeciw­nym razie trudno byłoby sobie wyobrazić, w jaki sposób wzrost kosztów mógłby stać się przyczyną inflacji przy braku nadwyżki popytu pieniężnego. Wzrost kosztów oraz ceny administrowane stanowią „siostry syjamskie” procesu inflacyjnego typu podażowego.

W skali całej gospodarki wzrost cen administrowanych będzie miał swoje główne źródło we wzroście kosztów robocizny. Z punktu widzenia ruchu poziomu cen koszty robocizny w ujęciu agregatowym mają znaczenie decy­dujące, koszty materiałowe bowiem wzajemnie się znoszą w transakcjach w skali całej gospodarki[71], z wyjątkiem oczywiście kosztów materiałów importowanych. Nie zmienia to faktu, że to, co dla całej gospodarki będzie wzrostem kosztu robocizny, dla poszczególnych przedsiębiorstw może przy­brać formę wzrostu kosztów materiałowych. Jeśli na skutek wzrostu płac wzrosną ceny surowców i materiałów, to dla przedsiębiorstw przerabiających je będzie to oznaczało wzrost kosztów materiałowych. Nie dotyczy to wzrostu cen materiałów importowanych. W tym wypadku będzie to wzrost kosztów materiałowych zarówno dla poszczególnych przedsiębiorstw, jak i dla całej gospodarki. Nie wyklucza to jednak możliwości, że ma to swoje źródło we wzroście kosztów robocizny za granicą.

Ponieważ podstawową funkcją cen administrowanych jest pokrywanie kosztu, można powiedzieć, że zakładają one następującą sekwencję: wzrost kosztów robocizny pociąga za sobą w następnej kolejności wzrost cen. Trzeba się nad tym bliżej zastanowić. Nietrudno sobie wyobrazić wzrost kosztów robocizny, który może być zabsorbowany przez istniejącą cenę. Jak wobec tego wyjaśnić przytoczoną wyżej sekwencję? Otóż wzrost kosztu robocizny w skali całej gospodarki powoduje wzrost udziału dochodów indywidualnych w dochodzie społecznym, co przy danych cenach zmniejsza rozmiary akumu­lacji budżetowej. Ponieważ w gospodarce planowej akumulacja budżetowa jest głównym źródłem finansowania pełnego zatrudnienia, zmniejszenie jej grozi naruszeniem podstawowego postulatu tej gospodarki. Tak więc w zmie­niających się warunkach gospodarowania wzrost poziomu płac prędzej czy później musi wywołać wzrost poziomu cen administrowanych. To samo dotyczy wzrostu kosztów importu. Jest to prawdziwe, nawet jeśli przyjąć, że gospodarka planowa ma lepsze możliwości dotowania poszczególnych dzie­dzin produkcji aniżeli gospodarka rynkowa.

Jakkolwiek w gospodarce planowej ustalanie cen administrowanych opiera się na zasadzie pokrywania kosztów społecznych (koszty produkcji + akumulacja budżetowa) nie znaczy to, że mogą być one całkowicie niezależne od wpływu popytu. Byłoby to zresztą niemożliwe, ponieważ żadna rzeczywi­sta cena nie może być całkowicie oderwana od warunków rynkowych. Prob­lem polega jednak na tym, że ceny ustalone na podstawie kalkulacji koszto­wej, jeśli zbytnio nie odbiegają od pewnego poziomu, mogą przez pewien czas utrzymać się niezależnie od przesunięć w popycie. Dlatego wolno sądzić, że w gospodarce planowej ceny administrowane będą ustalane tak, by zapew­nić zbilansowanie popytu z podażą na dłuższy czas[72], co byłoby zresztą zgodne z bilansową techniką planowania. Ale gdy z biegiem czasu zmiany popytu na poszczególnych rynkach powodują zbytnie odbieganie cen admi­nistrowanych od wspomnianego wyżej krytycznego poziomu, niezbędna staje się ich korekta. Utrzymywanie cen administrowanych na stałym poziomie musiałoby w końcu doprowadzić do rozbudowy systemu dotacji, którego nie dałoby się dłużej utrzymać, a w dalszej konsekwencji do dezorganizacji całej gospodarki. Wskazuje to na nieuchronny długofalowy wpływ zmian w popy­cie na ceny administrowane.

W istocie, w systemie cen administrowanych sprawy uległy odwróceniu w porównaniu z hipotezami szkoły neoklasycznej. Alfred Marshall utrzymy­wał, że popyt wpływa na ceny głównie w krótkim okresie, podczas gdy warunki podaży wpływają na cenę głównie w dłuższym okresie[73]. Tymcza­sem w przypadku cen administrowanych popyt wpływa na cenę raczej w ciągu dłuższego czasu.

Jak już wspomnieliśmy wcześniej, ceny administrowane nie spełniają funkcji wyczyszczania rynku, ponieważ nie zmieniają się wraz ze zmianami w warunkach popytu i podaży. Przy ich ustalaniu administratorzy kierują się motywem pokrycia kosztu i zapewnienia akumulacji budżetowej. Nie ozna­cza to – jak wiemy – że ceny administrowane mogą być całkiem nieczułe na zmiany warunków rynkowych (byłoby to niemożliwe ze względu na wymogi racjonalnej gospodarki), tylko że w przypadku cen administrowanych zmiany warunków rynkowych przenoszone są na ceny na podstawie specjalnych decyzji, a nie automatycznie. Musi to z natury rzeczy następować z pew­nym opóźnieniem, a jednocześnie ewentualne podwyżki cen administrowa­nych mogą wykazywać tendencję do pozostawania poniżej cen, które by się ukształtowały na podstawie mechanizmu rynkowego. Hipotezę tę uzasadnia fakt, że mechanizm cen administrowanych nie jest mechanizmem anonimo­wym, lecz opiera się na decyzjach ludzi, którzy mogą się czuć za nie odpo­wiedzialni.

Opóźnienie w dostosowaniu cen do zmiennych warunków rynkowych może wynikać z różnych powodów. Może to być wynik zwykłej inercji biurokratycznej lub potrzeby uzgadniania stanowisk, gdy decyzje podejmo­wane są kolegialnie. Powodem opóźnień może być przekonanie, że zmiana warunków ma charakter przejściowy, a powrót do stanu poprzedniego jest tylko kwestią czasu. Każda podwyżka cen jest posunięciem niepopularnym, ponieważ zagraża dochodom realnym ludności. Władze będą się starały w miarę możności ich unikać, gdyż angażują one autorytet rządu. W gospo­darce planowej trudniej rządowi podejmować niepopularne decyzje go­spodarcze niż w gospodarce zdecentralizowanej. Przy braku planu nie ma kryterium, na podstawie którego społeczeństwo ocenia funkcjonowanie rządu jako agencji zarządzającej gospodarką społeczną [N. Chamberlain, Prwate and Public Planning, London 1965, s. 95].

W gospodarce planowej ceny administrowane są narzędziem ułatwiają­cym przenoszenie wzrostu kosztów na ceny, powodując wzrost ich poziomu na rynku dóbr konsumpcyjnych. Badania nasze wykazały, że w rzeczywistym zmieniającym się świecie gospodarka planowa, starająca się utrzymać cią­głość pełnego zatrudnienia, nie jest w stanie uniknąć wzrostu płac nominal­nych, powodującego zwiększenie się udziału kosztów robocizny w kosztach wytwarzania. Składają się na to różne przyczyny, z których jedne mogą być poddane kontroli, inne natomiast nie. Wzrost kosztów wytwarzania powoduje również wzrost kosztów importu. W rezultacie w gospodarce planowej nie da się uniknąć kontrolowanego bądź wymuszonego wzrostu poziomu cen w sek­torze konsumpcyjnym, który w każdym wypadku zagraża dochodom realnym gospodarstw domowych.

Dochody realne II

W poprzednim rozdziale staraliśmy się zbadać zagrożenia dla dochodów realnych gospodarstw domowych, które mogą wynikać z nacisków inflacyj­nych, spowodowanych wzrostem kosztów produkcji, w szczególności zaś wzrostem kosztów robocizny i importu. W tym rozdziale przedmiotem na­szych rozważań w dalszym ciągu będzie zagadnienie dochodów realnych w gospodarce planowej. Postaramy się jednak spojrzeć na nie z innej strony. Spróbujemy się mianowicie przekonać, czy w gospodarce planowej zagroże­nie dla dochodów realnych gospodarstw domowych może przyjść od strony tendencji inflacyjnych mających swoje źródło w nadwyżce popytu pienięż­nego na rynku dóbr konsumpcyjnych.

Inwestycje

W gospodarce wymiennopieniężnej inwestycje mają podwójny charakter. W wyniku procesów inwestycyjnych dobra produkcyjne przekształcają się w nowe moce produkcyjne, równocześnie zaś wydatki pieniężne związa­ne z inwestycjami tworzą dochody pieniężne ludzi zajmujących się ich rea­lizacją[74]. Warto jednak pamiętać, że ta dwoistość odnosi się jedynie do inwes­tycji produkcyjnych, inwestycje nieprodukcyjne bowiem dają tylko efekt dochodowy.

Odróżnienie efektu produkcyjnego od efektu dochodowego inwestycji stwarza dogodny punkt wyjścia do interpretacji tendencji inflacyjnych we współczesnej gospodarce, które mają swe przyczyny w nadwyżce popytu pieniężnego.

Nie wymaga specjalnego dowodu twierdzenie, że czas ujawniania się efektu produkcyjnego różni się od czasu ujawniania się efektu dochodowe­go. Musi upłynąć mniej lub więcej czasu zanim przedsięwzięcia inwestycyj­ne doprowadzą do zwiększenia mocy produkcyjnych, które po wejściu do eksploatacji doprowadzą do wzrostu produkcji i spływu dodatkowej ilości dóbr konsumpcyjnych na rynek[75]. Dochody pieniężne natomiast wypłacane w związku z tymi inwestycjami pojawiają się na bieżąco zanim pojawi się dodatkowa ilość dóbr na rynku[76]. Powstaje zatem swoista luka czasowa pomię­dzy działaniem efektu produkcyjnego i efektu dochodowego inwestycji, która będzie tym większa, im dłuższy cykl poszczególnych przedsięwzięć inwestycyj­nych i im większy udział w ogólnej strukturze inwestycji mają inwestycje w sektorze kapitałowym. Występowanie tej luki może stać się odpowiedzialne za to, że dochody wypłacane przez inwestycje przekształcą się w nadwyżkę popytu pieniężnego. Hipoteza ta wymaga wszakże bliższego zbadania.

Uwzględniając czynnik czasu, dochody pieniężne wypłacane przez in­westycje można podzielić na dwie części. Pierwszą stanowią dochody płyną­ce z nakładów inwestycyjnych, których wysokość odpowiada kwotom wy­datkowanym w okresach poprzednich. Drugą natomiast stanowią dochody, które płyną z przyrostu wydatków inwestycyjnych, następujących w miarę upływu czasu. W pierwszym wypadku dane wydatki inwestycyjne nie powo­dują zmian w wolumenie dochodów pieniężnych ludności. Natomiast przy­rost wydatków inwestycyjnych jest przyczyną zmian w wolumenie tych dochodów, powodując wielokrotny ich wzrost w stosunku do przyrostu tych wydatków. Liczba określająca stosunek przyrostu wolumenu dochodów pie­niężnych do przyrostu wydatków inwestycyjnych znana jest w nauce ekono­mii pod nazwą mnożnika inwestycyjnego[77].

Innymi słowy, przyrosty docho­dów pieniężnych płynące z przyrostów wydatków inwestycyjnych są wielo­krotnością tych ostatnich. W wyniku bowiem procesu mnożnikowego część dochodów zarobionych pierwotnie w sektorze inwestycyjnym przekształca się w dochody wtórne osób zatrudnionych przy produkcji i dystrybucji dóbr konsumpcyjnych. Tak więc wydatki na inwestycje przekształcają się w do­chody nominalne gospodarstw domowych, przy czym górna część tych wy­datków, tzn. ich przyrost, tworzy w postaci dochodów swoją wielokrotność. Nie można jednak spodziewać się, że ludzie będą czekali z wydawaniem tych dochodów aż do chwili, gdy rozpocznie się spływ dodatkowej masy towarów, które pojawią się w wyniku eksploatacji nowych mocy produkcyjnych powo­łanych do życia przez inwestycje, które wypłaciły te dochody. Wolno raczej sądzić, że poważna część tych dochodów będzie wydawana na zakupy bieżące jeszcze przed nadejściem tej chwili. W stanie pełnego zatrudnienia będzie to musiało wywołać naciski inflacyjne. Pojawi się bowiem nadwyżka popytu pieniężnego, która do chwili spływu dodatkowych towarów na rynek nie będzie mogła być niczym zrównoważona, chyba że gospodarka per saldo zaciągnie kredyt zagraniczny na zakup dóbr konsumpcyjnych.

Powyższe uwagi na temat dochodowej funkcji inwestycji należy trakto­wać jako niezbędne wprowadzenie do rozważenia szczególnego przypadku, jakim jest gospodarka planowa.

Gospodarka planowa z mocy samego założenia utrzymuje ciągłość peł­nego zatrudnienia, tzn. utrzymuje się stale na poziomie maksimum produkcji. Stwarza to sytuację, w której przyrost wydatków inwestycyjnych musi rodzić tendencje inflacyjne. Rozważmy to dokładniej. Zrealizowane na podstawie wcześniej opracowanego planu inwestycje zwiększają moce produkcyjne, które w następnych momentach mogą być wykorzystane do zwiększenia produkcji i zatrudnienia. Część tych nowych mocy produkcyjnych może być przeznaczona na cele produkcji inwestycyjnej, czyli cele akumulacji. Jeśli teraz planowana wielkość wydatków inwestycyjnych będzie w kolejnych latach taka sama, nie nastąpi kumulatywny wzrost dochodów nominalnych, ponieważ nowe inwestycje będą finansowane z oszczędności, które odpowia­dają części nowych mocy produkcyjnych przeznaczonych na cele produkcji inwestycyjnej. Zapewni to pełne wykorzystanie wcześniej kreowanych mocy produkcyjnych, równocześnie zaś pozwoli uniknąć nacisków inflacyjnych. Model ten może być jednak spełniony, gdy przyrost naturalny i tempo poja­wiania się nowych konstrukcji technicznych jest tego rodzaju, że dla zapew­nienia pełnego zatrudnienia i modernizacji aparatu wytwórczego wystarczy inwestować stale te same sumy pieniędzy. Rzeczywistość gospodarcza jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. W rzeczywistości zarówno przy­rost naturalny, jak i tempo postępu technicznego są zmiennymi czasowymi, które najczęściej powodują konieczność zwiększania wydatków inwestycyj­nych. Planując zatem wzrost wydatków inwestycyjnych, CP musi się liczyć z kumulatywnym narastaniem dochodów nominalnych jako wynikiem dzia­łania mnożnika, przy czym działanie mnożnika będzie miało tendencję do tworzenia nacisków inflacyjnych, ponieważ gospodarka planowa zakłada pełne zatrudnienie.

Dla jaśniejszego przedstawienia dalszych wywodów wypada zrobić w tym miejscu dygresję dotyczącą zagadnienia okresu realizacji procesu mnożni­kowego, tzn. czasu potrzebnego do całkowitego przekształcenia przyros­tu wydatków inwestycyjnych we wzrost strumienia dochodów nominalnych[78].

Formułując swoją teorię mnożnika inwestycyjnego, Keynes prawie cał­kowicie pominął problem czasu. Nie badał dokładnie opóźnień w działaniu mechanizmu mnożnikowego. Przyjął, że okres upływający pomiędzy ko­lejnym wpływem dochodów jest jednakowy dla wszystkich jego odbior­ców. Stąd upraszczające założenie, że wszystkie wydatki konsumpcyjne opóźniają się o jeden okres dochodowy[79], jest to dość arbitralna i odbiegającaod rzeczywistości hipoteza. Keynes miał jednak prawo oprzeć się na niej, ponieważ jego metoda jest metodą statystyki porównawczej, w której zagad­nienie wszelkich opóźnień jest wykluczone na zasadzie zwykłej logiki. Roz­ważania nad skutkami pewnych zmian w dopływie dochodów sprowadzają się tu do zbadania prostych relacji pomiędzy wzrostem wydatków inwesty­cyjnych a przyrostem wolumenu dochodów. Nie oznacza to wszakże, że teoria mnożnika nie przedstawia żadnej praktycznej wartości. Wprost przeciwnie, jest ona bardzo cennym narzędziem badania rzeczywistości gospodarczej, pod warunkiem że zostanie bardziej realistycznie potraktowana i uzupełniona zagadnieniem opóźnień[80].

Mnożnik z samej swej istoty jest pojęciem dynamicznym. Działanie jego mechanizmu rozciąga się w czasie, co wymaga uwzględnienia konsekwencji wynikających z tego faktu. Dochody płynące z przyrostu wydatków inwesty­cyjnych nie spływają do swoich odbiorców w jednakowych odstępach czasu. Poza tym rozdział tych dochodów nie jest jednakowy. Jedni otrzymują mniej z tego źródła, inni więcej. Wydawanie tych dochodów następuje z niejedna­kowym opóźnieniem. Krańcowa skłonność do konsumpcji różnych jednostek dochodowych w tym samym czasie bywa różna. Bywa ona różna dla tych samych jednostek w różnych okresach. Może się wreszcie różnić w kolejnych etapach procesu mnożnikowego. Jeśli się weźmie to wszystko pod uwagę, znika zadziwiająca prostota formuły matematycznej, przedstawiającej relacje pomiędzy przyrostem wydatków inwestycyjnych a przyrostem wolumenu dochodów pieniężnych. Powróćmy do naszych właściwych rozważań.

Okres realizacji procesu mnożnikowego nabiera istotnego znaczenia, gdy przyrost wydatków inwestycyjnych następuje w warunkach pełnego zatrud­nienia, co musi stanowić typowy przypadek w gospodarce planowej. Przyrost ten nie ma wówczas pokrycia we wcześniej kreowanych mocach produkcyj­nych, ponieważ dopiero w wyniku tych wydatków nowe moce powstaną. Inaczej mówiąc, wzrost wydatków inwestycyjnych przy pełnym zatrudnieniu oznacza pewne wyprzedzenie przyrostu dochodów w stosunku do przyrostu produkcji mogącej stanowić pokrycie dla tego pierwszego. W tej sytuacji stabilizacja monetarna będzie zależała w przeważającej mierze od stosunku okresu mnożnikowego do cyklu inwestycyjnego. W gospodarce planowej, podobnie jak w każdej gospodarce pieniężnej, okres realizacji procesu mnoż­nikowego będzie zależał od indywidualnego stosunku poszczególnych gospo­darstw domowych do wydawania i oszczędzania zarobionych pieniędzy[81].

W gospodarce tej źródłem dochodów są płace otrzymywane za wykonywaną pracę. Można zatem przyjąć, że okresem dochodowym jest okres dwóch tygodni lub jednego miesiąca. Jeśli więc bieżące wydatki konsumpcyjnenastępują w czasie po otrzymaniu dochodów, można by stąd wnosić, że w gospodarce planowej proces mnożnikowy przebiega stosunkowo szybko, przyjmując, że wydatki na konsumpcję bieżącą pokrywają się z okresem dochodowym. W rzeczywistości problem jest nieco bardziej skomplikowany, niżby się to mogło wydawać na pierwszy rzut oka. W przypadku mechanizmu mnożnikowego nie chodzi o wydatki konsumpcyjne z otrzymywanych docho­dów, lecz o wydatki z przyrostu dochodów. Jeśli przyrost dochodów indywi­dualnych pochodzących z przyrostu wydatków inwestycyjnych jest udziałem grup zawodowych o stosunkowo wysokich płacach, to dodatkowo zarobione pieniądze mogą być stosunkowo wolniej wydawane. Może minąć kilka czy nawet kilkadziesiąt okresów dochodowych, zanim zaczną one wydawać te pieniądze. Może się zdarzyć, że będą one wydane po zakończeniu cyklu inwestycyjnego, z którym związany był przyrost tych dochodów. Rzecz będzie się miała odwrotnie, gdy przyrost dochodów płynący z przyrostu wydatków inwestycyjnych stanie się głównie udziałem ludzi o niskich docho­dach. Trzeba jednakże pamiętać, że w każdym z tych przypadków w róż­nych okresach mogą przeważać różne tendencje. W rezultacie nie da się dokładnie określić, jak długo w konkretnych warunkach miejsca i czasu trwać będzie okres realizacji procesu mnożnikowego. W gospodarce plano­wej CP wie, jaki będzie przyrost wydatków inwestycyjnych, ponieważ jest to przedmiotem jego własnych decyzji. Nie może natomiast dokładnie wiedzieć, jaki będzie efekt dochodowy przyrostu tych wydatków, albowiem nie jest w stanie określić, z jaką szybkością będzie działał mechanizm mnożnikowy[82].

Opieranie się zaś na danych dotyczących przeszłości niekoniecznie musi dawać właściwe rozwiązania. W ekonomii wszelkie tego rodzaju dane mają charakter ex post, nigdy nie ma pewności, że to, co miało miejsce w przesz­łości, powtórzy się w przyszłości. Zmieniają się warunki, zmieniają się ludzie i ich motywacje, zmienia się ich stosunek do wydawania i oszczędzania zarobionych pieniędzy. CP może w miarę dokładnie planować długość cykli inwestycyjnych, nie może tego samego osiągnąć w stosunku do długościcyklu mnożnikowego, ponieważ czynniki, od których to zależy, znajdują się poza zakresem jego bezpośredniej kontroli. Dlatego przyrost wydatków inwestycyjnych może w gospodarce planowej powodować naciski infla­cyjne w formie nadwyżki popytu pieniężnego wynikającego z nadwyżki do­chodów[83].

Dla ścisłości należy dodać, że jakkolwiek przyrost dochodów stanowi wielokrotność przyrostu wydatków inwestycyjnych, a przyrost zdolności wytwórczych tylko jego ułamek, to jednak przyrost dochodów pochodzi jedynie od górnej warstwy wydatków inwestycyjnych (ich przyrostu), pod­czas gdy przyrost mocy produkcyjnych pochodzi od całości wydatków inwes­tycyjnych. Ponadto przyrost dochodów ma charakter zanikający, natomiast przyrost zdolności wytwórczych ma charakter trwały. Znaczy to, że jeśli z roku na rok nie będzie przyrostu wydatków inwestycyjnych, kumulatywny przyrost dochodów wynikający z poprzednich przyrostów inwestycji wyczer­pie się i mechanizm mnożnikowy przestanie działać. Natomiast przyrost zdolności produkcyjnych będzie miał miejsce również wówczas, gdy wydatki inwestycyjne pozostaną stale na tym samym poziomie. Ale jeżeli dodatni przyrost naturalny oraz postęp techniczny będą wymagały stałego przyrostu wydatków inwestycyjnych dla utrzymania pełnego zatrudnienia, procesy mnożnikowe będą stale od nowa zasilane, „produkując” inflację[84].

W gospodarce planowej istnieje także możliwość, że procesy mnożniko­we będą zasilane przez niekontrolowany przyrost wydatków inwestycyjnych. Centralizacja decyzji inwestycyjnych sprawia, że na ośrodek dyspozycyjny spada odpowiedzialność za wybór, przygotowanie i realizację wszystkich przedsięwzięć inwestycyjnych w kraju. Jest to gigantyczne zadanie, które wymaga koordynacji pracy tysięcy ludzi i setek przedsiębiorstw. Jest rzeczą niepojętą, by można było skutecznie kontrolować z jednego centralnego ośrodka cały program inwestycyjny gospodarki zarówno na etapie przygoto­wania, jak i realizacji. W tych warunkach zawsze może się zdarzyć, na zasadzie zwykłego niedopatrzenia (nie mówiąc o złej woli), że kosztorysy szacowane będą zbyt nisko lub planowane cykle inwestycyjne okażą się zbyt krótkie[85]. W czasie realizacji konkretnych przedsięwzięć inwestycyjnych zawsze mogą wystąpić zakłócenia natury technicznej, zwiększające ich ko­szty i przesuwające czas oddania ich do eksploatacji. Wynika stąd, że wysu­nięte wcześniej twierdzenie wymaga pewnego uściślenia. CPmoże dokładnieznać planowany przyrost wydatków inwestycyjnych, nie może natomiast dokładnie wiedzieć, jaki będzie ich rzeczywisty przyrost.

Na zakończenie wypada zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Decy­zje inwestycyjne podejmowane są w warunkach niepewności. Nie można zatem wykluczyć możliwości, że niektóre z tych decyzji okażą się chybione, tzn. pewne moce produkcyjne okażą się niepotrzebne. Gospodarka planowa jest szczególnie narażona na niebezpieczeństwo takich błędów, ponieważ nie można tu stworzyć systemu wyspecjalizowanych przewidywań, które są niezbędnym oparciem dla decyzji podejmowanych w warunkach niepewno­ści. Pieniądze wtłoczone do gospodarki za pośrednictwem chybionych inwes­tycji będą stanowiły trwałą nadwyżkę w stosunku do realnej produkcji, ponieważ powołane do życia nowe moce produkcyjne nie będą mogły być wykorzystane. Podobny w pewnym sensie efekt przynoszą inwestycje niepro­dukcyjne, które wypłacają dochody mogące inicjować procesy mnożnikowe, ale nie dają równoważącego je dopływu dóbr.

Eksport

Eksport podobnie jak inwestycje wywołuje efekt dochodowy. Pod tym wzglę­dem występują pomiędzy nimi wyraźne analogie. W obu wypadkach czynniki produkcji służą do wytworzenia produktu, który nie dostaje się bezpośrednio do rąk konsumenta (krajowego). Podobnie jak w przypadku inwestycji, do­chody wypłacane przez produkcję eksportową kreują siłę nabywczą, która na razie nie ma pokrycia w dopływie dóbr konsumpcyjnych na rynek. W przy­padku inwestycji trzeba czekać na strumień nowych dóbr do czasu, aż dobra produkcyjne zostaną przekształcone w drodze procesu inwestycyjnego w no­we moce wytwórcze w sektorze konsumpcyjnym. W przypadku eksportu dobra wyprodukowane w kraju nie pojawią się na rynku wewnętrznym,, ponieważ ich przeznaczeniem jest rynek zagraniczny. Nie znaczy to, że dochody wypłacane przez produkcję eksportową muszą powodować naciski inflacyjne. Nie będzie to miało miejsca, gdy do kraju importuje się w tym samym czasie dobra przeznaczone do pokrycia dochodów kreowanych przez eksport. Tym bardziej że dochody wypłacane w związku z produkcją impor­towanych dóbr pozostają za granicą. Jeśli więc dochody płynące z eksportu zostaną zużyte na zakup dóbr konsumpcyjnych za granicą, efekt dochodowy eksportu nie będzie najprawdopodobniej powodować zakłóceń w sferze mo­netarnej. W takim wypadku eksport służy do wytworzenia dochodu pienięż­nego, import natomiast do jego pokrycia[86].

Obraz ten będzie wyglądał nieco inaczej w przypadku przyrostu eksportu. Wzrost eksportu powoduje nie tylko odpływ dodatkowej ilości dóbr na rynki zagraniczne, ale jednocześnie przyczynia się do przypływu dodatkowej siły nabywczej do kraju[87]. Zwykły efekt dochodowy eksportu przekształci się w efekt mnożnikowy, ponieważ przyrost eksportu pociąga za sobą takie same skutki dochodowe jak przyrost wydatków inwestycyjnych[88]. Część dodatko­wo zarobionych pieniędzy w sektorze eksportowym, która zostanie wydana na zakup dóbr konsumpcyjnych, da początek mnożnikowemu wzrostowi dochodów nominalnych rozchodzącemu się w całej gospodarce[89]. Wzrost eksportu może więc wywołać efekt mnożnikowy, który przy pełnym zatrud­nieniu wywoła naciski inflacyjne, ponieważ nowych dochodów przekształco­nych w nadwyżkę popytu na rynku konsumpcyjnym nie będzie w danym momencie czym pokryć.

Z technicznego punktu widzenia wzrost eksportu może oznaczać bądź dopływ dodatkowej ilości dewiz do kraju, bądź też dodatkowe kredytowanie gospodarki importerów. Zbadajmy po kolei te dwa przypadki.

W gospodarce planowej decyzje dotyczące wykorzystania zarobionych w eksporcie dewiz należą do kompetencji CR Jeśli zdecyduje on, że dodat­kowe wpływy dewizowe zostaną przeznaczone na zakup dóbr konsumpcyj­nych w ilości kompensującej bieżące wydatki pokrywane z dochodów po­chodzących z przyrostu eksportu, to nadwyżka popytu najprawdopodobniej się nie pojawi. Proces mnożnikowy ustanie, gdy popyt mający swe źródło w przyroście eksportu zostanie zaspokojony przez import[90]. Ale CP może z tym dodatkowym wpływem dewiz postąpić inaczej. Może je przeznaczyć na zakup dóbr inwestycyjnych lub na spłacenie długów zagranicznych, jeśli gospodarka korzystała z nich w przeszłości. W obu tych wypadkach trudno wskazać na barierę, która mogłaby spowodować ustanie działania mnożnika eksportowego.

Wzrost eksportu może następować na warunkach kredytowych, przy czym oprócz zwykłego kredytu może tu występować kredytowanie dostaw, które można by nazwać wymuszonym. Ten ostatni przypadek może mieć miejsce wówczas, gdy obroty międzynarodowe odbywają się na zasadach wymiany naturalnej, tzn. w drodze równoważenia wzajemnych dostaw. Jeśli się zdarzy, że kraj-dłużnik nie posiada w danym mpmencie nadwyżek dóbr, których potrzebuje kraj-wierzyciel, wówczas ten ostatni z konieczności musi kredytować gospodarkę importera tak długo, dopóki nie zlikwiduje on długu odpowiednimi dostawami.

Niezależnie jednak od sposobu finansowania eksportu, każdy przyrost produkcji eksportowej idzie w parze z przyrostem dochodów nominalnych ludzi, którzy w kraju uczestniczą w jej realizacji i otrzymują wypłaty w wa­lucie krajowej. Może to zapoczątkować działanie mnożnika eksportowego, który będzie produkował nadwyżkę popytu. Ta nadwyżka mogłaby być zrów­noważona, gdyby – ceteris paribus – wzrost podaży dóbr konsumpcyjnych był większy od przyrostu pierwotnych dochodów wypłacanych w związku z przyrostem produkcji eksportowej. Jednakże przy pełnym zatrudnieniu, jakie zakłada gospodarka planowa, osiągnięcie tego celu w czasie krótszym od okresu mnożnikowego może okazać się niemożliwe[91]. W dodatku, gdyby ten ostatni okazał się krótszy od okresu trwania kredytu, odpadałaby możli­wość wyhamowania procesu mnożnikowego.

Dla stabilizacji monetarnej kraj u prowadzącego gospodarkę otwartą istot­ne znaczenie ma struktura rosnącego eksportu. Z monetarnego punktu widze­nia, w warunkach pełnego zatrudnienia okolicznością niekorzystną jest prze­waga dóbr konsumpcyjnych w strukturze wywozu. Zwiększanie ich eksportu nie tylko tłoczy dodatkową siłę nabywczą do kraju, ale jednocześnie przyczy­nia się do zmniejszania podaży na krajowym rynku. Szczególny przypadek stanowi tu eksport żywności. Wzrost eksportu żywności łączy się ze wzros­tem dochodów rolników. Specyfika produkcji rolnej sprawia – jak wskazują na to badania niektórych ekonomistów – że krańcowa skłonność do konsum­pcji u rolników jest wyższa przy wyższych dochodach aniżeli przy niż­szych[92]. Jeśli w konkretnych warunkach miejsca i czasu hipoteza ta okaże się prawdziwa, to zwiększenie eksportu żywności da w rezultacie większą war­tość mnożnika, niżby to miało miejsce przy wzroście eksportu dóbr nie-żywnościowych.

Zwiększanie eksportu kryje w sobie jeszcze inne niebezpieczeństwa. Jak powszechnie wiadomo, popyt na eksport zależy od warunków panujących za granicą. Występujący tam wysoki poziom aktywności gospodarczej oznacza nie tylko duży popyt na eksportowane dobra, ale także korzystne warunki ich sprzedaży. Dlatego w interesie każdego kraju, który dąży do ekspansji swe­go eksportu, leży dobra koniunktura gospodarcza za granicą[93]. Każdy kraj o gospodarce otwartej, obojętnie czy gospodaruje za pomocą planowania czy też nie, dąży do zapewnienia sobie w każdym momencie odpowiedniej zdolności płatniczej na rynkach międzynarodowych. Dlatego dobra koniun­ktura na tych rynkach stanowi bardzo silny bodziec dla ekspansji eksportu, tym bardziej że nigdy nie wiadomo, jak długo ona potrwa. Poza efektami mnożnikowymi może to wywołać jeszcze inne skutki. Dobra koniunktura eksportowa powoduje z reguły wzrost zarobków w przemysłach eksportują­cych. Dla zwiększenia produkcji eksportowej i utrzymania jej konkurencyj­ności stosuje się bowiem różnego rodzaju premie i nagrody windujące płace w górę. Płace te mogą pozostać na tym poziomie, gdy hossa eksportowa minie. Przy pełnym zatrudnieniu wzrost zarobków w przemysłach eksportu­jących może się dosyć łatwo przenosić na całą gospodarkę narodową drogą naśladownictwa płacowego. Tak więc ekspansja eksportowa może doprowa­dzić do ogólnego wzrostu poziomu płac, który wobec znanego faktu ich nieelastyczności w kierunku w dół, nie będzie mógł być skompensowany, gdy koniunktura eksportowa zacznie opadać[94].

Ponadto, wzrost wpływów z eksportu może stanowić silną zachętę dla rządu do zwiększania swoich wydatków. Mogą to być wydatki na podniesie­nie płac urzędników lub zatrudnienie dodatkowej ich ilości; zwiększenie wydatków na spożycie zbiorowe czy podniesienie cen skupu artykułów rolnych itp.[95] Ale wiele wskazuje na to, że każdy rząd będzie miał ogromne trudności z obniżeniem swoich wydatków, gdy dobra koniunktura na rynkach międzynarodowych minie i wpływy z eksportu zaczną spadać[96].

Produkcja rolna

Rolnictwo stanowi dział produkcji charakteryzujący się specyficznymi wa­runkami wytwarzania. Ziemia jest tu podstawowym czynnikiem produkcji w tym sensie, że nie można bez jej udziału wytwarzać płodów rolnych. W produkcji rolnej najsilniej uwydatnia się wpływ czynników naturalnych, nie dających się – jak dotąd – skutecznie kontrolować. Ścisła współpraca człowieka z naturą przy produkcji płodów rolnych sprawia, że na ogół warunki pracy w rolnictwie są gorsze aniżeli w przemyśle. Stąd też wydajność pracy w rolnictwie jest przeciętnie niższa niż w przemyśle[102]. Cykl produkcji trwa rok (przynajmniej w strefie umiarkowanej). Wreszcie, rolnictwo jest wyłącznym producentem żywności, czyli artykułu, bez którego nie może się obejść żaden człowiek, przy czym jest to dobro, które nie posiada substytutów. Wprowadzenie gospodarki planowej nie może zmienić tych specyficznych cech produkcji rolnej, ponieważ nie zależą one w decydującej mierze od instytucji stworzonych przez człowieka.

Fakt, że każde gospodarstwo domowe musi uwzględniać żywność w swo­ich wydatkach bieżących, powoduje, że ceny żywności mają istotny wpływ na kształtowanie ich dochodów realnych, a wzrost poziomu tych cen odgry­wa istotną rolę w percypowaniu inflacji przez ludność[103]. Sam zaś problem wzrostu cen żywności stanowi wyjątkowo skomplikowany przypadek, ponie­waż wykazuje wielostronne powiązania i uwarunkowania[104].

Wzrost cen żywności może mieć swoje źródło w nadwyżce popytu pieniężnego na żywność. Postęp urbanizacji i przyrost ludności zwiększają popyt na żywność. Ograniczoność podstawowego czynnika produkcji, jakim jest ziemia, oraz to, że zwiększenie jej wydajności wymaga często długotrwa­łych zabiegów[105], sprawia, że rolnictwo nie zawsze jest w stanie sprostać temu zwiększanemu zapotrzebowaniu. Stąd presja inflacyjna na rynku żywnościo­wym[106]. Do tego dochodzą pewne niesprzyjające okoliczności. Wpływ czyn­nika naturalnego może powodować z roku na rok znaczne wahania w rozmia­rach produkcji żywności. Równocześnie zaś roczny cykl produkcji rolnej czyni podaż żywności nieelastyczną w stosunkowo długim okresie. Oba te czynniki razem wzięte mogą dodatkowo zwiększać naciski inflacyjne. Lata nieurodzaju są najczęściej przyczyną wzrostu cen żywności, szczególnie gdy gospodarka nie potrafi zgromadzić większych jej zapasów. Nadejście nastę­pnie lat bardziej urodzajnych niekoniecznie musi oznaczać powrót do pier­wotnego poziomu cen, zwłaszcza w kraju, gdzie udział żywności w wydat­kach gospodarstw domowych jest stosunkowo wysoki. Mogą tu działać różne przyczyny powstrzymujące spadek cen, zmniejszenie importu lub wzrost eksportu żywności, zniesienie subsydiowania produkcji rolnej, wzrost docho­dów, postępy urbanizacji itp.[107]

Nadwyżka popytu na rynku żywności nie jest wyłączną przyczyną wzro­stu jej cen. Mogą być one pchane w górę przez wzrost kosztów. Utrzymanie odpowiedniego zatrudnienia w rolnictwie wymaga, aby płace ludzi pracują­cych w tym dziale produkcji wzrastały mniej więcej w takim samym tempie jak w całej gospodarce. Jest to tym bardziej nieodzowne w gospodarce planowej, w której likwidacja prywatnej własności zakłada zrównanie sta­tusu pracowników rolnictwa ze statusem pracowników przemysłu. Ponie­waż jednak przeciętna wydajność w rolnictwie jest niższa niż w przemyśle, dążenie do podtrzymania dochodów pracowników rolnych łatwo może na­ruszyć w tym dziale proporcje pomiędzy przyrostem płac a przyrostem wy­dajności[108].

W rolnictwie, podobnie jak w niektórych przemysłach wydobywczych, wzrost kosztów produkcji może mieć swoje źródła w ograniczoności stałych czynników produkcji[109]. W rolnictwie unikalnym czynnikiem stałym jest ziemia. W krajach, których obszar jest stosunkowo nieduży, tak że nie ma wolnych ziem, które mogłyby być dodatkowo wzięte pod uprawę, zwię­kszenie produkcji żywności idzie w parze z szybkim wzrostem kosztów. Jeśli dodatkowo kraj taki podlega szybkiej industrializacji, należy się liczyć z po­gorszeniem sytuacji w tej dziedzinie, ponieważ część ziemi zabierana jest pod zabudowę.

Specyfika produkcji rolnej sprawia, że nie zawsze daje się ona zorgani­zować na zasadach regularności i rytmiczności, jak to można uczynić w prze­myśle. W cyklu produkcji rolnej występują momenty, kiedy konieczne jest wzmożenie wysiłku i przyspieszenie tempa pracy. W rolnictwie, którego podstawą jest gospodarstwo rodzinne, ten dodatkowy wysiłek jest najpra­wdopodobniej w dużym stopniu motywowany względami pozaekonomiczny­mi. W gospodarce rolnej, zorganizowanej na zasadach bardziej przemysło­wych, jak to ma miejsce w gospodarce planowej, każdy dodatkowy wysiłek musi być dodatkowo opłacany. Rolnik pracujący we własnym gospodarstwie nie pobiera dodatkowego wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, pracę w nocy i w dni ustawowo wolne od pracy. Pracownikowi pracującemu w go­spodarstwie państwowym za dodatkową pracę trzeba płacić podwójnie. Tak więc – ceteris paribus – taka sama produkcja w drugim wypadku wypłaca większe dochody pieniężne.

Pewne znaczenie dla analizy wzrostu poziomu cen żywności mogą mieć zmiany w strukturze jej zakupów, które związane są z ogólnym wzrostem dochodów pieniężnych gospodarstw domowych. Empirycznie ustalono, że wzrost tych dochodów zmienia strukturę odżywiania się ludności w kierunku zwiększania spożycia artykułów żywnościowych wyższej jakości. W diecie zwiększa się udział pokarmów białkowych, tj. mięsa, przetworów nabiało­wych kosztem spożycia węglowodanów, takich jak chleb czy ziemniaki[110]. Pociąga to za sobą przesunięcia w podaży żywności na rzecz droższych jej rodzajów.

Wzrost cen artykułów żywnościowych kryje w sobie niebezpieczeństwo przerodzenia się w samoindukowaną inflację znaną pod nazwą spirali cen i płac[111]. Zwyżka cen żywności odgrywa poważną rolę w społecznym rea­gowaniu na inflację. W krajach o stosunkowo wysokim udziale wydatków na żywność w dochodach gospodarstw domowych jest to rola decydująca. Gdy więc percepcja wzrostu cen żywności stanie się dominującym czyn­nikiem w żądaniach płacowych świata pracy, zostaje ustanowiony mecha­nizm wzajemnego wpływania na siebie cen artykułów rolnych i przemysło­wych, który „samoczynnie karmi” inflację. W gospodarce planowej – z natury rzeczy – musi to przyjąć formę zarządzeń podwyżek cen wymuszanych na CP przez niezależne okoliczności ekonomiczne. Wzrost cen żywności pod­nosi koszty utrzymania. Z kolei wzrost kosztów utrzymania wzmaga naciski ze strony świata pracy w kierunku podwyżki płac, która powoduje wzrost kosztów wytwarzania w przemyśle, co w systemie cen administrowanych prowadzi do podniesienia ich poziomu. Jeśli w gospodarce występuje ten­dencja do utrzymania mniej lub bardziej stałych relacji pomiędzy cenami produktów rolnych a cenami wyrobów przemysłowych nabywanych przez rolników, wzrost tych ostatnich musi pociągać za sobą podnoszenie się tych pierwszych. Gdy mechanizm ten zostanie puszczony w ruch, zatrzymanie go należy w każdej gospodarce pieniężnej do najtrudniejszych zadań polity­ki ekonomicznej[112].

Rekapitulacja

We współczesnej gospodarce zagadnienie dochodów realnych zwykło się łączyć z problemem inflacji. Jest to zrozumiałe, jeśli się zważy, że inflacja, czyli wzrost poziomu cen na rynku dóbr konsumpcyjnych godzi w dochody realne gospodarstw domowych. Zmniejsza ona ilość dóbr, które mogą otrzy­mać w zamian za swoje dochody pieniężne. Dlatego dwa ostatnie rozdziały poświęcone zagadnieniu dochodów realnych w gospodarce planowej zawierają rozważania, w których główny nacisk został położony na zbadanie najważniejszych przyczyn mogących rodzić inflację w tej gospodarce.

Badania stanowiące treść tych rozdziałów uzasadniają wniosek, że w zmieniającej się rzeczywistości gospodarka planowa nie jest w stanie wyeliminować przyczyn rodzących inflację. Przyczyny te da się wyraźnie podzielić na dwie grupy. Pierwsza to struktury generujące wzrost kosztów produkcji; druga zaś obejmuje splot czynników, które tworzą nadwyżkę popytu monetarnego. W pierwszym wypadku zwykło się mówić o inflacji typu podażowego (pchanej), w drugim natomiast o inflacji typu popytowego (ciągnionej). Oznacza to, że poziom cen może wzrastać, gdy istnieje nadwy­żka popytu, ale może się zachowywać w ten sam sposób, gdy nadwyżki takiej nie ma. Należy podkreślić jednak, że podział ten ma charakter czysto logicz­ny; chodzi o to, by wskazać na możliwe przyczyny zjawiska. W rzeczywisto­ści nie da się jednak oddzielić tak wyraźnie wszystkich działających przyczyn. W rzeczywistości inflacja zależy od współdziałania splotu przyczyn kreują­cych nadwyżkę popytu oraz splotu przyczyn powodujących wzrost kosztów, w szczególności wzrost kosztów robocizny[113].

Wzrost płac nominalnych, który popycha poziom cen w górę, może zasilać nadwyżkę popytu poprzez wzrost dochodów pieniężnych. Podobnie nadwyżka popytu, która ciągnie poziom cen w górę, może stać się przyczyną wzrostu płac. Jednakże w przy­padku konkretnej inflacji jest niesłychanie trudno wskazać, która z możli­wych przyczyn zapoczątkowała obserwowane zjawisko. Zjawiska monetarne zachowują z reguły pewną ciągłość, a okres obserwacji konkretnego przypad­ku inflacji jest z konieczności arbitralnie dobrany. Stąd też nie można mieć pewności, czy obejmuje on faktyczne przyczyny badanej inflacji. Trudno w dowolnie dobranym momencie wskazać, jaka konkretna przyczyna zrodzi­ła obserwowane zjawisko[114]. Jak więc widać, żadnamonistyczna interpretacja zjawiska inflacji nie tylko nie może mieć większej wartości poznawczej, ale także jest niebezpieczna dla praktyki gospodarowania[115].

Na podstawie przeprowadzonych badań wolno wysunąć przypuszczenie, że głównym powodem, dla którego gospodarka planowa nie może wyelimi­nować skutecznie zjawisk inflacyjnych (pomijając fakt, że jest to gospodarka pieniężna z właściwymi jej zjawiskami monetarnymi), jest faktyczna niemoż­ność stworzenia systemu, za pomocą którego CP mógłby skutecznie kontro­lować czynniki karmiące inflację[116]. Działając pod presją pełnego zatrudnie­nia i kierując rozległym i skomplikowanym organizmem gospodarki społe­cznej, CP nie jest w stanie skutecznie kontrolować poziomu i ruchu płac, dochodowych efektów inwestycji i eksportu, gustów konsumentów oraz sposobów dysponowania zarabianymi przez nich pieniędzmi. Nie może sku­tecznie kontrolować wpływu postępu technicznego oraz wpływu czynników naturalnych. Nie zmienia tego fakt, że decyzje dotyczące ustalania i zmiany cen należą do wyłącznych kompetencji CP. Istotne znaczenie ma to, że w gospodarce planowej mogą powstać sytuacje, w których CP nie ma wyboru i pod naporem okoliczności musi postąpić w określony sposób. To zaś, że na przykład wymuszona przez niezależne okoliczności podwyżka cen wymaga urzędowej aprobaty, jest wyłącznie kwestią techniki.

Na zakończenie warto dodać, że wzrost poziomu cen pociąga za sobą wzrost podaży pieniądza. W gospodarce planowej oznacza to zarówno wzrost podaży pieniądza gotówkowego, jak i bankowego (bezgotówkowego). Może to nastąpić bez dodatkowej emisji pieniądza w drodze udzielania kredytów, dla których podstawą jest nadwyżka budżetowa lub rezerwy budżetowe zgromadzone w poprzednich okresach. Zdeponowana na rachunku budże­towym w banku państwa nadwyżka budżetowa jest w gospodarce plano­wej głównym czynnikiem równoważącym operacje kredytowe tego banku, w szczególności zaś operacje krótkoterminowe[117]. Jeśli bank nie dysponuje tego rodzaju rezerwą pieniądza, dodatkowa jego podaż potrzebna do pokrycia wyższego poziomu cen wymaga wypuszczenia dodatkowej jego emisji[118], tym bardziej że w gospodarce planowej nie ma możliwości zwiększenia podaży pieniądza przez przyspieszenie szybkości jego obrotu. Wynika stąd wniosek, że wyrażona przez monetarystów myśl o istnieniu zależności pomiędzy podażą pieniądza a poziomem cen zawiera ziarno prawdy nawet w odniesie­niu do gospodarki planowej. Błąd ich polegał jednak na uznawaniu tej zależności za jedyną, na podstawie której można tłumaczyć zjawisko inflacji.


[9] Por. J. Schumpeter, History of Economic Analysis, New York 1954, s. 315.

[10] Por. J. Schumpeter, op. cit.

[11] Por. K. Wicksel, op. cit., s. 60.

[12] Ibidem.

[13] Por. I. Fisher, op. cit., s. 66.

[14] por. N. Kaldor, The Radcliff Report. Review of Economics and Statistics, 1960, vol. 42, February, s. 19.

[15] Por. I. Fisher, op. cit., s. 72-85; A. Day, S. Beza, Money and Income, New York 1960, s. 276-279; G. Garvy, Structural Aspects of Money Velocity, Quarterly Journal of Economics, 1959, vol. 73, August, s. 430-431.

[16] Por. K. Wicksell, op. cit., s. 65.

[17] Schumpeter, op. cit., s. 320.

[18] Ibidem.

[19] Por. M. Kucharski, op. cit., s. 47.

[20] Ibidem, s. 53-55.

[21] Por. M. Kucharski, op. cit., s. 55.

[22] Por. B. Minc, Problemy teorii pieniądza, [w:] Teoria pieniądza w gospodarce socjalistycznej, Warszawa 1966, s. 16.

[23] Por. M. Kucharski, op. cit., s. 47, 49 i in.

[34] Por. Ekonomia polityczna socjalizmu, red. M. Pohorille, Warszawa 1968, s. 347.

[35] Por. R. J. Bali, Inflation and the Theory of Money, London 1966, s. 144.

[36] Por. F. Holzman, Soviet Inflationary Pressure 1928-1957. Causes and Cures, Quarterly Journal of Economics, 1960, vol. 74, May, s. 175.

[37] Por. W. Krencik, Zagadnienia płac w gospodarce socjalistycznej, [w:] Materiały do studio­wania ekonomii politycznej socjalizmu, Warszawa 1984, s. 1034 i in.

[38] Por. Ekonomia polityczna…, s. 706.

[39] Por. Krieditnoje i kassowoje planirowanije, red. W. B. Butyriew, Moskwa 1947, s 61; Gossudarstwiennyj Bank SSSR, red. W. F. Popów, Moskwa, 1957, s. 165; G. Grossman, Soviet Statistics ofPhysical Output oflndustrial Commodities, New York 1960, s. 62.

[40] Por. F. Holzman, op. cit., s. 174-175.

[41] Por. F. Machlup, Essays on Economic Semantics, Englewood Cliffs 1963, s. 242.

[42] Por. A. G. Zwieriew, Woprosy nacyonalnogo dochoda i finansów, Moskwa 1958, s. 212-213.

[43] Por. Ekonomia polityczna…, s. 336.

[44] Por. A. Kuhn, Market Structures and Wage-Push Inflation, Industrial Labour Review, 1959, vol. 12, January, s. 243-251.

[45] Por. V. Agry, Structural Inflation in Developing Countries, Oxford Economic Papers (N.S.), 1970, vol. 22, March, s. 74.

[46] Dotyczy to również gospodarki rynkowej, chociaż tam tendencja do wyrównanego wzrostu płac może wynikać z nieco innych przesłanek. Por. R. J. Bali, op. cit., s. 139; W. E. Salter, Wydajność pracy i postęp techniczny, Warszawa 1971, s. 201 i in.

[47]Por. A.Łukaszuk, Wzrost wydajności pracy a płace, [w:] Materiały do studiowania…, s. 1043.

[48] Por. R. J. Bali, op. cit., s. 142.

[49] Ibidem, s. 294; W pewnych okolicznościach niewystarczający może okazać się przeciętny wzrost poziomu płac w granicach przeciętnego wzrostu wydajności. Zjawisko rozprzestrzeniania się płac może spowodować, że przyrosty płac w poszczególnych gałęziach będą następowały odwrotnie w stosunku do przyrostów wydajności. W ten sposób w niektórych gałęziach przyrost płac będzie wyprzedzał przyrost wydajności, rodząc na niektórych rynkach tendencje inflacyjne. Wzrost cen na jednym rynku może pociągnąć wzrost poziomu cen w górę.

[50] Por. Surveys of Economic Theory, vol. 1, New York 1967, s. 69.

[51] Por. V. Giscard d’Estaing, Four Types oflnflation, Economic Impact, A Quarterly Review of World Economic, nr 7, s. 19.

[52] Por. V. Agry, loc. cit.

Por. Suryeys…, s. 50 i n.

Por. W. E. Salter, op. cit., s. 245 i n.

[55] Por. R. J. Bali, op. cit., s. 264.

[56] Por. A. J. Brown, The Great Inflation 1939-1951, London 1956, s. 225.

[57] Por. A. Rolow, Względne wskaźniki efektywności handlu zagranicznego, [w:] Materiały do studiowania…, s. 617.

Ibidem, s. 624.

Por. A. J. Brown, op. cit., s. 259.

Por. V. Agry, op. cit., s. 97-80.

[61] Por. M. Ostrowski, Z. Sadowski, Wzrost i równowaga ekonomiczna a handel zagraniczny, [w:] Materiały do studiowania…, s. 614.

[62] Por. M. Kalecki, S. Polaczek, Uwagi w sprawie ustalania cen surowców podstawowych, [w:] Materiały do studiowania…, s. 625.

[63] Działanie mnożnika zostanie szerzej omówione w następnym rozdziale.

[64]Por. M. Kalecki, S. Polaczek, op. cit., s. 626-627; M. Ostrowski, Z. Sadowski, op. cit., s. 615.

[65] Por. P. Wiles, Cost Inflation and the State of Economic Theory, Economic Journal, 1973, June, s. 389.

[66] Ibidem, s. 382.

[67] Por. R. J. Bal, op. cit., s. 96.

[68] Por. P. Wiles, op. cit., s. 386.

[69] Por. Z. Fedorowicz, Podstawy teorii pieniądza w gospodarce socjalistycznej, Warszawa 1975, s. 105, 121, 130.

[70] Por. G. Ackley, Administered Prices and the Inflationary Process, American Economic Review, 1959, vol. 49, May, s. 420, 430.

[71] Ibidem, s. 423.

Por. R. J. Bali, op. dr., s. 119.

Por. A. Marshall, Principles ofEconomics, London 1961, Book 5.

[74] Por. E. D. Domar, Szkice z teorii wzrostu, Warszawa 1963, s. 38, 144 i in.

[75] Por. A. A. Aftalion, The Theory of Economic Cycles Based on Capitalistic Techniąue of Production, cyt. za E. D. Domar, op. cit., s. 169.

[76] Por. F. Oules, Economic Planning and Democracy, London 1966, s. 173.

[77] Por. J. M. Keynes, Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, Warszawa 1956, s. 149-150 i n.

[78] Por. H. Hegeland, The Multiplier Theory, London 1954, s. 124-125.

[79] Ibidem, s. 123.

[80] Ibidem.

[81] Ibidem.

[82] Por. G. Ackley, The Multiplier Time Period, American Economic Review 1951, vol. 41, May, s. 351-352. Pewne podobieństwa pomiędzy mechanizmem mnożnikowym a zjawiskiem dochodowej szybkości obiegu pieniądza sprawiły, że po ukazaniu się artykułu R. F. Kahna, The Relation ofHome Investment to Unemployment (Economic Journal, 1931, vol. 41, June), w którym po raz pierwszy wyłożona została teoria mnożnika, niektórzy ekonomiści starali się wykazać, że jest to tylko inna forma przedstawienia zjawiska szybkości obiegu. Tego rodzaju podejście opierało się na pewnym nieporozumieniu, wynikającym z faktu, że niektóre wielkości ekonomiczne można przedstawić w różny sposób w zależności od celu badań, którym mają one służyć. Mnożnik i szybkość obiegu, jakkolwiek są zjawiskami monetarnymi o pewnych podobieństwach, to jednak wykazują jednocześ­nie istotne różnice, co sprawia, że nie mogą być wzajemnie utożsamiane. Czytelnik znajdzie wyczerpujące omówienie podobieństw i różnic pomiędzy mnożnikiem a dochodową szybkością obiegu pieniądza w przywołanych tu pracach H. Hegelanda i G. Ackleya.

[83] Por. M. Kalecki, S. Polaczek, Uwagi w sprawie metody ustalania cen surowców podsta­wowych, [w:] Materiały do studiowania ekonomii politycznej socjalizmu, Warszawa 1964, s. 628; E. D. Domar, op. cit., s. 175.

[84] Por. F. Oules, op. cit.

[85] Por. M. Kalecki, O podstawowych zasadach planowania wieloletniego, [w:] Materiały do studiowania…, s. 658.

Por. J. Pen, Współczesna ekonomia, Warszawa 1972, s. 138-139.

[87] Por. A. J. Brown, The Great Inflation 1939-1951, London 1956, s. 253.

[88] Warto przypomnieć, że oprócz inwestycji i eksportu efekty mnożnikowe wywołuje również przyrost wydatków rządowych. Por. J. Pen, op. cit., s. 162,

[89] Por. M. Kalecki, S. Polaczek, op. cit.

[90] Por. J. Pen, op. cit., s. 140.

[91] Por. E. Lundberg, Business Cycles and Economic Policy, London 1957, s. 177.

[92] Por. V. Agry, Structural Inflation in Developing Countries, Oxford Economic Papers (N.S.), 1970, vol. 22, March, s. 75-77.

[93] Por. J. Pen, op. cit., s. 353.

Por. V. Agry, op. cit.

Por. M. Kalecki, S. Polaczek, op. cit., s. 625.

[96] Por. V. Agry, op. cit.

[102] Por. Ekonomia polityczna…, s. 160.

[103] Por. V. Giscard d’Estaing, Four Types oflnflation, Economic Impact, A Quarterly Review of World Economics, 1971, nr 7, s. 20.

[104] Ibidem.

[105] Por. Ekonomia polityczna…, s. 282.

[106] Por. V. Agry, op. cit., s. 77-79.

[107] Por. D. Seers, A Theory oflnflation and Growth in Under-Developed Economies Based on Experience of Latin America, Oxford Economic Papers (N.S.), 1962, vol. 41, June, s. 187.

[108] Por. V. Giscard d’Estaing, op. cit.

[109] Por. A. Ackley, Administered Prices and Inflationary Process, American Economic Review, 1959, vol. 49, May, s. 420.

Por. J. K. Galbraith, The Affluent Society, Boston 1958, s. 221.

Por. J. K. Galbraith, The Theory ofPrice Control, Cambridge Mass. 1952.

Por. V. Giscard d’Estaing, op. cit., s. 21.

[113] Por. R. J. Bali, op. cit., s. 266-267.

[114]Z wyjątkiem być może takich przypadków, jak podwyżka cen ropy naftowej z 1973 r., kiedy to początek procesu inflacyjnego jest łatwo uchwytny.

[115] Por. F. Machlup, Essays on Economic Semantics, Englewood Cliffs, 1983, s. 247.

[116] Należy przy tym pamiętać, że w gospodarce planowej nie działają automatyczne mechani­zmy, które w pewnym zakresie kontrolują gospodarkę oraz dostarczają pewnych danych za darmo. Rolę tych mechanizmów muszą tu spełniać płatni urzędnicy.

[117] Por. Z. Fedorowicz, Podstawy teorii pieniądza w gospodarce socjalistycznej, Warszawa 1975, s. 136, 164-165; F. Holzman, Soviet Inflationary Pressure 1928-1958, Causes and Cures, Quarterly Journal of Economics, 1960, vol. 74, May, s. 179.

[118] Por. Z. Fedorowicz, op. cit.


Wiesław Samecki, Gospodarowanie za pomocą planowania. Analiza krytyczna, Acta Universitatis Wratislaviensis No 2262

Metody wytwarzania

Wybór metod wytwarzania. Uwagi ogólne

Omawiając w poprzednich dwóch rozdziałach zagadnienie planowania stru­ktury produkcji, staraliśmy się zbadać, w jaki sposób w gospodarce planowej rozwiązuje się jedno z podstawowych zagadnień gospodarowania streszcza­jące siew pytaniu: co produkować? Obecnie spróbujemy prześledzić zagad­nienie wyboru metod wytwarzania w gospodarce planowej, czyli zbadać, jak w gospodarce tej rozwiązywana jest kwestia: jak produkować. Zanim jednak do tego przejdziemy, poświęcimy nieco miejsca bardziej ogólnym rozważa­niom odnoszącym się do problemu wyboru metod wytwarzania, co być może uczyni jaśniejszymi dalsze wywody.

Gdy mowa o technikach produkcji, z reguły w związku z tym rozróżnia się dwa podstawowe pojęcia: pojęcie funkcji produkcji i pojęcie metody lub techniki wytwarzania. Funkcja produkcji wyraża fizyczną zależność która istnieje pomiędzy ilością gotowego produktu a ilościami czynników produ­kcji, używanymi w różnych proporcjach do wytworzenia tej ilości produktu[1]. Metoda wytwarzania oznacza konkretną kombinację czynników produkcji[2], stanowiącą podstawowy element każdej funkcji produkcji. Innymi słowy, funkcja produkcji stanowi zbiór możliwych metod wytwarzania, za pomocą których można wytworzyć tę samą ilość gotowego wyrobu. Jeśli więc funkcję produkcji można sobie wyobrazić jako krzywą, to metody wytwarzania są punktami na tej krzywej.

Funkcja produkcji jest zawsze związana z określonym wyposażeniem technicznym przedsiębiorstwa. Wybór funkcji produkcji musi następować zatem w chwili podjęcia decyzji o zakupie tego wyposażenia. Oznacza to, że wybór funkcji produkcji związany jest z decyzjami inwestycyjnymi[3]. Nato­miast wybór metod, czyli techniki wytwarzania, związany jest z określoną funkcją produkcji, nie wymaga więc inwestycji[4]. Wyjątek stanowią te rzadkieprzypadki[5], gdy dane wyposażenie techniczne dopuszcza tylko jedną technikę wytwarzania. Na ogół jednak dane wyposażenie umożliwia stosowanie wię­cej niż jednej metody wytwarzania, dlatego wybór jej oznacza z reguły wybór miejsca na funkcji produkcji[6].

Przeważnie istnieją warunki kombinowania czynników produkcji w różnych proporcjach dzięki temu, że wiele z nich może się dosyć łatwo wzajemnie zastępować[7].

Prawie każdy rodzaj wyposa­żenia technicznego dopuszcza pewien określony zakres tego rodzaju zastępo­walności. Można np. zwiększać proporcje udziału pracy w stosunku do pozostałych czynników produkcji przez zastosowanie większej ilości pracy niewykwalifikowanej, gdy praca kwalifikowana staje się przejściowo czyn­nikiem bardziej ograniczonym. Gdy różnego rodzaju surowce i materiały, czyli elementy kapitału są w danym momencie czynnikiem najbardziej ogra­niczonym, można zwiększyć udział pracy w kombinacji czynników w stosun­ku do kapitału, która może być wykorzystana przy odzyskiwaniu surowców wtórnych. Wreszcie dopuszczalna jest zastępowalność jednych materiałów i surowców przez inne, gdy wzajemne relacje stopnia ich rzadkości chwilowo ulegają zmianie, co może jednocześnie iść w parze ze zwiększeniem udziału robocizny, gdy substytuty są jakościowo gorsze i wymagają dodatkowej obróbki[8].

Jak więc widać, dzięki możliwości pewnego wzajemnego zastępo­wania się wielu czynników produkcji prawie każdy rodzaj wyposażenia technicznego zapewnia mniejszy lub większy zakres wyboru alternatywnych metod wytwarzania.

Aby móc swobodniej i w sposób bardziej zrozumiały prześledzić zagad­nienie wyboru metod wytwarzania w gospodarce planowej, dobrze będzie przedtem przypomnieć, jak problem ten przedstawia się w gospodarce zde­centralizowanej . W gospodarce tej wybór metod wytwarzania jest dokonywa­ny w miejscu najbardziej odpowiednim, tzn. w przedsiębiorstwie. Zarząd przedsiębiorstwa musi odpowiedzieć na pytanie: za pomocą jakich metod ma być wykonana zadana produkcja wyrobów gotowych. W celu uzyskania odpowiedzi na to pytanie, trzeba przede wszystkim znać funkcję produkcji właściwą dla wyposażenia, którym dysponuje przedsiębiorstwo. Innymi sło­wy, trzeba znać wszystkie techniki wytwarzania możliwe do zastosowania ze względu na kapitał trwały, zainstalowany w przedsiębiorstwie.

Następnie spośród tych wszystkich technik trzeba wybrać tę, która w danym momencie jest ekonomicznie uzasadniona, czyli optymalna. Wybór techniki wytwarza­nia składa się więc niejako z dwóch członów: z przeglądu technicznych metod wytwarzania oraz z wyboru pośród możliwych alternatyw tej, która spełnia warunki optymalności. Wybór metod wytwarzania wymaga zatem zarówno wiedzy technicznej, jak i ekonomicznej. Inżynierowie muszą określić zbiór możliwych do zastosowania technik wytwarzania, a ekonomiści zweryfiko­wać pod względem ekonomicznym i wskazać, która z nich jest optymalna dla danych warunków miejsca i czasu[9].

W celu ekonomicznej weryfikacji metod wytwarzania trzeba znać rzeczywiste relacje względnej rzadkości poszcze­gólnych czynników produkcji. Ekonomicznie uzasadniona bowiem jest ta metoda wytwarzania, która zakłada najmniejszy udział w kombinacji czyn­nika w danym momencie najbardziej ograniczonego. W gospodarce zdecen­tralizowanej miarami rzadkości są ceny rynkowe czynników produkcji.

Można mieć wiele zastrzeżeń do różnych aspektów funkcjonowania mechanizmu rynkowego w gospodarce zdecentralizowanej, jednak – jak dotąd – nie wynaleziono urządzenia, które by dostarczało lepszych informa­cji o bieżących rzeczywistych warunkach gospodarowania[10]. Rynek bowiem umożliwia konfrontację wszystkich możliwych ofert z wszystkimi możliwy­mi cenami. Każdy uzyskuje tu możliwość złożenia swojej oferty wymiany na wybranych przez siebie warunkach (cenach) i każdy może ograniczyć się do wybrania tej z nich, którą uważa za najbardziej korzystną dla siebie [Por. F. Knight, Economic Objectives in Changing World, [w:] Economic and Public Policy, Washington 1957, s. 72].

W ten sposób rynek ogarnia wszystkie składniki gospodarki od najbardziej podsta­wowych do najbardziej peryferyjnych, rejestrując na bieżąco wyniki procesu wymiany, czyli ceny wszystkich bez wyjątku dóbr znajdujących się w obrocie gospodarczym. Na rynkach dóbr konsumpcyjnych sprzedawcy przejmują inicjatywę oferowania transakcji, konsumenci działają natomiast jako sędzio­wie, wybierając transakcje, które uważają za bardziej korzystne; odrzucają zaś te, które uważają za mniej korzystne dla siebie. Na rynkach czynników produkcji role są na ogół odwrócone. Tutaj nabywcy współzawodniczą mię­dzy sobą, przejmując inicjatywę składania ofert na wybranych przez siebie warunkach, podczas gdy jednostki czy firmy dysponujące czynnikami produ­kcji oceniają i wybierają oferty[11]. Nie znaczy to oczywiście, że w pewnym momencie procesu rynkowego posiadacze czynników produkcji nie mogą przejąć inicjatywy w określeniu wyników wymiany. Producenci poszukujący czynników produkcji są jednocześnie nabywcami i sprzedawcami; toteż określając warunki oferowanych transakcji czynnikami produkcji, kierują się swoimi wyspecjalizowanymi przewidywaniami co do cen gotowych wyro­bów, które pragną wytworzyć za pomocą tych czynników. Te oferty są niejako wyrazem ocen, jakie poszczególni producenci przypisują poszczególnym zróżnicowanym czynnikom produkcji co do ich wartości przyczyniania się do produkcji rozmaitych wyrobów gotowych[12].

Ponieważ wszyscy producenci składają swoje oferty na zakup różnych czynników produkcji, dlatego łączna ich oferta określa warunki popytu na wszystkich rynkach czynników produ­kcji, jakie w danym momencie rzeczywiście istnieją. Równocześnie zaś posiadacze czynników produkcji ważą i oceniają oferty potencjalnych nabyw­ców tych czynników, wybierając te, które najbardziej odpowiadają ich inte­resom, lub wysuwają kontroferty, które mogłyby doprowadzić do ewentual­nego sfinalizowania transakcji. Gdy chodzi o interesy sprzedawców czynni­ków produkcji, to sprowadzają się one do uzyskania takich warunków wymiany, które zapewniałyby pokrycie kosztów dostarczenia ich na rynek. W przeciwnym bowiem razie dostarczenie ich na rynek przestałoby się opła­cać. Tak więc warunki, na jakich poszczególni posiadacze czynników produ­kcji mogą się zgodzić dostarczać je na rynek, określają rzeczywiste warun­ki podaży wszystkich tych czynników, jakie w danym momencie istnieją. W rezultacie wzajemnych konkurencyjnych zabiegów pomiędzy nabywcami o zdobycie pożądanych czynników produkcji od ich sprzedawców oraz wza­jemnych konkurencyjnych zabiegów sprzedawców o zdobycie pieniędzy ich nabywców, a także w rezultacie przetargów pomiędzy nabywcami i sprze­dawcami formuje się cena rynkowa poszczególnych wyspecjalizowanych rodzajów czynników produkcji. Ceny te, stanowiące wypadkową rozlicznych przetargów, odzwierciedlają rzeczywiste, istniejące w danym momencie, warunki podaży i popytu na wszystkie bez wyjątku czynniki produkcji lub inaczej, określają rzeczywiste warunki gospodarowania tymi czynnikami.

Cena rynkowa może spełniać tę funkcję informacyjną, ponieważ jest wyni­kiem przetargów wielu różnych sprzedawców z wieloma różnymi nabywca­mi, którzy ze sobą handlują. Warunki podaży i popytu, których odbiciem jest cena rynkowa, ulegają ustawicznym zmianom. Zmieniają się potrzeby i technika: osiągalność poszczególnych zasobów naturalnych, różnych rodzajów robocizny oraz różnych form kapitału znajduje się w trakcie ciągłych przemian. Przemiany te, które odbijają całe bogactwo i nieskończoną różno­rodność życia gospodarczego, skupiają się w cenie rynkowej jak w soczewce. Można zatem powiedzieć, że cena rynkowa jest nie tylko odbiciem warunków gospodarowania, ale także rejestruje na bieżąco zmiany, którym one podle­gają z upływem czasu. Jeśli w danym momencie cena rynkowa jakiegośczynnika produkcji jest wysoka, to znaczy, że jest on w danym momencie względnie rzadki. Powiedzieć, że coś jest rzadkie, oznacza, że jest bardzo poszukiwane. Jeśli coś jest poszukiwane, znaczy, że dwie rzeczy są prawdzi­we w związku z nim: że to coś jest bardzo potrzebne i że istnieją ogromne trudności do pokonania na drodze do zdobycia go[13].

Jeśli dany czynnik produkcji jest rzadki, znaczy, że jest bardzo potrzebny producentom wyrobów gotowych i że posiadacze tego czynnika musieli ponieść wysokie koszty w związku z dostarczeniem go na rynek. Niska cena oznacza sytuację odwrot­ną. W pierwszym wypadku mamy do czynienia z czynnikiem, który czasowo jest względnie rzadki; w drugim z czynnikiem, który czasowo jest względnie obfity. Ceny rynkowe czynników produkcji są w gospodarce zdecentrali­zowanej miarami ich rzadkości, które określają warunki, na jakich dane są alternatywy ich wyboru[14].

Informują one zdecentralizowanych producentów, jak ważne w danym momencie jest produkowanie więcej określonych dóbr oraz jak ważna jest oszczędność w używaniu różnych czynników produkcji[15].

Jak dotąd, nikomu nie udało się wynaleźć lepszej miary rzadkości od cen ryn­kowych. Jest to przy tym wskaźnik najbardziej wiarygodny, ponieważ okre­ślany jest „anonimowo”, nie wymaga niepotrzebnego czekania (jak wskaźniki, które wymagają liczenia na podstawie danych statystycznych), jest uzyski­wany za darmo oraz informuje na bieżąco i jednocześnie wszystkich uczest­ników procesu produkcji. Z tego, co powiedzieliśmy, wynika, że jeśli funkcja produkcji jest określona, wybór metod wytwarzania będzie w gospodarce zdecentralizowanej zależał od relacji cen rynkowych czynników produkcji. Ceny te będą wskazywały, które czynniki są względnie rzadkie, a które są względnie obfite i jak należy je kombinować, by używać czynników rzadkich w możliwie najbardziej oszczędnych proporcjach. Technika, która będzie spełniała ten postulat, będzie techniką optymalną dla danych warunków gospodarowania czynnikami produkcji, czyli pozwoli wykonać zadaną pro­dukcję możliwie najniższym kosztem. Zmiany cen będą jednocześnie infor­mowały producentów, jak w ramach technicznych możliwości modyfikować na bieżąco metody wytwarzania, aby utrzymać się na poziomie możliwie najniższego kosztu. Przedsiębiorstwa, które ze względu na nieudolne zarzą­dzanie nie będą w stanie przez dłuższy czas utrzymać się w granicach tego kosztu, muszą ulec likwidacji. Zwolnione w ten sposób czynniki produkcji popłyną do innych przedsiębiorstw, które będą w stanie zapłacić ich cenę rynkową, a więc zrobić z nich lepszy użytek[16].

Wybór metod wytwarzania w gospodarce planowej

W gospodarce planowej metody wytwarzania nie mogą być uzależnione od relacji cen rynkowych czynników produkcji, ponieważ brak tu mechanizmu rynkowego oraz związanej z nim decentralizacji decyzji ekonomicznych. Nie oznacza to, by nie można było tutaj dążyć do rozwiązywania tego problemu na drodze poszukiwania optymalnych technik wytwarzania. Wolno jednak wątpić, czy mogłoby to mieć jakiekolwiek praktyczne znaczenie. Wątpliwość tę nietrudno uzasadnić. Wyboru optymalnych technik wytwarzania dla każ­dego przedsiębiorstwa z osobna musiałby dokonać CP. Jest to oczywiste, jeśli się zważy, że przy braku cen rynkowych jedynie CP, który sprawuje kontrolę nad całością zasobów, może się orientować w relacjach rzadkości poszcze­gólnych czynników produkcji. Aby dokonać wyboru optymalnych metod wytwarzania, CP musiałby przede wszystkim znać wszelkie możliwe techniki wytwarzania wszystkich wyrobów gotowych, znajdujących się w planie pro­dukcji. Następnie musiałby ustalić zużycie różnych wyspecjalizowanych czynników produkcji przy zastosowaniu każdego możliwego zestawu me­tod wytwarzania i porównać z dostępnymi im zasobami z uwzględnieniem handlu zagranicznego.

Musiałby próbować tak długo, dopóki nie znalazł­by takiej kombinacji metod wytwarzania, które zapewniałaby najmniejsze ze wszystkich możliwych zapotrzebowanie na czynniki produkcji do wyko­nania planu wyrobów gotowych. Albo inaczej, dopóki nie znalazłby zestawu technik wytwarzania dających maksymalną produkcję z danych zasobów[17]. Wszystko to musiałoby być wykonane z odpowiednim wyprzedzeniem tak, by przedsiębiorstwa mogły przed rozpoczęciem okresu planowego otrzymać przydziały czynników produkcji, stosownie do wybranych dla nich optymal­nych technik wytwarzania.

Trudno jednak przypuszczać, aby to wszystko było praktycznie wykonal­ne, nawet przy użyciu elektronicznej techniki obliczeniowej. Wymagałoby to bowiem dokonania milionów obliczeń i kalkulacji na podstawie milionów tabel statystycznych, opartych na jeszcze większej ilości szczegółowych danych i odrębnych obliczeń. Do wykonania tej pracy niezbędna byłaby kosztowna organizacja złożona z wysoko kwalifikowanych specjalistów. Nie wolno przy tym zapominać, że tam, gdzie przy gromadzeniu i przetwarzaniu danych zaangażowani są ludzie, nie można wykluczyć złej woli oraz ewen­tualnych zniekształceń w kanałach komunikacyjnych. Gdyby jednak mimo wszystko zestaw optymalnych technik został określony w sposób prawidło­wy, to w końcu musiałby się okazać nieaktualny. Czas potrzebny do wykona­nia tej pracy musiałby się okazać za długi, ponieważ zmiany, jakie by się w nim dokonały, zdezaktualizowałyby dane, na których opierały się kalkula­cje. Całą robotę trzeba byłoby rozpocząć od nowa z takim samym skutkiem. Tak więc, w gospodarce planowej zadanie wyboru optymalnych metod wy­twarzania jest praktycznie niewykonalne[18].

W gospodarce centralnie sterowanej jedynym realnym sposobem okre­ślania metod wytwarzania są normy oraz bilanse czynników produkcji. Na­rzędziem kontroli metod wytwarzania w rękach CP są wszelkiego rodzaju normy zużycia czynników produkcji. A więc: normy pracy, normy zużycia środków produkcji, normy obsługi urządzeń technicznych, normy powierz­chni i czasu itp. Wszystkie one określają zużycie wyspecjalizowanych czyn­ników produkcji na jednostkę wyrobu gotowego. Praktycznie normy te mogą być formowane na podstawie danych statystycznych, przez analogię lub na podstawie szacunków i opinii zespołów ekspertów[19].

Tylko w ten sposób można zapewnić ich jednolitość; jest to warunek, który musi być spełniony, jeśli normy mają pełnić skutecznie funkcję narzędzia kontroli. Jak więc widać, gospodarka planowa nie może się obejść bez norm, które są niezbędne nie tylko przy planowaniu struktury produkcji środków wytwarzania, ale także przy planowaniu metod produkcji.

Z punktu widzenia ogólnie przyjętych ekonomicznych standardów jed­nolite normy zużycia czynników produkcji, jako podstawa określenia zestawu metod wytwarzania dla całej produkcji społecznej, nie mogą prowadzić do zadowalających rozwiązań. Przede wszystkim nie mogą być one dostatecznie precyzyjne, tzn. nie mogą dokładnie odzwierciedlać zróżnicowanych warun­ków produkcji panujących w poszczególnych przedsiębiorstwach. Ogromna praco- i czasochłonność formowania systemu norm sprawia, że bieżąca ich aktualizacja stosownie do zmian zachodzących w warunkach produkcji staje się niemożliwa. Ale najbardziej istotnym mankamentem jest to, że określa­nie technik wytwarzania na podstawie jednolitych norm wyklucza w zasa­dzie możliwość wypróbowania alternatywnych technik wytwarzania. Aby się o tym przekonać, trzeba pobieżnie chociażby prześledzić możliwą do zasto­sowania w gospodarce planowej procedurę określania metod wytwarzania.

Opracowanie norm zużycia czynników produkcji nie wyczerpuje proce­dury określania metod wytwarzania w gospodarce planowej, jakkolwiek stanowi jego podstawową fazę. Następnym etapem jest zbilansowanie na podstawie norm zapotrzebowania na czynniki produkcji, wynikającego z pla­nu produkcji. Innego sposobu nie ma w sytuacji, gdy CP dysponuje całością czynników produkcji, a rozdział ich musi być dokonany w wymiarze fizycz­nym. Jeśli przy danym planie produkcji i danym systemie norm zapotrzebo­wanie na czynniki produkcji da się zbilansować, plan staje się wykonalny. Nie ma wówczas potrzeby poszukiwania zestawu innych metod wytwarzania.

Tego rodzaju zbilansowanie zapotrzebowania na czynniki produkcji nie musi oznaczać, że metody produkcji wynikające z norm są ekonomicznie uzasa­dnione, czyli optymalne. Gdyby to nastąpiło, byłoby to raczej dziełem przy­padku, a nie świadomego wyboru. Problem powstaje dopiero wówczas, gdy zamierzonego planu produkcji nie można zbilansować na podstawie istnieją­cych norm. Może się zawsze zdarzyć, że nie da się zbilansować jakichś wyspecjalizowanych czynników produkcji przy danej technice wytwarzania, czyli przy kombinacji czynników produkcji wynikającej z obowiązujących norm. W języku planistów nazywa się to zazwyczaj wąskim gardłem. Poja­wienie się wąskich gardeł ujawnia czynniki względnie rzadkie i względnie obfite z punktu widzenia ograniczeń bilansowych. Jest to w gospodarce planowej jedyna okazja, która skłania do wypróbowania alternatywnych technik, a ściśle mówiąc do poszukiwania technik spełniających warunki bilansowe[20].

Określeniem nowych technik musiałyby się zająć zespoły techników. Na podstawie swojej wiedzy inżynierskiej musieliby oni ustalić, czy istnieje możliwość opracowania takich norm, by oparte na nich metody wytwarzania spełniały warunki bilansowe dla danego planu produkcji. Jeśliby takie tech­niki dało się określić, niekoniecznie musiałoby to oznaczać, że są one opty­malne w sensie ekonomicznym. Technicy nie mogliby dysponować obiektyw­nymi miarami rzadkości, którym można by podporządkować wybór. Gospo­darka planowa nie jest w stanie takich miar dostarczyć. Jeśli nawet nowe metody wytwarzania spełniałyby warunki bilansowe, to odnosiłoby się to do czynników, które są czasowo rzadkie, ale tylko z punktu widzenia warunków bilansowych. Gdy jakiś czynnik jest rzadki z punktu widzenia wymogów bilansowania, nie musi to wcale znaczyć, że jest on rzeczywiście rzadki. Gdyby bowiem można było wypróbować wszystkie możliwe techniki wytwa­rzania, mogłoby się okazać, że dany czynnik nie jest w danym momencie najbardziej rzadki. Tak więc, system norm, który spełnia warunki bilansowe, nie musi gwarantować optymalności technik wytwarzania w sensie ekono­micznym[21].

Jeśli natomiast inżynierom nie uda się wynaleźć nowych możli­wości zbilansowania czasowo rzadkich czynników produkcji, CP będzie zmuszony ograniczyć rozmiary produkcji do poziomu, który umożliwia zbi­lansowanie czynników produkcji na podstawie starych norm. Przy braku obiektywnych miar rzadkości nie ma sposobu sprawdzenia, czy aż takie bądź czy w ogóle ograniczenie produkcji jest konieczne.

Dążenie do likwidacji wąskich gardeł w gospodarce planowej przypomi­na w pewnym sensie poszukiwanie optymalnych technik wytwarzania na podstawie relacji cen rynkowych czynników produkcji w gospodarce zdecen­tralizowanej, jakkolwiek nie jest to zupełnie to samo. Analogia ogranicza się do tego, że w obu przypadkach dąży się do zastępowania czynników względ­nie rzadkich czynnikami względnie obfitymi. Różnica polega jednak na tym, że w gospodarce planowej względna rzadkość jest określana z punktu widze­nia wymogów bilansowych, co przy danych normach nie musi odpowiadać rzeczywistości; w gospodarce zdecentralizowanej ceny czynników produkcji są rzeczywistymi miarami rzadkości, ponieważ są wypadkową rzeczywistych warunków podaży i popytu (niezależnie od przesłanek, jakie leżą u podstaw tych warunków). Ceny czynników produkcji jako zmienne czasowe umożli­wiają bieżące śledzenie zmian zachodzących w relacjach rzadkości, podczas gdy bilanse odzwierciedlają bilansowe relacje rzadkości, które istnieją tylko w danym momencie. Ludzie sporządzający bilanse mogą przeoczyć pewne drobne czy marginesowe szczegóły, podczas gdy ceny rynkowe oddają rze­czywiste możliwości zaopatrzenia gospodarki we wszystkie bez wyjątku czynniki produkcji[22].

 

[1] Por. J. Schumpeter, History of Economic Analysis, New York 1954, s. 260.

[2] Tradycyjnie rozróżnia się trzy czynniki produkcji: praca, ziemia (przyroda) i kapitał (środki produkcji). Są to – jak zwykle w ekonomii – kategorie abstrakcyjne, z których każda reprezentuje ogromne bogactwo konkretnych form. Pierwsze dwa są czynnikami pierwotnymi, z tą tylko różnicą, że ziemia jest czynnikiem niepomnażalnym.

[3] Por. G. L. S. Shackle, Expectation, Enterprise and Profit, London 1970, s. 62.

[4] Ibidem.

[5] Por. P. A. Samuelson, Economics, New York 1955, s. 485.

[6] Ibidem,*. 485-487.

[7] Por. W. E. G. Salter, Wydajność a postąp techniczny, Warszawa 1971, s. 42, 57, 236-237 i n.

[8] Ibidem, s. 236-237.

[9] Por. G. L. S. Shackle, op. cit., s. 52, 59.

[10] Por. J. K. Galbraith, Affluent Society, Boston 1958, s. 224. Tezę tę potwierdza słynna wy­powiedź J. Stalina, że bawełna w ZSRR musi kosztować więcej od pszenicy, ponieważ taka jest relacja na rynkach światowych. Por. Ekonomiczne problemy socjalizmu w ZSRR, Warszawa 1952, s. 24.

[11] Por. L. Abbot, Quality and Competition. An Essay in Economic Theory, New York 1955, s. 105.

Por. L. Robbins, Wielkie przesilenie gospodarcze, Kraków 1937, s. 128.

Por. G. L. S. Shackle, op. cit., s. 24.

Por. P. H. Wicksteed, The Common Sense ofPolitical Economy, London 1933, s. 28.

Por. A. Lerner, Economic ofEmployment, New York 1951, s. 297.

Por. B. P. Beckwith, The Economic Theory ofa Socialist Economy, Stanford 1952, s. 187-188.

Por. Zarys teorii gospodarki socjalistycznej, red. A. Wakar, Warszawa 1965, s. 87.

[18] Por. Zarys teorii…, s. 97 i 102; K. Porwit, Zagadnienia rachunku ekonomicznego w planie centralnym, Warszawa 1964, s. 145.

[19] Por. rozdział dziesiąty niniejszej pracy. Wszystko, co tam powiedziano, dotyczy każdego rodzaju zunifikowanych norm.

[20] Por. Zarys teorii…, s. 99.

[21] Por. K. Secomski, Podstawy planowania perspektywicznego, Warszawa 1967, s. 118.

[22] Por. Zarys teorii.


Wiesław Samecki, Gospodarowanie za pomocą planowania. Analiza krytyczna, Acta Universitatis Wratislaviensis No 2262

Wernisaż: Fantazje podróżne. Liban – 4.06, Warszawa

Marta Bogdańska i Stanisław Strasburger oraz Sklep z Kanapkami zapraszają na wernisaż wystawy fotograficzno-literackiej Fantazje podróżne. Liban.

”Fantazje podróżne. Liban” to wystawa wielkoformatowych kolaży ukazująca Liban w oczach Marty Bogdańskiej, fotografki i animatorki kultury oraz Stanisława Strasburgera (Jana Subarta), pisarza, publicysty i także animatora kultury.

Tło wystawy: Pismo i obraz to media, które pozwalają artystom mierzyć się z otaczającym ich światem. Prezentowane kolaże stawiają sobie za cel równoprawne połączenie obu środków wyrazu. Inspiracji dostarczyły wzory obecne w wielu kulturach na przykład orientalne miniatury czy współczesne komiksy. Konceptualne kolaże jednego z najważniejszych artystów libańskich Walida Raada i projekcje miejskie Jenny Holzer to współczesne punkty odniesienia. ”Fantazje podróżne. Liban” są wynikiem prowadzonych od wielu lat studiów artystycznych w Libanie i na Bliskim Wschodzie. Dla ich autorów podróż jest formą życia i działania artystycznego. Poprzez swoje prace twórcy zapraszają do dyskusji. Na ile możliwe jest poznanie obcej kultury? Czy można, mając nawet najlepsze chęci, zrozumieć Innego? Bogdańska i Strasburger pytają też o to, co tak naprawdę postrzegamy. Czy to, co jawi nam się przed oczyma, oddziałuje na nas bezpośrednio czy tylko poprzez teksty, które niejako nosimy w sobie i projektujemy na rzeczywistość? A może to właśnie teksty są naszą pierwotną rzeczywistością? Kreując kadry i determinując pojęcia, narzucają to, co postrzegamy?

Informacje: Prezentowane kolaże zawierają fotografie zrealizowane w latach 2008-2010 w Libanie. Fragmenty tekstów pochodzą z powieści ”Handlarz wspomnień” (Jeden Świat, 2009) i cyklu publikacji ”Impresje Bliskowschodnie”, grafika: Albina Horbaczewska we współpracy z autorami, tłumaczenia na angielski: Małgosia Skawiński.

”Fantazje podróżne. Liban” były pokazywane w Bejrucie w 2010 i w libańskim Tripoli w 2011 roku. Projekt został entuzjastycznie przyjęty przez tamtejszą publiczność i media.

Terminy: Wernisaż w poniedziałek, 04. czerwca 2012 godz. 19:00 w Sklepie z Kanapkami przy ul. Krakowskie Przedmieście 11 w Warszawie.
Wystawa czynna w okresie 04.-30. czerwca 2012 w godzinach 8:00-23:00.

Kontakt (UWAGA: artyści przebywają w Polsce tylko do 15. czerwca): Marta Bogdańska, Stanisław Strasburger.

Powstanie prac wspierał Instytut Adama Mickiewicza (www.iam.pl; www.culture.pl).

Wernisaż organizowany jest we współpracy z Ambasadą Libanu w Warszawie. Regionalne przystawki ufundowała Restauracja Libańska Fenicja, a napoje – Sklep z Kanapkami.

Stanisław Strasburger

środa, 30/05/2012

Plan produkcji konsumpcyjnej

Jeśli przyjąć, że ostateczne opracowanie planu ekonomicznego całej gospodarki, którego integralną częścią jest ilościowo-asortymentowy plan produkcji konsumpcyjnej, wymaga pół roku, okaże się, że zasięg planowania dla produkcji konsumpcyjnej wyniesie półtora roku. Konieczne stanie się wobec tego oparcie tego planowania na założeniu, że konsumenci za półtora roku będą chcieli kupować te same ilości tych samych dóbr tej samej jakości, które kupowali w momencie podejmowania decyzji produkcyjnych. Innymi słowy, wymaga to sztucznego zamrożenia popytu konsumpcyjnego na cele planowania. Jest to jednak bardzo ryzykowny zabieg. W dzisiejszych czasach popyt konsumpcyjny należy do najbardziej dynamicznych zmiennych ekono­micznych. Dlatego okres półtora roku stanowi zbyt dużą lukę czasową, by można było uniknąć rozbieżności pomiędzy rzeczywistością i planem[1].

Decyzje oparte na danych ex post oraz mniej lub bardziej uzasadnionych przesłankach dotyczących nowego produktu stanowią podstawę opracowania szczegółowego ilościowo-asortymentowego planu produkcji poszczególnych przedsiębiorstw sektora konsumpcyjnego. W praktyce oznacza to, że wiele pozycji nowego planu będzie przepisanych z planu poprzedniego okresu, czyli nowy plan będzie w pewnej mierze przypominał plan poprzedni z uwzględnie­niem zmian wynikających z wprowadzenia nowych produktów oraz zauważo­nych przesunięć w popycie konsumpcyjnym, które wystąpiły przed podjęciem decyzji. Plan ten musi być sporządzony z wyprzedzeniem co najmniej jednego roku. Jest on bowiem ściśle powiązany z planem produkcji rolnej, która zamyka się w cyklu rocznym, oraz z budżetem państwa za pośrednictwem wskaźnika akumulacji. W zasadzie plan ten nie może być zmieniany w ciągu roku pod wpływem rozwoju sytuacji rynkowej. Byłoby to, po pierwsze, zaprzeczeniem samej idei planowania ekonomicznego.

Planowanie z samej swej istoty jest narzędziem organizowania przyszłej działalności ekonomicznej; nie miałoby sensu sporządzanie planu, a następnie nietrzymanie się go. W takim wypadku należałoby raczej obchodzić się bez planowania, które w dodatku wymaga kosztów związanych z utrzymaniem planistów. Po drugie, ilościowo-asortymentowy plan produkcji stanowi w pewnym sensie fundament całego planowania gospodarczego. Dlatego każdorazowa jego zmiana wymagałaby zmiany wszy­stkich pozostałych części planu, które są jego funkcją. Byłaby to jednak tak ogromna praca, że wątpić należy, czy każdorazowo mogłaby być wykonana na czas. Natomiast ograniczenie się tylko do zmian w planie produkcji musiałoby prędzej czy później prowadzić do nie dającego się opanować chaosu gospodar­czego, zwłaszcza że w gospodarce planowej nie działają samoregulujące mecha­nizmy ekonomiczne.

Dotąd w naszych rozważaniach nad planowaniem produkcji sektora konsumpcyjnego nie uwzględnialiśmy handlu zagranicznego. Obecnie na­leżałoby to uzupełnić, wychodząc z założenia, że w warunkach współczes­nego świata żaden kraj nie może sobie pozwolić na prowadzenie gospodar­ki zamkniętej. Konieczność uwzględnienia handlu zagranicznego dodatko­wo komplikuje planowanie. Wymaga to bowiem zdecydowania, jakie rodzaje dóbr i w jakich ilościach będzie się produkować za pośrednictwem handlu zagranicznego. Odmienność warunków produkcji w poszczególnych kra­jach sprawia, że niektóre dobra bardziej opłaca się importować aniżeli pro­dukować w kraju. Ale ustalenie, co i ile bardziej opłaca się produkować za pomocą handlu zagranicznego, stanowi w gospodarce planowej szcze­gólnie skomplikowany problem. Aby to określić z zadowalającą dokład­nością, trzeba dysponować co najmniej dwoma podstawowymi wskaźni­kami wyboru: cenami rynkowymi i kursem walutowym. Gospodarka planowa tych wskaźników nie „produkuje”. Centralizacja gospodarowania wyklucza mechanizmy rynkowe, a zatem uniemożliwia istnienie cen rynkowych, które informują na bieżąco o rzeczywistych alternatywnych kosztach uzyskania poszczególnych dóbr konsumpcyjnych. Realny kurs waluty krajowej infor­muje z kolei o rzeczywistych warunkach handlu z zagranicą, co w połączeniu z krajowymi cenami rynkowymi daje pojęcie o opłacalności produkcji za pośrednictwem handlu zagranicznego[2]. Ale realność kursu waluty krajowej jest nieosiągalna bez jej wymienialności, to zaś wymaga decentralizacji gospodarowania. Tak więc w gospodarce planowej decyzje o imporcie dóbr konsumpcyjnych będą musiały być – z natury rzeczy – oparte na mniej lub bardziej arbitralnych przesłankach, co zwiększa możliwość popełnienia błę­du przy ich podejmowaniu.

Planowanie struktury produkcji sektora konsumpcyjnego na podstawie danych ex post musi rodzić w gospodarce planowej tendencję do chronicz­nego odbiegania struktury podaży od struktury popytu na rynkach kon­sumpcyjnych. Rzeczywista struktura popytu może zmieniać się z dowolną częstotliwością, podczas gdy struktura podaży może być zmieniana w odpo­wiednich odstępach czasu, określonych okresami planistycznymi. Zauwa­żone na szczeblu CP zmiany rynkowe mogą być uwzględnione dopiero w następnym planie, co jednak zawsze może okazać się bezowocne z powo­du zmian, które jednocześnie nastąpią. Wprowadzanie zaś na bieżąco odpo­wiednich zmian do planu produkcji nie tylko przeczyłoby samej zasadzie planowania, ale także byłoby niemożliwe ze względów technicznych, po­nieważ wymagałoby to przebudowy całej struktury planu, która jest zbyt rozbudowana i skomplikowana, by mogła być zmieniana w dowolnie krótkich odstępach czasu[3].

Jeśliby nawet założyć, że CP jest doskonale poinformowany w momen­cie podejmowania decyzji o strukturze produkcji sektora konsumpcyjnego, to i tak przesunięcia rynkowe następujące w trakcie wykonywania planu musia­łyby doprowadzić do rozdźwięku pomiędzy strukturą podaży i popytu. Ale założenie o doskonałej wiedzy CP jest mało realne. We współczesnej gospo­darce struktura popytu rynkowego jest tak skomplikowanym i niestałym tworem, że ogarnięcie jej w niezbędnych szczegółach z jednego centralnego ośrodka decyzyjnego jest rzeczą niemożliwą, nawet przy zastosowaniu no­woczesnej techniki informacyjno-obliczeniowej[4]. Wolno wobec tego sądzić, że decyzje CP dotyczące struktury produkcji konsumpcyjnej mogą być obar­czone błędem nawet z punktu widzenia danych ex post.

Nienadążanie zmian struktury produkcji za zmianami struktury popytu konsumpcyjnego jest źródłem marnotrawstwa ograniczonych środków pozo­stających w dyspozycji społeczeństwa. Rozbieżność ta oznacza, że w kon­kretnych momentach i przy danych cenach na jednych rynkach jest towarów za dużo, na innych zaś za mało w stosunku do popytu; na jeszcze innych natomiast towary zalegają półki, ponieważ ich forma nie odpowiada prefe­rencjom konsumentów. Inaczej mówiąc, na jednych rynkach wszystkie towa­ry zostaną sprzedane po planowanych cenach, ale nie starczy ich dla wszy­stkich konsumentów, którzy chcieliby się w nie zaopatrzyć po tych cenach; na innych natomiast towary będą zalegały. Twierdzenie, że skutki niedopaso­wania struktury podaży można łagodzić za pomocą elastycznego systemu cen byłoby nie na miejscu, gdyż do stworzenia takiego systemu potrzebna jest gospodarka zorganizowana na zasadach mechanizmu rynkowego, o którym wiemy, że nie działa w gospodarce planowej. Nie można przy tym zapominać, że nawet elastyczne ceny nie mogą zlikwidować marnotrawstwa, spowodo­wanego niewłaściwym użyciem środków. Tak czy inaczej społeczeństwo będzie w danym momencie dysponowało mniejszą ilością środków niżby to miało miejsce, gdyby zostały one ex ante użyte zgodnie ze strukturą popytu ujawnioną ex post.

Dla ścisłości należy dodać, że żadna gospodarka nie chroni przed błędami przy podejmowaniu decyzji produkcyjnych. Decyzje te z natury rzeczy wy­biegają w przód, skutkiem czego podejmowane są w warunkach niepewności. Jednakże w gospodarce planowej odchylenia struktury podaży od struktury popytu mogą mieć swoje źródło nie tylko w obiektywnym zjawisku niepew­ności, lecz także w formach instytucjonalnych, które są tworem ludzkim.

Zarysowująca się tendencja do chronicznego pozostawania w tyle stru­ktury podaży za strukturą popytu musi w gospodarce planowej stać się źródłem wielu trudności w handlu zagranicznym. Jeśli bez obawy popadania w abstrakcje przyjąć, że dzięki nowoczesnym środkom komunikacji tenden­cje i zmiany w strukturze popytu konsumpcyjnego nabierają charakteru międzynarodowego, to chroniczne nienadążanie struktury podaży za tymi przemianami oznacza, że struktura produkcji sektora konsumpcyjnego jest stale przestarzała w stosunku da tendencji światowych. Dobra konsumpcyjne produkowane w kraju nie mogą więc osiągnąć wymaganego na rynkach międzynarodowych poziomu konkurencyjności. Nie wolno przy tym zapomi­nać, że w sektorze konsumpcyjnym nie da się skutecznie oddzielić produkcji przeznaczonej na rynek wewnętrzny od produkcji eksportowej, ponieważ z reguły wyroby tego sektora są wytwarzane dla anonimowego odbiorcy, a nie na podstawie specyfikacji składanych z wyprzedzeniem, umożliwiającym odpowiednie przygotowanie produkcji.

Tendencja do chronicznego odbiegania struktury podaży od struktury popytu musi stać się również źródłem trudności w dziedzinie akumulacji liczonej w wymiarze fizycznym. Jak to staraliśmy się wykazać wcześniej[5], realizacja planu akumulacji zależy od zakupu na rynkach konsumpcyjnych oraz od terms of trade. Przestarzała struktura podaży dóbr konsumpcyjnych utrudnia zarówno utrzymanie pożądanych rozmiarów sprzedaży na rynkach krajowych po planowanych cenach, jak i osiągnięcie wymaganej efektywno­ści handlu zagranicznego, co w konsekwencji uniemożliwia utrzymanie rze­czywistej akumulacji na planowanym poziomie.

Jeśli można uznać za udowodnioną hipotezę o tendencji do utrzymywania się niezgodności pomiędzy strukturą podaży i popytu na rynkach konsump­cyjnych w gospodarce planowej, oznacza to, że społeczeństwo, które gospo­daruje za pomocą planowania, będzie przeważnie produkowało i konsumo­wało poniżej swoich możliwości.


[1] Por. J. Kornai, op. cit., s. 17; Ch. C. Helt, Forecasting Reąuirementsfrom the Business Standpoint, [w:] Tlie Quality and Economic Significance of Anticipation Data, Princeton 1960, s. 19 i in.

[2] Por. B. Balasa, Growth Strategies in Semi-Industrial Countries, Quarterly Journal of Economics, 1970, vol. 84, February, s. 41.

[3] Por. O. Lange, Rola planowania w gospodarce socjalistycznej, [w:] Pisma ekonomiczne…, s. 144; J. Pąjestka, System informacji planistycznej, Ekonomista, 1964, nr 2, s. 250-259.

[4] Por. J. Schwartz, The Pernicious Influence of Mathematics on Science, nadb., [w:] Logic, Methodology and Philosophy of Science, Proceedings of the 1960 International Congress, (b.m.) 1962, s. 356-360;

[5] W. Pugaczow, Woprosy optimalnogo planirowanija narodnego chozjajstwa s pomoszczju jedinoj gosudarstwiennoj sieti wyczislitielnych centrów, Woprosy Ekonomiki, 1964, nr 7, s. 97-101; Matiematiczeskije mietodyw ekonomikie, Woprosy Ekonomiki, 1980, nr 8, s. 100-128.

Wiesław Samecki, Gospodarowanie za pomocą planowania. Analiza krytyczna, Acta Universitatis Wratislaviensis No 2262

Statystyka – Wróg Nr 1

Z notatnika audytora:

Z wielką radością należy odnotować fakt, iż ostatnie lata cechuje stały i znaczny wzrost liczby organizacji zainteresowanych systemami zapewnienia jakości (SZJ), zwłaszcza tymi opisanymi w normach ISO serii 9000 (rys. 1).

Coraz to nowe podmioty, zwłaszcza przedsiębiorstwa produkcyjne (ich udział w przyznanych już certyfikatach to ponad 90%), decydują się na zbudowanie spójnego, wiarygodnego systemu jakości. Niepokoić może nieco jedynie motywacja dużej części z nich. System (czy jak mówią niektórzy – normę) wdraża się, bo tak po prostu ostatnio wypada – wymusza to rynek, konkurencja, szukający „wiarygodnych” firm klienci i tym podobne czynniki.

Przez taką „zewnętrzną” presję zatraca się jednak moim zdaniem podstawową zaletę SZJ – usprawnianie firmy. Wdrażając system „dla klienta” organizacje próbują zrobić to, co oczywiste, minimalnym nakładem sił i środków, aby tylko otrzymać certyfikat, który jest traktowany jako dobro najwyższe. Najlepiej, gdyby w firmie nie trzeba było nic zmieniać, bo przecież „firma dobrze funkcjonuje i potrzeba nam tylko tego >papierka< od firmy certyfikującej”. Taki sposób myślenia jest genezą wielu problemów, na które natrafiają osoby wdrażające lub pomagające wdrożyć SZJ. Jak bowiem na przykład przekonać przeładowanego pracą pracownika do napisania procedury do np. 4.14, jeżeli z założenia jest ona wg niego w firmie niepotrzebna.

Podobna, a nawet gorsza sytuacja jest w odniesieniu do tzw. metod statystycznych. Zazwyczaj samo słowo „statystyka” kojarzy się od razu niezbyt mile z wredną panią od matematyki, która w szkole podstawowej dręczyła obliczaniem pola powierzchni trójkąta i innymi równie „przydatnymi” w życiu zadaniami. Bardzo niewiele przedsiębiorstw, bez przymuszania przez auditorów lub klientów, stosuje choćby proste metody statystyczne.

Zazwyczaj nikt w firmie nie widzi takiej potrzeby. Punkt 4.20 normy ISO 9001 sugerujący stosowanie metod statystycznych, uważany jest zwykle za kolejny nieżyciowy wymóg i robi się wszystko, aby wykazać, że metody takie nie są potrzebne. Próbuje się też zadowolić auditorów poprzez inne „niskonakładowe” sposoby (np. stworzenie na potrzeby audytu odpowiednich procedur i instrukcji, które jednak nie są później wykorzystywane). A przecież metody statystyczne można tak dobrać i wdrożyć, aby nie przeszkadzały w pracy, a dodatkowo generowały wiele cennych informacji, np. o stabilności procesu, zadowoleniu klientów, głównych przyczynach braków i niezgodności. Można je z powodzeniem wbudować w system zarządzania organizacją (rys. 2).

Kiedy przestanie się bać statystyki można zauważyć jej wielkie zalety:

  • dostarczanie czytelnych i obiektywnych informacji,
  • umożliwienie monitorowania zachowania się realizowanych procesów,
  • umożliwienie projektowania procesów i wyrobów w oparciu o rzeczywiste przesłanki (wyniki badań) a nie „na wyczucie”.

Trzeba sobie też uświadomić, że statystyka to niekoniecznie od razu metody typu analiza wariancji, macierze korespondencji, wielowymiarowa analiza korelacji czy inne równie skomplikowane. Statystyka to także obliczanie wartości średniej lub procentu wyrobów niezgodnych w kontrolowanej partii produkcyjnej. Zazwyczaj jednak prosta statystyka jest niedoceniana. Przedsiębiorstwa boją się, że „proste będzie za proste” i auditor będzie kwestionował spełnienie wymogów punktu 4.20. „Lepiej” stworzyć niezrozumiałą, grubą, niezdatną do użycia procedurę z wieloma wzorami (wiele takich już widziałem) i mieć spokój z auditorem. Jeżeli auditor zna metody statystyczne tylko ze słyszenia, na pewno „da się nabrać” na taki wybieg. Skutek pierwszy – dokumentacja istnieje. Skutek drugi – audyt bez niezgodności. Skutek trzeci – mogące się okazać bardzo przydatne metody nie są stosowane. Bilans (w zależności od postawy osoby dokonującej oceny) – na plus lub na minus.

Najpoważniejsze błędy związane z metodami statystycznymi, które spotkać można w polskich przedsiębiorstwach to:

  • stosowanie metod i technik popularnych, ale nieprzydatnych w danych warunkach,
  • obarczanie odpowiedzialnością za stosowanie i rozwijanie metod statystycznych pracowników nie przygotowanych do tego merytorycznie,
  • tworzenie procedur i instrukcji jedynie w oparciu o „naukową” literaturę z pominięciem uwzględnienia specyfiki firmy i możliwości jej pracowników.

Nie sądzę oczywiście, że metody statystyczne są potrzebne każdej firmie, ale bez wątpienia każdej byłyby w stanie pomóc (jestem w stanie podjąć się udowodnienia tej tezy na przykładzie dowolnie wybranej organizacji). Poza tym bez stosowania statystyki nie jest możliwa współpraca z bardzo wieloma klientami, głównie z branży motoryzacyjnej.

Statystyka to bez wątpienia przyszłość w zapewnieniu jakości, o czym świadczy chociażby sposób ich ujęcia w nowej normie ISO 9001: 2000.

Tomasz Gerber

Zakończenie

Kolektywistyczna gospodarka planowa związana jest z upaństwowieniem własności, którego konsekwencją staje się centralizacja gospodarowania. Oznacza ona skupienie decyzji oraz dyspozycji ekonomicznej w wyłącznej kompetencji wyspecjalizowanego organu władzy państwowej zwanego Cen­tralnym Planifikatorem (CP). Gospodarstwo społeczne traktowane jest jako jednostka gospodarująca, a problemy gospodarowania rozwiązane są bezpo­średnio w skali społecznej. Centralizacja gospodarowania blokuje procesy rynkowe, które w gospodarce opartej na swobodzie prywatnej przedsiębior­czości są przyczyną samoczynnej koordynacji funkcjonowania gospodarstwa społecznego oraz instrumentem realizacji celowości gospodarowania. Ich miejsce zajmuje planowanie ekonomiczne, które staje się niezastąpionym narzędziem kierowania gospodarką społeczną. W rezultacie gospodarowanie w warunkach centralizacji nabiera charakteru apriorycznego, co oznacza, że problemy gospodarowania nie mogą być rozwiązywane na bieżąco, lecz ex ante, czyli w sposób planowy przez ustawiczne wybieganie w przyszłość.

Planowanie ekonomiczne to przede wszystkim zagadnienie sprawowania kontroli nad czynnikami podlegającymi koordynacji ex ante. Nie ulega żadnej wątpliwości, że centralizacja gospodarki wprowadza ogromne poszerzenie kontroli w porównaniu z gospodarką rynkową. Podczas gdy w gospodarce rynkowej jednostką kontrolowaną może być jedno przedsiębiorstwo lub co najwyżej ich grupa, to w gospodarce planowej jednostką bezpośrednio kon­trolowaną jest całe gospodarstwo społeczne. Tak duży zakres kontroli stwarza jednak nie dające się przewidzieć problemy natury technicznej, co sprawia, że kontrola ma w dużej mierze charakter czysto formalny.

Współczesna gospodarka jest bowiem organizmem niesłychanie rozbudowanym i skompli­kowanym, który w dodatku podlega nieustannym zmianom. Dlatego nie daje się objąć skuteczną kontrolą z jednego centralnego ośrodka. Nie można zatem wykluczyć, że jakieś jej odcinki będą umykały jego kontroli, i że będzie on stale narażony na przeoczenie istotnych zagadnień. Staje się to przyczyną niekończących się tarć i trudności, które gnębią gospodarstwo społeczne. Ale na tym nie koniec. Jakkolwiek zakres kontroli CP jest ogromny, to jednak nie obejmuje ona wszystkich elementów rzeczywistości, od których zależy wy­konanie planu. Jak wynika z badań zawartych w niniejszej pracy, wiele jej elementów pozostaje poza zasięgiem tej kontroli. Motywacje i aspiracje ludzi, inwencja twórcza, sytuacja międzynarodowa czy siły przyrody mogą służyć za przykłady. Kontrola obejmująca zbyt duży zasięg pociąga za sobą nieprzezwyciężalne trudności natury technicznej, co razem z czynnikami, które pozostają poza zasięgiem kontroli CP, sprawia, że nawet najbardziej misterny plan może się okazać wielką pomyłką. Tak więc, poszerzanie kontroli przez centralizację decyzji i dyspozycje ekonomiczne nie rozwiązuje samego pro­blemu kontroli. Na podstawie doświadczeń kolektywistycznej gospodarki planowej można nawet zaryzykować twierdzenie, że skuteczność kontroli pozostaje w stosunku odwrotnym do jej zakresu i to niezależnie od techniki jej sprawowania.

Centralizacja gospodarowania eliminuje zasadę wolnej konkurencji, któ­ra jest pierwotną przyczyną występowania procesów ekonomicznych. Proce­sy te stanowią bowiem przyczynowo-skutkowe ciągi zdarzeń gospodarczych, będących wynikiem funkcjonowania konkurujących ze sobą autonomicznych jednostek gospodarujących, które w swej działalności kierują się własnym interesem. Kolektywistyczna gospodarka planowa, skupiając decyzje eko­nomiczne w obrębie jednego ośrodka woli, czyni niemożliwym występowa­nie procesów ekonomicznych. Tymczasem podtrzymywanie tych procesów ma podstawowe znaczenie nie tylko dla uogólnień o charakterze teoretycz­nym, ale przede wszystkim dla celów praktycznych. Produktem tych proce­sów są bowiem różne wskaźniki, które obiektywnie i na bieżąco informują o rzeczywistych warunkach gospodarowania. Używając analogii z dziedzi­ny mechaniki, można je porównać do zegarów kontrolnych zainstalowanych na maszynach, które pozwalają śledzić prawidłowość ich funkcjonowania. Wskaźnikami o podstawowym znaczeniu ekonomicznym są ceny rynko­we, kształtowane w warunkach wolnej konkurencji. Odpowiada to sytuacji, w której każdy może przedstawić na rynku swoją ofertę i każdy może wybrać tę ofertę, która mu najbardziej odpowiada. Tak ukształtowane ceny stają się obiektywnymi wskaźnikami rzadkości ograniczonych środków zaspokajania potrzeb, a tym samym obiektywnymi miarami opłacalności produkcji. W go­spodarce opartej na swobodzie prywatnej inicjatywy ceny rynkowe stano­wią podstawę racjonalności gospodarowania. Kolektywistyczna gospodar­ka planowa eliminując swobodę konkurencji między producentami, pozba­wia się tym samym fundamentu racjonalnego gospodarowania. Obiektywne wskaźniki ekonomiczne zastępuje się tu drobiazgowymi sprawozdaniami

Mają one tę wadę, że ich sporządzanie wymaga czasu i dodat­kowych kosztów, a ponadto ich wiarygodność jest stale wystawiana na próbę, ponieważ ich opracowywaniem zajmują się ludzie zainteresowani ich wyglą­dem. Nie mogą być zatem uznane za opracowania obiektywne. Gospodar­ka zaś pozbawiona obiektywnych kryteriów gospodarowania musi stać się źródłem bezprecedensowego marnotrawstwa ograniczonych środków zaspo­kajania potrzeb. Brak obiektywnych miar opłacalności produkcji jest główną i podstawową wadą gospodarki planowej.

Następną wadą gospodarki planowej jest, wynikająca z centralizacji go­spodarowania, centralizacja inicjatywy ekonomicznej, która pozostaje w wy­łącznej kompetencji CP. Uniemożliwia to wykorzystanie pokładów inicjaty­wy tkwiącej potencjalnie w ludziach obdarzonych zmysłem przedsiębiorczo­ści, zubożając tym samym gospodarstwo społeczne. Odbija się to szczególnie niekorzystnie na najbardziej newralgicznym odcinku współczesnej gospodar­ki, jakim są innowacje. Nie jest to wszakże jedyny powód słabości innowa­cyjnej tej gospodarki. Wprowadzanie nowości do produkcji wymaga od innowatorów ogromnego wysiłku woli i intelektu w celu przełamania włas­nych przyzwyczajeń i przełamania rutyny całych zespołów ludzkich. Aby się zdobyć na taki wysiłek, potrzebne jest działanie bardzo silnych bodźców.

W gospodarce rynkowej takim bodźcem jest konkurencja i motyw zysku, który jest nagrodą innowatora i obiektywną miarą jego sukcesu. Działanie konkurencji jest dlatego bardzo silnym bodźcem, ponieważ stanowi ona śmiertelne zagrożenie dla przedsiębiorstwa, które nie potrafi sprostać jej wymogom. Ponadto, konkurencja pomiędzy producentami ma jeszcze tę dogodną cechę, że pozwala orientować się, które odcinki gospodarki najpilniej potrzebują innowacji w danym momencie. Kolektywistyczna gospodarka planowa, pozbawiona struktur konkurencyjnych i konkurencji między produ­centami (nie likwidując konkurencji między konsumentami), nie tylko nie posiada najsilniejszego bodźca forsującego innowacje, ale także pozbawiona jest orientacji co do najbardziej pożądanych w danym momencie kierunków modernizacji produkcji.

Kolejnym czynnikiem, który stanowi o niewydolności ekonomicznej scentralizowanej gospodarki, jest istniejący tu podział na szczebel decyzyjno-rozkazodawczy i szczebel wykonawczy. Podział ten prowadzi do nega­tywnych skutków ze stanowiska efektywności gospodarowania. Efektywność gospodarowania wyraża się nie tylko w rzeczach fizycznie namacalnych, takich jak nowe fabryki, linie kolejowe, rafinerie ropy naftowej czy nowe autostrady. Istnieją również efekty nienamacalne. Należą do nich: zapew­nienie nowym przedsiębiorstwom sprawnego zarządzania i organizacji, wy­sokiej jakości produkowanych wyrobów, niskich kosztów eksploatacyj­nych oraz dochodów gwarantujących amortyzację kapitału i dostarczających nadwyżki na potrzeby finansowania postępu. Zbyteczne byłoby dodawać, że osiągnięcie tej pierwszej efektywności jest bez porównania łatwiejsze aniżeli osiągnięcie tej drugiej. Tutaj dotykamy zagadnienia motywacji gospo­darczej.

Kolektywistyczna gospodarka planowa nie zawiera bodźców, które by skutecznie popychały do osiągania tego drugiego rodzaju efektywności go­spodarowania. Likwidując własność prywatną, gospodarka ta unicestwia samą podstawę najbardziej skutecznego ze znanych systemu motywacyjnego. W rezultacie pozbawia się potężnej siły napędowej, której nie ma czym zastąpić. Własność państwowa z powodu swej nieokreśloności nie jest w sta­nie spełniać funkcji motywacyjnej, jaką spełnia własność prywatna. Zasada własności prywatnej stwarza warunki, w których materialne owoce wysiłków i zapobiegliwości właściciela stają się jego własnością. Może on nimi dowol­nie dysponować, a także przekazać swoim spadkobiercom. Własność prywat-na pozostaje w ścisłym związku z wolnością gospodarczą, będącą jednocześ­nie jej wyrazem i niezbędnym warunkiem. Istnieje konieczna zależność między własnością prywatną a swobodą gospodarowania, ponieważ jedna bez drugiej nie może przynosić właściwych rezultatów. Własność bez wolności traci swoje główne zalety ekonomiczno-społeczne. Zalety te wyrażają się: w największych i najbardziej skutecznych wysiłkach właściciela, kierującego się interesem osobistym; w maksimum sprężystości, pilności i oszczędności w prowadzeniu czynności gospodarczych; oraz w przezorności co do zabez­pieczenia przyszłości, czyli w kapitalizacji. Nie ma skuteczniejszego bodźca, który mógłby zastąpić motyw działania na własny rachunek pod wpływem zysku i przywiązania do własnego warsztatu pracy. Motyw zysku zakotwi­czony we własności prywatnej, stanowi podstawę systemu motywacyjnego, który pozwala wprzęgnąć naturalne skłonności człowieka, by służyły najsku­teczniej jego dobru i dobru wspólnemu; to potężna siła motoryczna, która ożywia działalność gospodarczą. Tego wszystkiego pozbawiona jest kole­ktywistyczna gospodarka planowa.

Upaństwowiona własność z jej podziałem na stosunkowo nieliczną grupę rozkazodawców i masy wykonawców, którzy najczęściej nie utożsamiają się z wykonywaną pracą, ponieważ mają poczucie, że są wykonawcami cudzej woli, nie stanowi podstawy, na której dałoby się zbudować skutecznie dzia­łający system motywacyjny. W konsekwencji gospodarka planowa pozbawio­na jest siły napędowej, którą dałoby się porównać z tym, czym dysponuje gospodarka rynkowa.

System gospodarki scentralizowanej posługuje się planowaniem ekono­micznym jako narzędziem gospodarowania. Oznacza to, że nie może się ono odbywać na podstawie decyzji bieżących, lecz musi ustawicznie wybiegać w przyszłość. W tych warunkach decyzje ekonomiczne muszą dawać roz­strzygnięcia ex ante podstawowych zagadnień gospodarowania (ile, co i jak produkować oraz dla kogo produkować) w skali całego gospodarstwa społe­cznego. Zgodnie z logiką planowania decyzje te określają jego cele. Mówiąc inaczej, plan ekonomiczny jest programem przyszłego działania w sferze gospodarczej. Przyszłość gospodarcza jest jednak niepewna, ponieważ niesie ze sobą zmiany warunków gospodarowania, których nie da się przewidzieć. Elementarne wymogi racjonalności ekonomicznej wskazywałyby więc na konieczność takiego organizowania gospodarstwa społecznego, by zapewnić możliwie największą elastyczność w dostosowywaniu produkcji do zacho­dzących zmian. Tymczasem elastyczność gospodarcza i planowanie ekono­miczne to dwie rzeczy, które się wzajemnie wykluczają. Każde planowanie z natury rzeczy narzuca pewną sztywność działania, przy czym jest ona tym większa, im większy jest zakres zagadnień objętych koordynacją ex ante.

Plan ekonomiczny, który jest bardzo rozbudowaną i skomplikowaną konstrukcją, sporządza się po to, by było wiadomo, jak postępować w dziedzinie gospo­darczej w przyszłości, w przeciwnym razie całe to planowanie nie miałoby sensu. Ale postępowanie zgodne ze wskazówkami wynikającymi z planu ekonomicznego opiera się w istocie na sztucznym zamrożeniu warunków gospodarowania, istniejących w momencie jego sporządzania. W zestawieniu z nieustannie zmieniającą się rzeczywistością nie może to dawać zadowa­lających rezultatów. Planowanie narzuca statyczny sposób myślenia, pod­czas gdy natura gospodarki wymaga myślenia dynamicznego (uwzględniania zmian, które niesie upływ czasu). Planistom wydaje się, że w okresie wyko­nywania planu wszystko będzie się układało tak jak w czasie, gdy był on przygotowywany, że taka sama będzie struktura popytu i że ogólne warunki gospodarowania będą takie same. W ten sposób plan ekonomiczny staje się czymś w rodzaju sztywnego gorsetu, który krępuje funkcjonowanie żywego organizmu gospodarki społecznej. Cały ten problem byłby oczywiście bez­przedmiotowy, gdyby centralizacja gospodarki rozwiązywała zagadnienie kontroli; wówczas CP mógłby koordynować ex ante całość jej funkcjonowa­nia w sposób dyskrecjonalny. Niestety, dynamiczna natura gospodarki spra­wia, że jest to nieosiągalne, ponieważ zmienna rzeczywistość gospodarcza nie daje się objąć skuteczną kontrolą.

W konkluzji wolno stwierdzić, że cel tej pracy postawiony na wstępie został osiągnięty. Hipoteza Ludwiga von Misesa została zweryfikowana pozytywnie. Badania nad kolektywistyczną gospodarką planową przedsta­wione w niniejszej rozprawie dowodzą niezbicie, że system ten nie zapewnia warunków racjonalnego gospodarowania. Wprost przeciwnie, jest on źródłem marnotrawstwa nie mającego precedensu w historii. Ogłoszona w 1920 r. hipoteza von Misesa stwierdzająca, że kolektywistyczna gospodarka planowa nie może być racjonalna, jest prawdziwa.

W chwili, gdy piszę te słowa (luty 2000 r.), kolektywistyczna gospodarka planowa już nie istnieje. Zbankrutowała i rozpadła się jak domek z kart, zgodnie z prognozą von Misesa. Jeszcze faz okazało się, że nie ma nic bardziej praktycznego od dobrej teorii.

We wstępie do tej pracy kolektywistyczną gospodarkę planową okre­ślono jako typ krańcowy, ponieważ istnieją inne typy gospodarki plano­wej, które nie zakładają upaństwowienia własności (w sprawie typów go­spodarki planowej por. W. Sarnecki, Prolegomena do teorii ekonomii, Wroc­ław 1998, s. 54-95). Były one praktykowane w przeszłości, a także obecnie w dobie utopijnych pomysłów globalizacyjnych stosuje sieje w wielu kra­jach. Dlatego warto się zastanowić, jak wnioski wynikające z analizy kole­ktywistycznej gospodarki planowej mają się do innych jej typów.

Spróbujmy prześledzić to na przykładzie gospodarki, którą z braku le­pszej nazwy można określić jako koncesyjno-reglamentacyjną. Ten typ go­spodarki planowej został wprowadzony w Polsce po roku 1990, a także jest praktykowany w obrębie Unii Europejskiej. W systemie tym zachowana zostaje własność prywatna, a przymus państwowy przybiera formę koncesjo­nowania inicjatywy ekonomicznej i drobiazgowej reglamentacji życia gospo­darczego. Aby uniknąć nieporozumień, posłużymy się przykładem. Jeśli ktoś żyjący w tym systemie gospodarczym zechce zarabiać na życie jako taksów­karz, musi nie tylko posiadać prawo jazdy określonej kategorii, ale także musi uzyskać koncesję, czyli zezwolenie od władz na uprawianie swojej działal­ności. Co więcej, władze określają jego dochody przez ustalenie opłaty (taryfy), jaką może pobierać od pasażerów.

Oczywiście nie wyklucza to konkurencji, wszak różnym osobom przyznaje się prawo uprawiania tej samej działalności gospodarczej. Jest to jednak konkurencja kontrolowana, dopusz­cza bowiem na rynek oferty tylko tych osób, które wcześniej uzyskały od władz koncesję na określony rodzaj działalności gospodarczej. Jakie są kon­sekwencje kontrolowanej konkurencji? Po pierwsze, uniemożliwia ona wy­łonienie najlepszych, czyli najtańszych producentów. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy pośród tych, którzy nie otrzymali koncesji, nie ma przedsię­biorców, którzy byliby w stanie dostarczyć te same dobra taniej aniżeli ci, którzy koncesje otrzymali. W rezultacie potrzeb, które zostają zaspokojone, jest mniej od tych, które byłyby zaspokojone, gdyby nie było koncesjonowa­nia działalności gospodarczej. Po drugie, kontrolowana konkurencja nie produkuje cen, które byłyby obiektywnymi miernikami opłacalności pro­dukcji. Koncesjonowanie działalności gospodarczej uniemożliwia bowiem przedstawienie wszystkich ofert i sprawdzenie wszystkich metod. Dzięki koncesjonowaniu gospodarki państwo gwarantuje arbitralność cen. W ten sposób gospodarka koncesyjno-reglamentacyjną pozbawia się podstaw racjo­nalnego gospodarowania. Nie ma więc istotnej różnicy w kwestii racjonalno­ści gospodarowania między gospodarką kolektywistyczną a gospodarką kon­cesyjną. Obie posiadają źródło marnotrawstwa bijące z braku obiektywnych podstaw racjonalnego gospodarowania.

Drugim czynnikiem, który przesądza o niewydolności gospodarki plano­wej typu koncesyjno-reglamentacyjnego, jest brak skutecznego systemu mo­tywacji gospodarczej. W tym względzie nie różni się ona od kolektywistycz­nej gospodarki planowej w sposób istotny. Podobnie jak ta ostatnia, niszczy ona podstawę – najlepszego ze znanych – systemu motywacyjnego, którą jest ekonomiczno-społeczna funkcja własności prywatnej. Stwierdzenie to wielu czytelników może wprawić w osłupienie. Jak to, przecież gospodarka konce­syjna zachowuje własność prywatną? To prawda, tylko że koncesjonowanie i drobiazgowe reglamentowanie gospodarki uniemożliwia posiadaczom wy­konywanie prawa własności. Albowiem wykonywanie tego prawa wymaga wolności gospodarczej, a koncesjonowanie i reglamentacja stwarzają warun­ki przymusu zewnętrznego. Istnienie zaś przymusu państwowego sprawia, że prywatny przedsiębiorca szybko dowiaduje się, że nie może swobodnie rozporządzać swoim kapitałem, lecz musi się stosować do zarządzeń i polityki władz.

Pod wpływem tej świadomości zmienia się jego stosunek do jego własnej działalności. Przekonuje się bowiem, że jego osobista pomyślność i pomyślność jego przedsiębiorstwa nie zależą już od maksimum jego zapo­biegliwości, oszczędności i przezorności, lecz od tego, co postanowią władze państwowe. Toteż cały swój wysiłek kieruje na ułożenie najlepszych stosun­ków z przedstawicielami władz w celu uzyskania korzystnych warunków funkcjonowania dla swego przedsiębiorstwa. Zapewnienie sobie przychylno­ści władz staje się nadrzędnym celem, który za wszelką cenę trzeba osiągnąć. W ten sposób gospodarka staje się instrumentem korumpowania elit polity­cznych. Degeneracji ulega sam charakter własności prywatnej. Zatraca ona swą naturalną funkcję ekonomiczno-społeczną, jaką pełni w gospodarce ryn­kowej; z powodu braku wolności gospodarczej traci swoje główne zalety ekonomiczne. Konsekwencją jest erozja najbardziej skutecznego systemu motywacji gospodarczej, zakotwiczonego we własności prywatnej. Rozkład ten pozbawia gospodarstwo społeczne siły napędowej, która jest źródłem jego dynamizmu, sprężystości i rozmachu. W rezultacie ekonomiczna funkcja własności prywatnej przekształca się w gospodarce koncesyjno-reglamentacyjnej w funkcję korupcyjną. Krótko mówiąc, własność prywatna w gospo­darce planowej nie może spełniać swej funkcji społeczno-ekonomicznej, czyli nie może służyć budowaniu ogólnego dobrobytu. W zamyśle protagonistów tej gospodarki ma ona służyć lepszemu wykonywaniu zadań, wynika­jących z decyzji centralnych planistów. Bowiem metoda planowania eko­nomicznego oparta na upaństwowieniu własności okazała się nieskuteczna.

Podobieństwa między gospodarką kolektywistyczną a gospodarką kon­cesyjną dotyczą również określania wielkości i struktury produkcji w skali społecznej. W gospodarce kolektywistycznej narzędziem określania tej wiel­kości jest plan ekonomiczny; w koncesyjnej narzędziem tym jest system koncesji. W obu wypadkach te podstawowe wielkości ekonomiczne są wy­znaczane w trybie ex ante. Koncesjonowanie gospodarki, podobnie jak pla­nowanie ekonomiczne, jest wyrazem apriorycznego myślenia w sprawach gospodarczych. Koncesja jest bowiem zezwoleniem na określoną działalność gospodarczą, udzielonym na określony przyszły okres. Jakaż jest zatem różnica między planem pięcioletnim a koncesją udzieloną na pięć lat? Istotnej różnicy nie ma. Odmienna jest tylko technika postępowania planistów. I oni właśnie i tylko oni odnoszą z tej różnicy korzyści. Nie muszą bowiem zajmować się szczegółami i całą techniką gospodarczą, które spadają na koncesjonowanych przedsiębiorców prywatnych. Ponadto, nie muszą sporzą­dzać planu ekonomicznego, który w gospodarce kolektywistycznej jest for­malnym, publikowanym dokumentem państwowym, który stanowi kryte­rium, będącym dla opinii publicznej podstawą do oceny osiągnięć rządu na polu gospodarczym. Brak takiego kryterium w gospodarce koncesyjno-reglamentacyjnej pozwala przerzucać odpowiedzialność za błędy swoich decyzji na tajemnicze siły rynkowe i niewidzialną rękę, które w gospodarce konce­sjonującej inicjatywę ekonomiczną działać nie mogą.

Brak swobody inicjatywy gospodarczej to jeszcze jedna cecha wspólna gospodarki kolektywistycznej i gospodarki koncesyjnej. Obie te gospodarki, chociaż w niejednakowym stopniu, ograniczają wolność inicjatywy ekono­micznej. Pierwsza przez centralizację inicjatywy, druga przez jej faktyczną reglamentację. W jednym i drugim przypadku prowadzi do zubożenia gospo­darstwa społecznego. Reglamentacja inicjatywy gospodarczej podobnie jak jej centralizacja uniemożliwia wykorzystanie dla dobra ogólnego talentów wszystkich ludzi obdarzonych zmysłem przedsiębiorczości. Dlatego w obu tych systemach osiąga się gorsze wyniki niżby to było możliwe, gdyby gospodarka oparta była na swobodzie inicjatywy ekonomicznej.

Kończąc tę z konieczności krótką analizę porównawczą dwóch typów gospodarki planowej, dochodzimy do następującej konkluzji: Wspólną i nad­rzędną ich cechą jest stosowanie przymusu państwowego w dziedzinie go­spodarowania. Odnosi się to zresztą do wszystkich typów gospodarki pla­nowej. Przymus państwowy wprowadza do gospodarki elementy polityki, a więc elementy arbitralności. Decyzje ekonomiczne stanowiące istotę gospo­darowania nie są tu oparte na obiektywnych kryteriach ekonomicznych, lecz na subiektywnych kryteriach politycznych. Polityka zaś może doprowadzić do ruiny nawet najlepiej prosperującą gospodarkę. Historia gospodarcza dostarcza na to dostatecznie dużo dowodów. Jeśli więc decyzje ekonomiczne we wszystkich typach gospodarki planowej nie są oparte na obiektywnych kryteriach ekonomicznych, to znaczy, że w tych systemach gospodarowanie pozbawione jest fundamentów racjonalności. I to właśnie jest główną i pod­stawową przyczyną wszelkich braków, niedomagań i ogólnej niewydolności gospodarki planowej jako systemu organizacji gospodarstwa społecznego. Wynikające stąd marnotrawstwo jest widzialną konsekwencją nieobecności niewidzialnej ręki.

Wiesław Samecki, Gospodarowanie za pomocą planowania. Analiza krytyczna, Acta Universitatis Wratislaviensis No 2262

Struktura produkcji sektora konsumpcyjnego

W gospodarce planowej asortymentowy plan produkcji sektora konsumpcyj­nego określa  strukturę podaży dóbr konsumpcyjnych przy określonej przy­szłej dacie. Opiera się on bowiem na decyzjach centrali wyznaczających ex ante rozmiary produkcji poszczególnych rodzajów dóbr konsumpcyjnych, które będą stanowiły ofertę podażową na poszczególnych rynkach, przy czym jest rzeczą obojętną, czy decyzje te będą dotyczyły produkcji wykonywanej w kraju czy też za pośrednictwem handlu zagranicznego. Decyzje dotyczące struktury produkcji dóbr konsumpcyjnych należą do decyzji ekonomicznych, które są brzemienne w najdalej idące skutki. Od nich bowiem zależy wydaj­ność ekonomiczna całej gospodarki. Wydajność w sensie ekonomicznym różni się od wydajności w sensie technicznym tym, że jest ona określana nie przez stosunek pomiędzy nakładem pracy a ilością gotowego produktu, lecz przez rozdział czynników produkcji pomiędzy różne alternatywne zastoso­wania.

Chodzi mianowicie o to, by ich rozdział zapewniał produkcję zestawu dóbr konsumpcyjnych, z których żadne nie miałoby mniejszej wartości z pun­ktu widzenia konsumenta aniżeli jakiekolwiek inne dobro, które mogłoby być wyprodukowane, gdyby czynniki produkcji były wolne do innych celów. Zważywszy, że sens każdego gospodarowania sprowadza się do zaspokojenia potrzeb ludzkich, decyzje określające strukturę produkcji sektora konsum­pcyjnego przesądzają o racjonalności wykorzystania wszystkich środków, którymi dysponuje gospodarka. Jeśli bowiem struktura podaży dóbr konsump­cyjnych nie odpowiada strukturze popytu, to zmarnowane zostają nie tylko czynniki użyte bezpośrednio do wytworzenia pewnej ich ilości, ale także czynniki, które zostały użyte do wytworzenia tych bezpośrednich środków produkcji. Tak więc dla zapewnienia możliwie wysokiego poziomu wydajno­ści ekonomicznej w skali całej gospodarki konieczne jest, aby struktura produkcji sektora konsumpcyjnego określająca podaż na poszczególnych rynkach odpowiadała możliwie dokładnie popytowi na tych rynkach w mo­mencie, gdy towary znajdą się na półkach sklepowych.

Osiągnięcie tego celu w żadnej gospodarce nie należy do rzeczy łatwych ze względu na występowanie zjawiska niepewności. W gospodarce planowej przysparza ono szczególnych trudności. Jak staraliśmy się wykazać w poprze­dnich dwóch rozdziałach, CP nie może skutecznie kontrolować ani struktury, ani wielkości popytu konsumpcyjnego, a zatem nie może stworzyć konsysten­tnego systemu planowania produkcji konsumpcyjnej, w ramach którego zhar­monizowanie struktury podaży ze strukturą popytu nie przedstawiałoby pro­blemu. Wobec tego, teoretycznie rzecz biorąc, pozostają do wyboru trzy drogi postępowania. Decyzje dotyczące struktury produkcji konsumpcyjnej CP może oprzeć na tzw. wzorcu konsumpcji albo na przewidywaniach struktury popytu bądź też na danych ex post. Spróbujemy zbadać po kolei realność tych trzech możliwości.

Model konsumpcji

Niektórzy teoretycy gospodarki planowej są zdania, że podstawą planowania struktury produkcji konsumpcyjnej może być tzw. model lub wzorzec kon­sumpcji. Model ten definiuje się jako odpowiadającą ukształtowanym przy­zwyczajeniom wielkość zakupów konsumpcyjnych oraz szczegółową ich strukturę1. Zakłada się przy tym, że model ten może być kształtowany ex ante, tworząc integralną część ogólnogospodarczego planu2. Wynika stąd, że kon­cepcja modelu konsumpcji przyznaje CP nie tylko możliwość dokładnego poznania z góry wielkości i struktury zakupów konsumpcyjnych, ale także możliwość wpływania na przyszły ich kształt. Spróbujmy rozważyć bliżej to zagadnienie.

Koncepcja modelu konsumpcji ma pewne uzasadnienie, ale tylko pod warunkiem że jest on traktowany jako konstrukcja logiczna (podobnie jak np. doskonała konkurencja) przydatna przy budowie konsystentnych modeli teo­retycznych gospodarki planowej. Natomiast traktowanie go jako praktyczne­go instrumentu planowania struktury produkcji sektora konsumpcyjnego wy­daje się polegać na nieporozumieniu. Już samo określenie modelu konsumpcji przysparza nie dające się przezwyciężyć trudności. Jeśli miałby on być podstawą przy planowaniu produkcji CP, musiałby nie tylko wiedzieć, jaki jest aktualnie rzeczywisty model konsumpcji, ale także musiałby przewi­dzieć, jak długo zachowa on swoją ważność, oraz wiedzieć, jak może się on przedstawiać przy określonej przyszłej dacie.

Punktem wyjścia dla rozwiązania problemu modelu konsumpcji w go­spodarce planowej musiałoby być określenie jego aktualnego stanu. Najła­twiej można się o tym przekonać na podstawie struktury bieżących zakupów. Aby wynikły stąd obraz był miarodajny, trzeba, by na rynku następowała konfrontacja wszystkich możliwych ofert z wszystkimi możliwymi pragnie­niami. Spełnienie tego warunku może natrafiać w gospodarce planowej na ogromne przeszkody. Kierowanie z jednego centralnego punktu całością produkcji, jakie tu ma miejsce, wymaga objęcia ogromnej ilości szczegółów, skutkiem czego CP może bardzo łatwo przeoczyć wiele możliwości produ­kcyjnych, które potencjalnie istnieją. To z kolei zmniejsza ilość ofert rynko­wych. Mówiąc inaczej, centralizacja decyzji produkcyjnych nie sprzyja ujaw­nianiu wszystkich możliwych ofert na rynku. Jeśli więc konsument na rynku nie jest skonfrontowany z pełnym wachlarzem ofert, jego zakupy nie ujaw­niają całości jego rzeczywistych pragnień. Wobec tego wzorzec konsumpcji oparty na strukturze bieżących zakupów będzie przedstawiał zniekształcony obraz rzeczywistości. Jak więc widać, samo określenie bieżącego modelu konsumpcji w gospodarce planowej przedstawia się raczej problematycznie.

W gospodarce planowej istotne znaczenie ma wszakże nie aktualny model konsumpcji, lecz przyszły. Należy jednak wykluczyć możliwość arbi­tralnego kształtowania przyszłego modelu konsumpcji przez CP. Byłoby to możliwe tylko wówczas, gdyby CP mógł skutecznie kontrolować wielkość i strukturę zakupów konsumpcyjnych. Tymczasem – jak to staraliśmy się wykazać w poprzednich dwóch rozdziałach – zakupy te są kontrolowane przez samych konsumentów, którym bardzo trudno narzucić wybór wbrew ich woli. A zatem praktycznym instrumentem określania przyszłego modelu konsumpcji mogłyby być swego rodzaju referenda ludowe organizowane okresowo, w których konsumenci mogliby zgłosić swoje intencje rynkowe. Można jednak wątpić, czy ten sposób ustalania przyszłego modelu konsum­pcji jest wykonalny, ze względu na ogromną ilość dóbr, które należałoby wziąć pod uwagę. Nie wiadomo przy tym, j ak można byłoby zapewnić ex post posłuszeństwo ze strony konsumentów zgłoszonym wcześniej zamiarom rynkowym. Tak więc i tego rozwiązania nie można traktować jako realną alternatywę.

Niektórzy ekonomiści uważają, że problem wzorca konsumpcji można rozwiązać na podstawie pewnych obiektywnych prawidłowości odkrytych i opisanych przez naukę ekonomii albo na podstawie wzorów, obserwowa­nych w krajach bardziej zaawansowanych w rozwoju gospodarczym3.

Uogólnienia nauki ekonomii takie, jak prawo Engla, dochodowa czy cenowa elastyczność popytu4, nie są wystarczającą podstawą do formowania przyszłych wzorców konsumpcji, nawet gdy znany jest planowany wzrost dochodów. Nauka ekonomii nie jest nauką ścisłą i prawidłowości, jakie ona formułuje, są niczym więcej jak tylko bardziej lub mniej ogólnymi stwierdze­niami pewnych tendencji, bardziej lub mniej pewnych, bardziej lub mniej określonych5. Tendencje te mogą przekształcić się w rzeczywistość, gdy nic nie zakłóci ich przebiegu. Jednakże w praktycznym gospodarowaniu wystę­puje taka gmatwanina przyczyn, że nigdy nie można mieć co do tego pewno­ści. Prawidłowości odkrywane przez naukę ekonomii są jedynie ogólnym wyrazem pewnej regularności stwierdzonej ex post w zachowaniu się ludzi w określonych warunkach. Warunki się jednak zmieniają i postępowanie ludzi się zmienia, przeto nigdy nie można wiedzieć na pewno, że określona regularność powtórzy się dokładnie w przyszłości. Ale nawet, gdyby to miało miejsce, to i tak prawidłowości nauki ekonomii nie mogą służyć jako bezpo­średni instrument przy podejmowaniu decyzji produkcyjnych.

Po pierwsze, praktyczna działalność gospodarcza wymaga konkretów, a nie uogólnień. Przystępując do podejmowania decyzji produkcyjnych CP nie może opierać się na ogólnych tendencjach, ponieważ nie wystarcza to do określenia, jakie konkretne dobra i w jakich ilościach oraz po jakich cenach będą chcieli kupować konsumenci na poszczególnych wyspecjalizowanych rynkach przy określonej przyszłej dacie. Po drugie, prawidłowości nauki ekonomii dotyczą z reguły relacji ilościowych, podczas gdy na nowoczesnym rynku konsumpcyjnym relacje jakościowe mają co najmniej tak samo ważne znaczenie. Trudno się zatem zgodzić, by prawidłowości odkrywane przez naukę ekonomii mogły służyć jako narzędzie antycypowania wielkości i stru­ktury zakupów na rynku dóbr konsumpcyjnych.

To samo – w pewnym sensie – dotyczy możliwości określenia przyszłe­go modelu konsumpcji na podstawie struktury zakupów konsumpcyjnych w krajach bardziej zaawansowanych w rozwoju gospodarczym6.

Trzeba jed­nak podkreślić, że we współczesnym świecie korzystanie z doświadczeń krajów bardziej rozwiniętych w dziedzinie konsumpcji może dotyczyć co najwyżej strony ilościowej zagadnienia. Tylko w tym sensie można mówić o przesunięciu czasowym w stosunku do krajów bardziej rozwiniętych. Przy­kład tych krajów informuje np. o wzroście spożycia białka, wzroście moto­ryzacji czy zapotrzebowaniu na usługi. Gdy chodzi natomiast o aspekty jakościowe, które mają najbardziej istotne znaczenie przy określaniu struktu­ry produkcji dóbr konsumpcyjnych, nie ma żadnego przesunięcia w czasie. Przy współczesnej technice komunikacji efekt naśladownictwa działa nie­malże natychmiast, niezależnie od granic politycznych czy różnic gospodar­czych. Kolekcja odzieży pokazana w Paryżu czy nowy model samochodu prezentowany w Londynie jeszcze tego samego dnia będzie znany całemu światu dzięki telewizji. Płaszcze ortalionowe i maszynki do golenia rozprzestrzeniły się na całym świecie niezależnie od różnic potencjałów gospodarczych po­szczególnych krajów. Ludzie nie chcą czekać, aż ich kraj osiągnie konwen­cjonalnie określony poziom zaawansowania gospodarczego, natomiast chcą kupować to, o czym wiedzą, że jest udziałem innych. Tym bardziej że nigdy nie wiadomo, czy przyszłość nie przyniesie nowych dóbr, które zdeprecjonują te, które są dzisiaj przedmiotem szczególnego pożądania.

Ponadto, pomimo zauważalnej tendencji do pewnej ogólnej unifikacji wzorców konsumpcyjnych w skali międzynarodowej, każdy kraj zachowuje pewne obszary odrębności w tej dziedzinie. Toteż kopiowanie cudzych wzo­rów przy określaniu przyszłego modelu konsumpcji może stać się szczegól­nym źródłem marnotrawstwa.

Wszystko więc wskazuje na to, że problemu planowania struktury produ­kcji w sektorze konsumpcyjnym nie da się rozwiązać za pomocą modelu konsumpcji. Niezależnie od przytoczonych argumentów pojęcie wzorca kon­sumpcji, jest z istoty rzeczy konstrukcją statyczną. Zakłada on pewną petry­fikację popytu konsumpcyjnego w postaci mniej lub bardziej stałej struktury zakupów, która wynika z mniej lub bardziej stałych zwyczajów konsumpcyj­nych gospodarstw domowych, przy czym struktura ta miałaby jeszcze zacho­wywać zdolność do powtarzania się w niezmienionej postaci w następstwie czasowym. Wszystko to razem wzięte pozostaje w sprzeczności z naturą potrzeb ludzkich i z naturą popytu konsumpcyjnego, które staraliśmy się zanalizować w poprzednich dwóch rozdziałach. Jako konstrukcja statyczna model konsumpcyjny nie może być narzędziem planowania, które z mocy założenia jest wyrazem praktycznego gospodarowania, które ze swej istoty jest dynamiczne, a nie statyczne. W dynamicznej rzeczywistości gospodar­czej nie ma takiej rzeczy, jak wzorzec konsumpcji, w każdym razie nikomu -jak dotąd – nie udało się go określić do celów planowania gospodarczego. Są natomiast zmienne czasowe w postaci potrzeb i preferencji konsumentów, które nieustannie przekształcają strukturę i wielkość popytu konsumpcyjnego nie pozostawiając miejsca dla chociażby względnej stabilizacji jakichkolwiek struktur w tej dziedzinie.

Przewidywanie popytu konsumpcyjnego

Alternatywą dla wzorca konsumpcji przy rozwiązywaniu problemu planowa­nia struktury produkcji w sektorze konsumpcyjnym jest przewidywanie po­pytu konsumpcyjnego. Elementarne zasady racjonalności wymagają, by każ­da produkcja miała swoje ekonomiczne uzasadnienie w konkretnym popycie, który ze względu na czas, jaki ona pochłania, musi być w każdej gospodarce, a tym bardziej w gospodarce planowej określony z góry. Jednakże uwikłanie niepewności w naturę gospodarowania sprawia, że nikt nie może dysponować szczegółową wiedzą na temat przyszłego popytu, wobec tego może on być określany z góry tylko za pomocą przewidywań. Jak dotąd, nie stworzono gospodarki, która, stosując formy wymiennopieniężne, potrafiłaby w inny sposób rozwiązać problem wiedzy o przyszłym popycie. Mówiąc inaczej, nie ma innego sposobu określania przyszłego pobytu jak tylko na podstawie przewidywań, opartych na ugruntowanej znajomości różnych wyspecjalizo­wanych rynków. W istocie, przewidywanie popytu konsumpcyjnego stanowi we współczesnej gospodarce jedyne racjonalne podejście do zagadnienia wyboru struktury produkcji w sektorze konsumpcyjnym.

Potencjalnie najbardziej odpowiednim miejscem formowania przewidy­wań popytu na potrzeby określenia struktury produkcji sektora konsumpcyj­nego są bezpośredni producenci, czyli przedsiębiorstwa tworzące ten sektor. W przedsiębiorstwie istnieją najlepsze możliwości zgromadzenia-wiedzy o szczególnych okolicznościach miejsca i czasu, związanych z produkcją

1 sprzedażą dóbr; w przedsiębiorstwie istnieją również najlepsze możliwości efektywnego wykorzystania tej wiedzy przy podejmowaniu decyzji produ­kcyjnych7. Stykając się stale i bezpośrednio z produkcją, ludzie zatrudnieni tutaj mają największe szanse zdobycia wszechstronnej i adekwatnej wiedzy o istniejących szczególnych warunkach technicznej transformacji wyspecjali­zowanych czynników produkcji w konkretne dobra. Podobnie, operując stale i bezpośrednio na tych samych rynkach, mają oni najwięcej szans dokładnego i wszechstronnego poznania specyfiki tych rynków, konwencji, jakie na nich panują, niespodzianek, jakie one kryją. Dobra znajomość rynku stwarza solidne podstawy antycypowania popytu, ograniczenie zaś zainteresowań producenta do własnego rynku umożliwia konieczną dla trafności przewidy­wań ich specjalizację. Zawężając przewidywania tylko do własnego rynku, producent może dokładnie i systematycznie zanalizować wszystkie czynniki, które mogą mieć wpływ na przyszłe zachowanie się konsumentów, jak rów­nież może dokładnie i systematycznie zbadać okoliczności i tendencje, które mogą mieć wpływ na kształt przyszłego popytu na jego wyroby. Równocześ­nie zaś dokładna znajomość specyficznych warunków produkcji własnego przedsiębiorstwa sprawia, że bezpośredni producent bardziej niż ktokolwiek inny lepiej zdaje sobie sprawę z rzeczywistych możliwości przedsiębiorstwa sprostania spodziewanym wymogom rynku.

Bezpośredni kontakt z rynkiem i dobra jego znajomość umożliwia pro­ducentom stosowanie techniki marketingu do celów antycypowania popytu na ich wyroby. Technika marketingu składa się niejako z trzech członów. Po pierwsze, polega na dążeniu do ustalenia, gdzie konsumenci znajdują się w chwili obecnej i w jakim kierunku będą się najprawdopodobniej posuwali. Po drugie, marketing zakłada, że producent stara się znaleźć sposoby dotarcia do utajonych preferencji konsumentów, podchwycić je i sprawić, by stały się odczuwalne. I wreszcie, po trzecie, producent stosujący technikę marketingu stara się ustalić, czy istnieją możliwości wpływania na zachowanie się kon­sumentów za pomocą psychotechniki perswazyjnej stosowanej w reklamie8.

Można więc powiedzieć, że technika marketingu w decydującej mierze pole­ga na dążeniu producenta do odgadnięcia preferencji konsumenta, nie zaś na próbach kształtowania ich9. W istocie, gdy decyzje produkcyjne zostały podjęte i środki bezpowrotnie zaangażowane, a towar znalazł się na półkach sklepowych, producent może już tylko oczekiwać na wyniki swego marke­tingu. Jeśli okaże się, że producent się pomylił, pozostaje mu tylko selling, to znaczy zachęcanie wszystkimi sposobami konsumentów, by zechcieli kupo­wać to, co zostało wyprodukowane10.

Co jednak wcale nie oznacza, że wszyscy oni ulegną jego namowom. Jak więc widać, technika marketingu nie ma nic wspólnego – jak sądzą niektórzy ekonomiści – z zasadą suwerenności producenta na rynku, która przypisuje mu możliwość kształtowania preferen­cji konsumentów i narzucania im swego wyboru11. W rzeczywistości produ­cent takich możliwości nie ma, jest to raczej domena dietetyków, psycholo­gów, artystów, pedagogów i socjologów. Zadaniem producenta jest dostarcza­nie w odpowiednim miejscu i czasie dóbr, które konsumenci będą chcieli kupować po odpowiednich cenach. Aby się z tego zadania należycie wywią­zać, musi on dążyć do możliwie dokładnego określenia przyszłego popytu. Do tego celu służy technika marketingu, który jest po prostu szczególną formą przewidywania popytu opartą na bardzo dobrej znajomości wyspecjalizowa­nych rynków.

Przekształcenie potencjału przedsiębiorstwa w dziedzinie przewidywań w rzeczywistość wymaga decentralizacji gospodarowania, czyli warunków, które są sprzeczne z gospodarką planową. W gospodarce tej przedsiębiorstwo jest producentem tylko w sensie technicznym, tzn. jest jednostką produkcyj­ną, w której na podstawie zadań wyznaczonych przez czynnik zewnętrzny, realizuje się procesy technicznej transformacji wyspecjalizowanych czynni­ków produkcji w konkretne wyroby gotowe. Producentem w sensie ekonomi­cznym jest CP, który zajmuje się faktycznym gospodarowaniem przez to, że podejmuje decyzje produkcyjne i ponosi odpowiedzialność za ich skutki. Przedsiębiorstwo nie jest tu zainteresowane w formowaniu przewidywań popytu, ponieważ okoliczności tego od niego nie wymagają.

W szczególności nie jest zainteresowane w korzystaniu z techniki marketingu. A gdyby nawet chciało to robić, to: po pierwsze, nie miałoby to większego sensu, a po drugie, nie wiadomo, czy byłoby w ogóle możliwe. Wobec braku kompetencji przed­siębiorstwa do podejmowania decyzji produkcyjnych pierwsza wątpliwość wydaje się oczywista. Druga natomiast wymaga pewnego komentarza. W go­spodarce planowej nie występują procesy gospodarcze, które są wynikiem swobodnej gry autonomicznych ośrodków woli. Procesy te mają to do siebie, że powołują do życia mechanizmy gospodarcze, które nieustannie produkują dane dające orientację przy formowaniu przewidywań. Zaletą tych danych jest ich obiektywność, ponieważ kreowane są one bez świadomego udziału ludzi; ponadto są dostarczane bez potrzeby czekania. W gospodarce plano­wej całość gospodarowania podporządkowana jest woli jednego centralnego ośrodka, a zatem nie ma tu miejsca na procesy gospodarcze w podanym wyżej sensie. Inaczej mówiąc, gospodarka planowa nie może wytworzyć mechani­zmów automatycznie produkujących dane potrzebne do podejmowania decy­zji. Tak czy inaczej w gospodarce planowej nie ma warunków do wykorzy­stania naturalnego ośrodka formowania antycypacji popytu konsumpcyjnego, jakim jest przedsiębiorstwo.

Jedynym logicznym rozwiązaniem jest system przewidywań na szczeblu CP. Decyzje dotyczące struktury produkcji sektora konsumpcyjnego, które w gospodarce planowej podejmuje CP, są ściśle związane z przewidywaniami popytu konsumpcyjnego. Nikt zatem nie może go wyręczyć w formowaniu tych przewidywań. Powstaje jednak pytanie, czy istnieje możliwość stworze­nia na szczeblu CP systemu przewidywań, który umożliwiałby uzyskiwanie danych antycypacyjnych dostatecznie dokładnych i wiarygodnych do podej­mowania możliwie trafnych decyzji produkcyjnych. Niestety, istnieje wiele przesłanek pozwalających w to wątpić.

Na pozór można by sądzić, że przewidywanie popytu w gospodarce planowej nie powinno stanowić problemu. Mogłoby się wydawać, że kontro­lując całą gospodarkę, CP może stosunkowo łatwo określić przyszły popyt na poszczególnych rynkach, zwłaszcza że sam ustala ceny. Otóż pogląd taki bardzo łatwo może się nasunąć przy badaniach nad gospodarką planową. Przy tego rodzaju badaniach trudno zachować świadomość różnicy pomiędzy makro- i mikroekonomicznym punktem widzenia. W makroekonomicznym punkcie widzenia na czoło wysuwają się aspekty ogólne – ilościowe; nato­miast w mikroekonomicznym podejściu na pierwszy plan wysuwają się aspekty konkretne – jakościowe. W gospodarce planowej z natury rzeczy oba te punkty widzenia stale wzajemnie się przenikają. Stąd ogromnie trudno utrzymać właściwą orientację. Zagadnienie określenia przyszłego popytu konsumpcyjnego na poszczególnych rynkach ma charakter mikroekonomicz­ny – jakościowy.

Trzeba przewidzieć, jakie konkretne dobra konsumenci operujący na tych rynkach będą chcieli kupować przy określonej przyszłej dacie. Można zatem sądzić, że na przeważającej większości rynków konsump­cyjnych jakość będzie miała znaczenie pierwotne w stosunku do ilości. Znaczy to, że rozmiary sprzedaży na tych rynkach będą zależały od jakości sprzedawanych na nich dóbr. Być może zależność ta nie występuje na rynkach podstawowych artykułów żywnościowych takich jak mleko, masło czy chleb. I tu podejście makroekonomiczne może okazać się wystarczające. Ale już nawet na takich podstawowych rynkach o ustalonym popycie, jak rynek obuwia czy odzieży podejście ilościowe nie może dawać rozwiązania. Na przykład, łatwiej określić rozmiary agregatowego zapotrzebowania na obu­wie w nadchodzącym roku, aniżeli odpowiedzieć na pytanie, ile par butów w tym samym czasie sprzeda konkretnie fabryka. Ilość butów, jaką w ciągu roku nabywa ogół konsumentów, jest wielkością względnie stałą, natomiast ilość butów sprzedawanych przez każde przedsiębiorstwo z osobna może ulegać znacznym wahaniom z roku na rok. Jest to jeden z tych paradoksów, który wskazuje na różnice pomiędzy makro- i mikroekonomicznym punktem widzenia.

W skali całej gospodarki ilość sprzedawanych butów łatwo można przewidzieć porównując przeciętne rozmiary sprzedaży z ubiegłych lat i uwz­ględniając poprawkę na przyrost naturalny. Natomiast rozmiary sprzedaży konkretnej fabryki będą zależały od wzorów modeli i produkowanych faso­nów. Jeśli jakość produkowanych butów odpowiada konsumentom, fabryka, która je produkuje, sprzeda całą zaplanowaną produkcję. W przeciwnym razie część produkcji pozostanie w magazynach12. Oczywiście wynikające stąd braki mogą być pokryte przez import i ogół konsumentów otrzyma potrzebną ilość butów, ale nie zmieni to faktu strat, jakie ponosi gospodarka na skutek złego przewidywania na poziomie mikroekonomicznym. Tak więc kontrolo­wanie całości gospodarki niekoniecznie musi ułatwiać przewidywanie popytu konsumpcyjnego. Wolno sądzić, że występujące tu silne uwarunkowania jakościowe sprawiają, że przewidywanie popytu konsumpcyjnego z jednego centralnego punktu musi natrafiać na nieprzezwyciężalne trudności. Centrala planująca staje przed gigantyczną niewiadomą, którą trzeba odgadnąć. Ty­siące wyspecjalizowanych rynków, miliony konsumentów z ich racjonalnymi i irracjonalnymi potrzebami z wyrażalnymi i podświadomymi preferencjami, które w dodatku podlegają nieustannym zmianom.

Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób CP mógłby się postarać, aby to wszystko przewidzieć. Zapew­nienie przewidywaniom zadowalającej dokładności wymagałoby ze strony CP dokładnego poznania wszystkich bez wyjątku rynków konsumpcyjnych funkcjonujących w obrębie kontrolowanej przez niego gospodarki. Zarówno podstawowych, jak i marginalnych, lokalnych, jak i tych, które mają zasięg ogólnokrajowy. Dopiero na tej podstawie można by stworzyć system bar­dzo dokładnych przewidywań. To jednak zakłada daleko posuniętą ich spe­cjalizację. Specjalizacja natomiast oznacza, ścisłe powiązanie przewidywań z poszczególnymi wyspecjalizowanymi rynkami.

Jedynie wyspecjalizowane przewidywania mogą mieć praktyczne znaczenie. Pozwalają one bowiem na wychwycenie możliwie największej ilości czynników mogących mieć wpływ na kształt przyszłego popytu oraz poddanie ich systematycznej i dokładnej analizie. Ułatwia to nie tylko dokładne zbadanie możliwego rozwoju wyra­żonych preferencji konsumentów, ale także odgadnięcie i podchwycenie preferencji utajonych, które mogą rozszerzać istniejące rynki lub otwierać nowe. Mówiąc inaczej, w celu określenia struktury produkcji w sektorze konsumpcyjnym CP musiałby zastosować technikę marketingu do każdego z osobna możliwego rynku konsumpcyjnego. Otóż, gdyby nawet przyjąć nierealne założenie, że CP jest tworem wszechwiedzącym o nadzwyczajnej inteligencji i nieograniczonych możliwościach uczenia się, to czas potrzebny do uformowania wyspecjalizowanych przewidywań z jednego centralnego punktu musiałby się okazać zbyt długi, by przewidywania te mogły mieć jakiekolwiek praktyczne znaczenie.

Dodatkowym utrudnieniem w rozpoznawaniu rynków konsumpcyjnych i przewidywaniu tendencji w zachowaniu się konsumentów jest brak cen rynkowych. W gospodarce centralnie kierowanej ceny mają charakter plano­wy, to znaczy są ustalane ex ante przez CP w określonych odstępach czasu. Nie są to ceny, które mogłyby pełnić te same funkcje, które pełnią ceny rynkowe formowane w drodze swobodnej gry konkurencji pomiędzy nabyw­cami i sprzedawcami. Ceny rynkowe są przede wszystkim syntetycznym odbiciem warunków gospodarowania istniejących w danym momencie13. Ich zmiany ogniskują jak w soczewce bardziej zasadnicze zmiany zachodzące zarówno w sferze produkcji, jak i w dziedzinie sprzedaży14.

Ułatwiają one tym samym zdecentralizowanym producentom orientowanie się w przesunię­ciach i zarysowujących się tendencjach w strukturze preferencji konsumen­tów. Pozwala to szybciej i skuteczniej reagować na zachodzące zmiany. Tym bardziej że na podstawie cen czynników produkcji wytwórcy mają szanse orientowania się, jakie są ich rzeczywiste możliwości sprostania wyzwaniu tych zmian. W gospodarce planowej CP, nie mogąc korzystać z informacyjnej funkcji cen rynkowych, pozbawiony jest bardzo czułego i obiektywnego wskaźnika ułatwiającego orientację w zawiłościach struktury popytu kon­sumpcyjnego.

Wywody zawarte w tym paragrafie uzasadniają wniosek, że stworzenie systemu wyspecjalizowanych przewidywań na szczeblu CP jest zadaniem praktycznie niewykonalnym. Wymagałoby to stałego i bezpośredniego kon­taktu z wszystkimi przejawami produkcji i zbytu15, czyli spełnienia warun­ków, którym CP fizycznie nie może sprostać. A gdyby to nawet okazało się możliwe, to czas, jaki pochłonęłoby formowanie przewidywań, musiałby się okazać zbyt długi, by oparte na nich decyzje produkcyjne mogły mieć jakie­kolwiek praktyczne znaczenie. Tak więc decyzje dotyczące struktury produ­kcji sektora konsumpcyjnego nie mogą w gospodarce planowej opierać się na systemie wyspecjalizowanych przewidywań.

Dane ex post

W poprzednim paragrafie staraliśmy się wykazać, że stworzenie systemu wyspecjalizowanych przewidywań w związku z decyzjami dotyczącymi stru­ktury produkcji sektora konsumpcyjnego jest w gospodarce planowej prakty­cznie niewykonalne. Jedyną alternatywą pozostaje zatem oparcie tych decyzji na danych ex post. W istocie, zważywszy ogrom zadań, przed którymi stoi CP, jest to jedyna realna możliwość istniejąca w gospodarce planowej. Dla­tego wiele racji ma O. Lange dowodząc, że dane ex post są niezbędnym warunkiem wykonalności planowania, które realizuje się historycznie, a nie przez rozumowanie a priori16.

Dane ex post, które stanowią podstawę decyzji dotyczących struktury produkcji sektora konsumpcyjnego, można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczają się sprawozdania i statystyki z wykonania ilościowo-asor-tymentowych planów produkcji przedsiębiorstw wytwarzających towary ryn­kowe. Druga natomiast obejmuje dane odnoszące się do zauważonych zmian popytu, które wystąpiły na poszczególnych rynkach i dotarły do wiadomości CP przed podjęciem odpowiednich decyzji. Mówiąc inaczej, decyzje będąc podstawą opracowania ilościowo-asortymentowego planu produkcji sektora konsumpcyjnego opierają się w zasadzie na strukturze produkcji tego sektora właściwej dla okresu sprawozdawczego17, skorygowanej o zmiany, które zostały ujawnione do chwili ich podjęcia18.

Zasada opierania decyzji na danych ex post niekoniecznie musi oznaczać, że struktura produkcji nie ulega przekształceniom w czasie. Pomijając zmiany wprowadzane w wyniku zauważanych przesunięć w popycie konsumpcyj­nym, musi ona pozostawać pod wpływem postępu technicznego. Postępy nauki stwarzają nowe możliwości techniczne, z kolei rozwój techniki dostar­cza nowych możliwości innowacyjnych. Poza tym gospodarka każdego kraju znajduje się współcześnie pod silną presją innowacji w zakresie dóbr doko­nywanych za granicą. Postęp techniczny sprawia, że pomimo opierania decy­zji na danych ex post, również w gospodarce planowej struktura produkcji konsumpcyjnej musi ewoluować wskutek wprowadzania fabrykacji nowych produktów. Gospodarkę planową będzie wyróżniała w tym względzie tenden­cja do niepełnego wykorzystania możliwości innowacyjnych. Wydaje się to oczywiste. Centralizacja inicjatywy ekonomicznej sprawia, że nie wszystkie talenty innowacyjne tkwiące w społeczeństwie mogą być wykorzystane. Często zaś wykonawcza rola przedsiębiorstw, które są faktycznym polem innowacji staje się powodem braku ich zainteresowania innowacjami19.

Nie­mniej jednak, chociaż z oporami, pewne zmiany struktury produkcji konsump­cyjnej muszą stale następować bądź w wyniku wprowadzania nowych produ­któw własnego pomysłu, bądź też w drodze imitacji cudzych wzorów. Ale obojętnie, co jest źródłem innowacji, wprowadzenie nowego produktu na dany rynek jest przedsięwzięciem bardzo niepewnym. Nigdy bowiem nie wiadomo, jak zareagują na nowy produkt konsumenci. Dlatego operacja wprowadzania do sprzedaży nowego dobra wymaga doskonałej znajomości konkretnego rynku. Opieranie decyzji produkcyjnych na danych ex post, jak i inne przyczyny, o których była mowa poprzednio, sprawiają, że CP nie może dokładnie znać poszczególnych wyspecjalizowanych rynków. Dlatego wolno sądzić, że w gospodarce planowej może wystąpić tendencja do wprowadzania nowych produktów na rynek mniej lub bardziej przypadkowo. Myśl o skut­kach takiego postępowania musi narzucać się sama. Będzie to prowadziło do nadwyżek podaży na jednych rynkach i jej niedoboru na innych. Może to również powodować kierowanie innowacji w zakresie dobra na te odcinki, które w danym momencie pilnie ich nie potrzebują, przy jednoczesnym ogołacaniu odcinków, dla których są one sprawą palącą.


1 Por. Zarys teorii gospodarki socjalistycznej, red. A. Wakar, Warszawa 1965, s. 151; Ekonomia polityczna socjalizmu, red. M. Pohorille, Warszawa 1968, s. 77.

2 Por. Zarys teorii…’, Ekonomia polityczna…, s. 84-88.

3 Por. Ekonomia polityczna…

4 Ibidem, s. 77-89.

5 Por. A. Marshall, Principles of Economics, London 1961, s. 27; O. Lange, Ekonomia polityczna, t. 1, Warszawa 1959, s. 53-54.

6 Por. Ekonomia polityczna…, s. 87.

7 Por. K. J. Arrow, Optimization, Decentralization and Internal Pricing in Business Firms, [w:] Contribution of Scientific Research in Management, Los Angeles 1961, s. 11.

8 Por. J. K. Galbraith, Economics as a System ofBelief, American Economic Review, 1970, vol. 60, May, s. 469-478.

9 Por. W. S. Houthakker, Obecny stan teorii konsumpcji (artykuł przeglądowy), Przegląd Informacyjny Burżuazyjnych Czasopism Ekonomicznych, 1962, nr 1-2, s. 92.

10 Por. J. K. Galbraith, op. cit., s. 470.

11 Ibidem, s. 470-478.

12 Por. Studies in Income and Wealth, t. 5, New York 1955, s. 17.

13 Por. H. Wicksteed, The Common Sense ofPolitical Economy, London 1933, s. 28.

14 Por. M. A. Eggers, A. D. Tussing, The Composition ofEconomic Activity, New York 1985, s. 34 i n.

15  Por. E. Neuberger, Libermanism, Computopia and Visible Hand, American Economic Review, 1966, vol. 56, May, s. 140; K. J. Arrow, op. cit.16  Por. O. Lange, Zasady planowania gospodarczego, [w:] Pisma ekonomiczne i społeczne 1930-1960, Warszawa 1961, s. 189.

17 Okres sprawozdawczy niekoniecznie musi oznaczać czas bezpośrednio poprzedzający okres obowiązywania planu.

18 Por. K. Porwit, Zagadnienie rachunku ekonomicznego w planie centralnym, Warszawa 1964, s. 99-100, 160-170 i in.; J. Komai, Overcentralization in Economic Administration, Oxford 1959,
rozdz. 1.

19 Por. wywody zawarte w rozdziale czwartym.

Wiesław Samecki, Gospodarowanie za pomocą planowania. Analiza krytyczna, Acta Universitatis Wratislaviensis No 2262